W najbliższy weekend rozpoczyna się kolejna edycja letniego Pucharu Kontynentalnego. Sztab szkoleniowy polskiej kadry ogłosił, jak słyszę, skład na Velenje, gdzie zawody mają mieć miejsce. W ramach próby tzw. POSZERZANIA KWOTY STARTOWEJ na zimę, jakkolwiek zestaw słów tych nam się nie kojarzy, postanowiono wysłać na zawody zawodników kadry A. Co to mają tęże kwotę startową POSZERZYĆ i potem miejsca innym w kolejnych konkursach ustąpić. Jak będzie zobaczymy.
Atoli zewsząd słychać głosy oburzenia, że na zawody pojechać mają: beznadziejny w zeszłym sezonie Piotr Żyła i beznadziejny od lat Marcin Bachleda. Protestujący podnoszą różne sprawy. Jedni protestują bo lubią (protestować) i nie lubią (Bachledy), inni argumentują w sensowniejszy sposób.
Jeżeli chodzi o mnie to mam dość głęboko skakanie w lecie. Tak głęboko jak mozna miec np. jazdę figurową na rolkach. Albo pływanie na sucho. Pisałem zresztą o tym dawno na salonie.
Ale, skoro temat jest na tapecie to odnieść się do niego też można. Otóż z tą beznadziejnością Marcina Bachledy to jest tak, że owszem występuje ona w szerokim zakresie jego działalności jako skoczka narciarskiego, ale akurat letniego skakania w Pucharze Kontynentalnym dotyczy w najmniejszym stopniu. Jeśli dotyczy w ogóle. Marcin Bachleda jest bowiem, moim zdaniem, zawodnikiem, który z racji m.in. kiepskich warunków fizycznych oraz przeciętnych umiejętności, może się realizować jedynie w zawodach mniejszej rangi. A do takich niewątpliwie należy letni PK. Dowodzą tego zresztą dotychczasowe wyniki zakopiańczyka. Podczas kiedy w zimie, przez cała swoją długoletnią karierę, dwa razy (sic!) znalazł się w pierwszej 20-tce pierwszoligowych konkursów (dla niezorientowanych – PŚ), to w PK wielokrotnie zaliczał występy, oprócz nieprzyzwoitych rzecz jasna, całkiem przyzwoite. Zdarzało mu się nawet wygrywać takowe konkursy. I w zimie i w lecie. Cztery lata temu wygrał cały cykl letniego PK, a w zeszłym roku też, dzięki sukcesom w tym cyklu, wywalczył Polsce dodatkowe miejsce w PŚ na okres listopad-grudzień. Więc w tym kontekście pretensje wszystkich protestantów są zupełnie (naprawdę) bezzasadne. Tym bardziej, że jak słyszę, Polak jest w tej chwili w wyjątkowo dobrej formie.
Mamy jednak drugą stronę medalu. Otóż. Szanowne grono ludzi (nie)odpowiadających za stan polskich skoków traktuje te wywalczane przez Bachledę dodatkowe miejsca jako prywatną sprawę zawodnika. To znaczy uznają, ze skoro on to miejsce wywalczył to to miejsce jest DLA NIEGO. Tak było w roku 2005, tak było w roku zeszłym. I to jest skandal! Bowiem Marcin Bachleda przez ostatnie 5 lat, startując w zimie w nieprzeliczonych konkursach PŚ zdobył koło 10-ciu pucharowych punktów. Na pewno nie ma 15-tu. On się tam po prostu nie nadaje! Dostaje ze strachu przed startem do głowy czy jak, nie wiem, ale każdy prawie start w jego wydaniu to praktycznie żenada. Nie ten pułap możliwości, nie ten format zawodnika. Nie zdążył bądź nie chciał tego dotąd zauważyć prezes Tajner, nie widzą tego kolejni trenerzy. Mimo, że sprawa, moim zdaniem, powinna być ewidentna dla średnio inteligentnego szympansa. Nie chcę pisać o układach, bo nie temu tę notkę poświęcam. Powrócę do rzeczy.
To bardzo ważne, żeby Polacy mogli w zimie startować gdziekolwiek w jak największej liczbie. I jeżeli występ Bachledy temu ma służyć, proszę bardzo, niech skacze. Ale jeśli ma to mieć na celu jedynie zapewnienie jemu konkretnie startów w zimowym PŚ to faktycznie szkoda, żeby blokował młodym starty w PK. Bo ja już nie chcę się za niego wstydzić oglądając jego żenujące występy w ramach zimowego Pucharu Świata w skokach narciarskich.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)