Nie we wszystkim, oczywiście. Ale w niektórych sprawach tak.
Nie dziwię się im zupełnie, ze chcą uprawiać sport. To znaczy niektóre sporty. Lekkoatletykę, pływanie, siatkówkę, tenis. Nawet judo. Na przykład. Na poziomie, który nie zdeformuje im sylwetek, nie będzie powodował kalectwa, pozwoli po zakończeniu “zabawy” w sport normalnie żyć, zakładać rodziny, rodzic dzieci, być atrakcyjnymi obiektami westchnień płci przeciwnej.
Ale że chcą wyglądać jak troglodyci, tarzać się w błocie na ringu z gołą dupą albo podnosić naraz 200kg doprowadzając się przy okazji do wyglądu hipopotamicy (z wykrzywionym kręgosłupem zresztą), to już tak.
Nie można oczywiście nikomu czegokolwiek zabraniać. Więc jak jakaś pani chce koniecznie podnosić ciężary, uprawiać rzut młotem, boks czy wrestling to, mimo wspomnianego zdziwienia, mówię “Na zdrowie” i obracam się w drugą stronę. W końcu ich życie, nie moje.
Atoli, okazuje się, nie do końca. Bo te panie, a przynajmniej większość, narzucają mi się wyglądając z telewizora, który oglądam namiętnie co cztery lata w okresie Igrzysk Olimpijskich. A już nie daj panie jak przez przypadek w którymś z tych “sportów” wyróżnia się nasza reprezentantka. Bo wtedy cała transmisja danego dnia poświęcona jest wydarzeniu, w którym ta osoba uczestniczy. Tak było w Sydney przy okazji występu ś.p. Kamili Skolimowskiej, tak było dwukrotnie kiedy medale zdobywała Agata Wróbel. Jest jeszcze gorzej. TVP potrafiła również pokazywać namiętnie, jak nafaszerowane (niczym nieświeża szynka konserwantami) anabolikami Azjatki biją jakieś niestworzone rekordy w rwaniu czy innym wyciskaniu. W tym samym czasie na olimpijskich arenach występowali reprezentanci Polski w znacznie mniej “rekordowych” dyscyplinach. No i ich nam, z oczywistych przecież (przynajmniej dla TVP) racji, nie pokazano.
Konkludując. Dziwiąc się pewnym trendom w damskim sporcie nie żądam, żeby je na gwałt zarzucano. Choć, szczerze pisząc, byłbym wdzięczny. Ale przynajmniej niech wolno mi będzie być zwolnionym od udziału, nawet pośredniego, w przyzwalaniu na rzeczy, które budzą we mnie niesmak. Duży.
PS
Kolejne zdziwko z paniami w tle. Tak na marginesie i nieco off topic. Skoczkinie na nartach chcą na gwałt na olimpiadzie występować. A ja się pytam szanownych panienek. A może by tak najpierw trochę poziom skakania podnieść? Olimpiada to nie to samo co zawody o Puchar Prezesa Gminy Kozia Wólka. A to, że na igrzyskach są obecnie dyscypliny jeszcze mniej warte pokazania od babskich skoków, to żaden argument. To tamte trzeba wyrzucić, a nie równie nieuprawnione dokooptowywać.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)