Oglądałem wczoraj parę wyścigów finałowych i półfinałowych pływackich MŚ. Pewnie niezdrowo uogólniać, ale parę rzeczy na oczy się rzuciło. Z grubsza i luźno to wygląda to tak:
1. The show must go on. Więc znów się bije pianę. Nie można poprawiać wyników w sposób naturalny, bo wyżyłowali je chłopaki i dziewczyny do wartości ekstremalnych to się znalazło nowy rodzaj obejścia granicy “ludzkich” mozliwości. Ja mogę zrozumieć, że sprzęt powinien decydować, powiedzmy, w lataniu precyzyjnym. Ale w pływaniu?
2. Australijczycy i Amerykanie. Chyba mamy w tym roku do czynienia z odkoksawianiem organizmów. W każdym domu trzeba od czasu przecież posprzątać i wyrzucić z niego szkodzące domownikom, ale też ich wizerunkowi, śmiecie. Nie inaczej jest z pływackim organizmem. Ale nie bójmy żaby. Od przyszłego roku można się spodziewać kolejnego zalewu “wybitnie zdolnej” młodzieży z tych krajów. Przynajmniej ja się spodziewam.
3. Zdziwieni utratą wiodącej pozycji Otylii Jędrzejczak w delfinie zwróćmy uwagę, że zdecydowana większość pływackich asów nie jest w stanie utrzymać się na topie zbyt długo. Otylek i tak brylował dłużej niż przewiduje to statystyka. Manadaou czy Coventry, a teraz nawet Schipper (przykłady pierwsze z brzegu) królowały na swoich dystansach dużo krócej. Thorpe mniej więcej tyle, co Jędrzejczak. Jeśli dłużej, to ciut. Nawet na wielkiego Phelpsa przyszedł, jak widać, czas porażek. Jedyny sposób, żeby odejść w glorii zwycięstw to zrobić to co Mark Spitz. Odejść w apogeum formy. Ale na to, w sytuacji kiedy jednak zarabia się na pływaniu znacznie więcej niż za jego czasów, decyduje się niewielu.
4. Polacy. Naszych nie ma w zasadzie na tych mistrzostwach. Rodzynek Korzeniowski na zasadzie wyjątku od reguły. Stanowi praktycznie łącznik między światem żywych i umarłych. Jak swego czasu jego nazwistnik (jest w ogóle takie słowo?J ) Robert w odniesieniu do całego polskiego sportu. Co się stało, że nagle, trzy lata po tym jak na ME w Budapeszcie zdobyliśmy 5 tytułów mistrzowskich i cztery lata po naprawdę udanych i fantastycznie rokujących na przyszłość MŚ w Montrealu nie mamy pływania? Grupa szczecińska w zupełnej rozsypce. Pozostali dotychczasowi wielcy naszego pływania, w tym również jego ikona, odpuszczają sezon. Ci, którzy ich zastępują na razie jakby nie w tej lidze. Próbuje cos robić ze sprinterami Kizierowski ale efekty, przynajmniej na dziś, też mało widoczne. Albo po cichu (ale to musi być chyba szalenie ciche) szykujemy się na Londyn albo zapadamy w pływacki letarg. Pozostaje dziś kibicować ze wszystkich sił Korzeniowskiemu. Moim zdaniem Phelps jest tym razem “do opłynięcia”. Gorzej może być z Japończykiem. Ale i on jest do pokonania. Forza Paweł!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)