27 obserwujących
1338 notek
791k odsłon
  945   2

Horngacher wymusił swoje

Człowiek jest jednak naiwny. Żeby nie napisać głupi.
Jakaś tam (niewielka, ale jednak) część mnie wierzyła, że Pan Od Sprzętu pójdzie śladem polskiej kontroler, która w poniedziałek pokazała całemu światu skąd biorą się w skokach norwesko-niemiecko-austriackie przewagi. Pan Od Sprzętu tą ścieżką nie poszedł. Zrobił deala z Horngacherem.
Podejrzewam, że mogło być nawet tak że, wzorem Polki, pogroził komu trzeba na odprawie.  Tyle, że Widhoelzl i Stoeckl się zastosowali. Widać to było po wynikach Johanssona, Tandego, Hubera czy nawet Krafta (choć Hoerla już nie). A Horngacher się nie zastosował. Postanowił iść w zaparte. Założył, że Fin nie odważy się zdyskwalifikować na igrzyskach żadnego Niemca. I miał rację. Tym sposobem wielki austriacki cudotwórca, w ciągu dwóch dni, odrodził swoje dwie nadmuchane gwiazdy.
Ofiarą dealu został, a któżby inny, Polak. Kamil Stoch nie zdobył przez to medalu, dzięki któremu byłby wybitniejszym olimpijczykiem niż sam Matti Nykaenen.
Szacunek dla Lindvika i Kobajasziego. Cały czas, przez półtora tygodnia, skakali w Chinach tak, że gołym okiem widać, że nie musieli się uciekać do oszustw. Z nimi dzisiaj po prostu wygrać nie szło.
Brawo Kamil, brawo Paweł Wąsek. Ten drugi oddał naprawdę dwa świetne skoki. Skoczył tak, jak chce Małysz. „Dwa dobre skoki”. Życzyłbym każdemu Polakowi takiego debiutu na najważniejszej imprezie czterolecia.
A co do Kamila. To jest naprawdę wybitny wynik. Wynik na medal. Niestety. Germańskiej uczciwości się nie przeskoczy. Widać to na każdym kroku w polityce, widać coraz częściej i w sporcie.
To już czwarte czwarte miejsce Stocha na imprezie mistrzowskiej. Najpierw było w 2009 tym roku w Czechach, następnie w 2017-tym w Lahti, potem w  Korei i teraz tu. Do tego dochodzą jedna piąta i dwie szóste lokaty, że o siódmym i ósmym miejscach nie wspomnę. Dużo tego. Szkoda, że dzisiaj ta obfitość została jeszcze powiększona. Do pierwszego skoku Lindvika byłem pewny, że tak nie będzie. Po pierwszym skoku Geigera byłem już pewny, że owszem. A po zastanowieniu się to myślę, że cały szacunek, jaki miałem do Horngachera jako trenera, wyszedł w ostatnim czasie na spacer i zaginął.
No bo jak on trenując Polaków stosował te same metody co teraz? Ja wiem, że Eisenbichler czy Geiger przy Stochu zawsze będą jak Baba Jaga przy Cindy Crawford. Ale wątpliwości zostały zasiane.
...

Bardzo krótko trwało i doszedłem do wniosku, że niepotrzebnie się martwię. Jako trener Polaków musiał przestrzegać podstawowych reguł. My nie wykładamy kasy na FIS, to nikt się z nami specjalnie nie ciaćkał. Robiliśmy przez trzy lata co najwyżej za Mulatów.Teraz, jak się można łatwo zorientować, wróciliśmy do statusu sprzed Horngachera. Statusu Murzyna.


Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport