MŚ w lekkiej atletyce w zasadzie nie doszły nawet do półmetka a na koncie naszych sportowców już więcej medali niż PZLA zakładał na koniec mistrzostw. A przecież przed nami jeszcze drugie tyle medalowych szans. Małachowski, Jesień, Włodarczyk, Noga, Lewandowski. Kolejność przypadkowa. Nie wszyscy z nich muszą zdobyć w Berlinie medal, ale 2-3 krążki są bardzo realne.
Skąd taki wysyp? Przypadek? Wielka forma naszych? Chyba ani to ani to. Wielką formę zaprezentował jedynie Majewski. Z kolei jeśli złote i srebrne medale zdobywają ludzie od lat należący do światowej czołówki to trudno nazwać to przypadkiem.
Moim zdaniem problem tkwi we wspomaganiu. Tym ekstra. Jeśli tylko IAAF jest w jakimś przedziale czasowym i w jakimś tam zakresie trochę bardziej liberalna, wtedy zaraz świat “medycyny sportowej” wielu krajów się znacząco uaktywnia. Jakich krajów wie każdy, kogo choć trochę ten sport interesuje. I wtedy Polska nie ma sukcesów. Generalnie, bo takiemu na przykład Korzeniowskiemu to nawet sterydowcy mogli skoczyć.
W wypadku jakichkolwiek wzmożonych działań lekkoatletycznej centrali mającym na celu ukrócenie dopingu rezultaty osiągane przez Polaków są relatywnie zdecydowanie lepsze. Inaczej. Wyniki są podobne, ale miejsca dużo wyższe. Nasze wczorajsze sreberko, Monika Pyrek, w Pekinie nie zdobyło medalu skacząc tam równie wysoko jak nasze wczorajsze złotko -Ania Rogowska. Szymon Ziółkowski z wczorajszym rezultatem poniżej 80 m nie sięgnąłby po medal na żadnej imprezie światowego formatu rozgrywanej w ostatnich kilku latach.
Oczywiście można mówić o roku poolimpijskim i tym tłumaczyć niższy poziom zawodów. Na pewno po części jest to prawda. Ale tylko w części właśnie. Znacznie bardziej skłaniałbym się do stwierdzenia, że albo komisje antydopingowe zaczęły się, przynajmniej jak chodzi o rzuty i skoki, przykładać do pracy albo (z racji zapewnienia organizmowi mozliwości normalniejszego funkcjonowania w przyszłości) część koksiarzy postawiła na oczyszczenie organizmów. Co też, pośrednio, wiąże się z sezonem poolimpijskim.
W wypadku gdyby prawdziwa była pierwsza z tych dwóch wersji, zastanawia tylko dziwna polityka IAAF w tym zakresie. W rzutach i skokach szlaban a w biegach krótkich już nie. No bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewa startujących w sprincie troglodytów o, niespotykany w dziejach ziemi, nagły przypływ geniuszu. Nawet biorąc pod uwagę, że Majewski czy Ziółkowski są w swojej konkurencji o dwie klasy lepsi od Kucia trudno się oprzeć wrażeniu, że ich przeciwnicy biorą znacznie mniejsze ilości niedozwolonych sterydów od rywali naszego sprintera.
O sprinterach-troglodytach drugiej płci nie chce mi się w ogóle pisać. Nawet NRD-ówki były ładniejsze i miały bardziej kobiece sylwetki. I w dodatku szybciej biegały.
Reasumując. Jak pięknie byłoby gdyby IAAF wziął się poważnie za walkę z dopingiem. Nasza lekkoatletyczna medalowa kolekcja miałaby szansę należeć do najpiękniejszych w świecie. Obawiam się jednak, ze nikt IAAF-owi na to nie pozwoli. W końcu igrzyska już za trzy lata.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)