No i po sprawie. Z naszego tercetu egzotycznego (czy jak kto woli „eksportowego”) zrobił się na powrót tercet zupełnie swojski. Lech dołączył do zacnego grona złożonego z Wisły i Legii. Grona drużyn, które bardzo niewiele potrafią, drużyn które o tym nie wiedziały i drużyn, którym to w końcu szybko wykazano. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że podobnie jak zespoły z Warszawy i Krakowa, Kolejorz uległ takim samym piłkarskim kelnerom jak on. Nie jakiemuś zespołowi z klasą, ale drużynie, której indolencja boiskowa raziła wczoraj w prawie takim samym stopniu jak „gra” poznaniaków.
W prasie napisano kilka dni temu, że Lech wycenił Lewandowskiego na 8 mln EUR. Myślę, ze po obejrzeniu meczu z Belgami najlepszym komentarzem będzie brak komentarza. Z punktu widzenia zainteresowanego, oczywiście. Więcej dla niego zrobic się nie da.
Ci, na których Lech opierał się w zeszłym sezonie stanowią obecnie cień samych siebie. Na miejsce Murawskiego nie kupiono nikogo. Bezład w grze Lecha rzucał się w oczy od pierwszej do ostatniej minuty. Żadnej myśli, total chaos i gra na aferę. I na dodatek bramkarz w serii rzutów karnych bronił jakby miał przywiązaną kule u nogi.
Jeszcze jedna rzecz. Mecz wykazał ile faktycznie w piłce nożnej zależy od przypadku. Gdyby nie ewidentny błąd (jeśli to był błąd, a nie celowe działanie) sędziego do następnej rundy awansowałby ewidentnie beznadziejny Lech. Więc może dobrze, że arbiter tego gola nie uznał?
Swoją drogą sędziowie po robieniu jednej z drużyn takich prezentów powinni być z miejsca dyscyplinarnie zwalniani. Ale to inny temat.
Myślę, że w następnej rundzie, czy co tam będzie, Brugia dostanie tęgie lanie. Na miarę swoich bardzo skromnych umiejętności.
A Lech? Czarno widzę. Żywcem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)