HareM HareM
75
BLOG

Deyna

HareM HareM Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 Holendrzy mieli swojego Cruijffa. Argentyńczycy Alfredo di Stefano. Dla Węgrów wielkim zawsze będzie Ferenc Puskas, a Niemcy po wsze czasy będą sławic Beckenbauera.

Różnica między wyżej wymienionymi a Kazimierzen Deyną jest taka, że we własnym kraju cieszyli się nieustannym poważaniem u kibiców. Sobie współczesnych i ich dzieci. Deyna miał przeciw sobie trzy czwarte piłkarskiego kraju. Tylko dlatego, że był z Legii. A przecież cesarz Franz, mimo że reprezentował znienawidzony w całych Niemczech Bayern, przez całą karierę odbierał zasłużone owacje. Dlaczego? Bo zasłużył się dla Niemiec. Deyna niemniej zasłużył się dla Polski, ale mógł na stadionach oczekiwac tylko gwizdów. Nawet w dniu, kiedy osobiście, w pojedynkę, wywalczył Polsce awans do argentyńskiego Mundialu. Schodzącego z boiska Stadionu Śląskiego strzelca, zdobytej notabene z rzutu rożnego i dającej nam przepustkę do Buenos Aires, bramki żegnały totalne gwizdy. Gwizdy, których ja, rodowity Hanys, do tej pory swoim krajanom nie mogę zapomniec.

Zbigniew Boniek niewątpliwie osiągnął w piłce nożnej znacznie więcej. Wygrywając z Juventusem w PEMK i PEZP stał się najbardziej utytułowanym polskim piłkarzem. Miał poza tym ogromny talent i umiejętności. Jednakże kiedy po latach, z dużej perspektywy czasowej, przychodzi mi wskazac najlepszego w historii polskiego piłkarza to nie targają mną żadne wątpliwości. Najlepszym polskim futbolistą był, bez dwóch zdań, Kazimierz Deyna.

Jutro minie 20 lat od dnia jego tragicznej śmierci…

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości