Najgorzej to nie wygląda. Wygraliśmy grupę. Dodajmy. Grając bez fajerwerków, ale w miarę przyzwoicie. Przystępując do drugiej fazy mistrzostw mamy na koncie dwa zwycięstwa i w perspektywie 3 mecze z nie należącymi do potentatów Grekami, Hiszpanami i Słowakami. Czyli, jeśli nie nastąpi żadne trzęsienie ziemi, bez kłopotów awansujemy do strefy medalowej. Co będzie potem – zobaczymy.
Teraz rozumiem Castellaniego kiedy mówił, że brak awansu uzna za porażkę. Przy takim losowaniu byłoby to chyba więcej niż porażka. A tak możemy się cieszyć, że dzięki pazerności i naiwności Turków (oni chyba naprawdę myśleli, że mogą zdobyć medal) poważne granie zaczniemy od meczu o wejście do finału. Swoją drogą zastanawiam się jak władze FIVB mogły pozwolić na taki układ grup eliminacyjnych. Sport, na którą dyscyplinę by nie spojrzeć, zaczyna być tak czysty jak polityka. Albo heroina.
Dla naszej odmłodzonej i przetrzebionej przez kontuzje kadry opisany powyżej „zbieg okoliczności” stanowi szczególnie korzystne rozwiązanie. Mają czas okrzepnąć w bojach o wysoką stawkę zanim rzeczywiście trafią na mocnego przeciwnika. Martwi mnie tylko nie najlepsza dyspozycja człowieka, od którego zależy bardzo wiele. „Gumie” daleko do dyspozycji sprzed 3 lat. W kontekście tego, że i zmiennika ma słabszego niż wtedy, wyjście jest tylko jedno. Ma trzy mecze na to, żeby dojść do formy gwarantującej zespołowi medal. Bo czwartego miejsca nikt nie lubi.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)