HareM HareM
24
BLOG

Jednak z Bułgarią. I dobrze

HareM HareM Rozmaitości Obserwuj notkę 13

Gra naszych siatkarzy to, łagodnie pisząc, dość zmienna jest. Jak kobieta niemal. W jednym secie potrafią wzbudzić euforię obserwatorów, po czym w kolejnym totalnie beenhakerują. No dobra, żeby nie było, że się trupa czepiam. Grają w stylu piłkarskiej reprezentacji Polski z eliminacji MŚ w Afryce. Do tego południowej.

Wczoraj zagrali (widziałem tylko trzeci set) całkiem dobrze. Podobno tak było w całym meczu. W efekcie tego i innych zwycięskich, choć momentami doprowadzających mnie osobiście do wrzenia, spotkań zajęli w grupie pierwsze miejsce. To z kolei spowodowało, ze nie musza grac w półfinale z Sowietami.

Od paru lat na ME czy MŚ w siatkówce obowiązuje regulamin, na mocy którego po II rundzie rozgrywek i wyłonieniu czterech najlepszych zespołów turnieju pary półfinałowe tworzy się w drodze losowania, jednakże zwycięzcy grup fazy zasadniczej nie mogą spotkać się ze sobą. Ma to wiele zalet, ma też swoje wady. Nie zamierzam otwierać na ten temat dyskusji. Przynajmniej w tej chwili. Jest tak i tyle.

I teraz. Bardzo dobrze się stało, że dolosowano nam Bułgarię. Ja oczywiście nie wiem jak nam w tym meczu pójdzie i jestem wręcz przed tym meczem pełen obaw, ale patrząc chłodno na wszystkich potencjalnych przeciwników to taki układ par jest dla nas, myślę, optymalny.

Jak już wspomniałem Rosji nie mogliśmy wylosować, bo wygrała grupę. Ale gdyby przegrała? Więc całe szczęście wygrała i nie musimy się z kacapami w półfinale męczyć. Mecze z nimi to nie jest zwykła rywalizacja sportowa. Oni ciągle w meczach z nami szukają na boisku pretekstów do różnych prowokacji, a nasza odmłodzona drużyna niekoniecznie musiałaby tym prowokacjom sprostać. Więc im później na nich trafi tym lepiej. A jest, być może szansa, że nie trafi w ogóle.

Francja. Moim zdaniem dobrze, że się w półfinale nie spotkamy. Wygraliśmy z nimi, co prawda, mecz inauguracyjny, ale tam wcale nie byliśmy wiele lepsi. Mieliśmy trochę więcej szczęścia, a w ostatnim secie Francuzi za nas wygrali nam mecz. Po prostu odwalili kichę. Drugi raz tak na pewno nie zrobią, a pomeczowe wnioski mogłyby ich zaprowadzić do tego samego, do czego zaprowadziły dwa lata temu Amerykanów w finale Ligi Światowej w Katowicach. Tam też w eliminacjach było w miarę gładkie 3:0, a w meczu o 3 miejsce jeszcze gładsze 1:3. Więc może poczekajmy z tymi Francuzami. Najlepiej do finału.

No to została nam Bułgaria. Za meczem z tą drużyną, oprócz tego co wyżej i co się z nią wiąże tylko pośrednio, przemawiają dwa zasadnicze fakty. Z rozegranych z nią za kadencji Raula Lozano 8-miu oficjalnych spotkań wygraliśmy aż 7 (słownie: SIEDEM). Pod wodzą Castellaniego rozegraliśmy z nimi jedynie dwa mecze sparingowe w lipcu. Oba wygraliśmy. To chyba umiemy z nimi grać, co? I drugi, wcale nie mniej ważny aspekt sprawy. Trzy lata temu, też w półfinale, tyle że MŚ w Japonii, również byliśmy lepsi, stosunkowo bezproblemowo wygrywając 3:1.

Tyle teorii. A teraz trzeba wyjść w sobotę na boisko i wygrać. A w niedzielę poprawić.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości