Proszę się nie obawiać. Nie będę pisał ani o politykach, ani o gospodarce. Po tym jak stery w kraju objęło grono politycznych popaprańców i pogrobowców (a jednocześnie trumnowbijogwoździów, hłe hłe) nieboszczki UD-ecji, postanowiłem zaprzestać wypowiadania się na tematy z tymi dwoma działami związane. I, jak dotąd, prawie do końca mi się to udaje.
Przechodząc do meritum. Denerwuje mnie strasznie to, że w dziedzinie życia stanowiącej moje hobby, którą od dziecka się interesuję czy wręcz momentami pasjonuję, Polska jest taką przysłowiową dupą. Jest nas do kupy 40 milionów chłopa. I baba. Owszem, urodzi nam się od wielkiego dzwonu jakiś Małysz czy Korzeniowski, ale w masie jesteśmy ciency jak lichy barszcz. Statystycznie co sto pięćdziesiąty (czy to się aby na pewno pisze osobno?) złoty medalista światowej imprezy, rekordzista świata czy najwybitniejszy w danej konkurencji sportowiec powinien być od nas. Jest?
Ja rozumiem, że są narody do sportu genetycznie bardziej usposobione. Tacy Jugole na przykład. Ale dlaczego w całej historii polskiej piłki tylko jeden Polak zrobił międzynarodową karierę? I tylko jeden zdołał się przebić na stałe do NBA? Jeden coś znaczył w NHL? Co jest przyczyną, że po wojnie jeszcze nigdy nawet w półfinale Wielkiego Szlema nie wystąpił ani jeden nasz reprezentant czy reprezentantka? Przecież przyczyny nie możemy upatrywać jedynie w hochsztaplerach ręcznie (i zręcznie) sterujących i manipulujących pieniędzmi w polskim sporcie.
Uh... A miało nie być o polityce.
....
Powiecie, że pora zmienić hobby? Takie stawianie sprawy jeszcze bardziej mnie wkurwia.
* - ostatnie słowo tytulu zostało zmienione na żądanie administracji salonu 24; bylo to warunkiem pozostania tekstu na portalu; pierwotny tytuł notki brzmiał "Co mnie wkurwia". Ostrzej? Nie sądzę. Raczej adekwatniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)