HareM HareM
67
BLOG

Igrzyska: wejście smoka i złoto Norweżki Stroem

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 4
Anna Twardosz w najlepszej 10-tce konkursu olimpijskiego!


Stroem to po norwesku prąd. I ten prąd poraził wczoraj Nikę Prevc do tego stopnia, że skacząc wcześniej po 6-8 m dalej od rywalek, w najważniejszym momencie nie potrafiła przekuć swojej przewagi na konkrety.
Tym sposobem jej najstarszy brat Pero dalej dzierży rodzinny rekord najbardziej, jakościowo i ilościowo, medalodajnego Prevca. Mam na myśli akurat igrzyska, choć inne skokowe rekordy też, na razie przynajmniej, w dużej części należą do brata-seniora. To znaczy większość, bo mistrzem świata Peter nigdy nie był (ma srebro i brąz z Predazzo), a młodsze rodzeństwo owszem. Siostra nawet dwa razy. Nie wiem jak długo ten Pero będzie przewodzić, bo Domen wygląda obecnie na gościa, którego nie są w stanie wybić z rytmu żadne okoliczności, ale nie takie rzeczy się widziało.
W każdym razie. Na igrzyskach Peter Prevc wywalczył, podobnie jak na MŚ, dwa medale. Oba w Soczi. Srebro i brąz. Nika po wczorajszym konkursie ma w dorobku jedno srebro, a Domen, na tę chwilę, nie ma nic. Miejmy nadzieję, że Słoweniec zachowa w poniedziałek więcej zimnej krwi od siostry, bo mu się te tytuły, w kontekście tego, co się dzieje przez cały sezon, należą jak psu buda.
Nika Prevc przegrała złoto, ale już skład podium był taki, jak się można było spodziewać. Austriaczka Eder ma w PŚ niby więcej punktów od złotej medalistki z Predazzo, ale np. Embachera też paru skoczków w PŚ wyprzedza, a nie wiem czy tak musi być jutro.
Złoto złotem i sensacja sensacją, ale z naszego punktu widzenia doszło wczoraj do rzeczy ważniejszej. Po raz pierwszy w historii polskich skoków nasza zawodniczka nie tylko dostała się do II serii olimpijskich zawodów (to uważałbym zresztą jedynie za sukces stricte statystyczny, bo to, w świetle ograniczonej liczby uczestników igrzysk z najlepszych nacji, jakimś specjalnym sukcesem nie jest; choć wspomnieć by o tym też trzeba było), ale, i to w olimpijskim debiucie, skończyła konkurs na miejscu w czołowej 10-tce. Lepszy debiut to miał chyba tylko w Soczi Maciej Kot, kiedy to, też na małej skoczni, był siódmy.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. A jest się czym cieszyć. Niby na igrzyskach liczą się tylko medale, ale w tym wypadku nieprawda. Trzeba zacząć od jedzenia łyżką. Chochlą chcieli wczoraj jeść Słoweńcy i Austriacy, i co?
Dzisiaj kolejne starty Polaków. Oby przyniosły jeszcze większe emocje i sukcesy.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Sport