PZPN: zagrożenie dla bezpieczeństwa i dotkliwa kara od UEFA
Jak poinformował Polski Związek Piłki Nożnej, przedstawiciele stowarzyszenia „To My Polacy” zostali oficjalnie poinformowani o zakończeniu współpracy podczas spotkania z wiceprezesem federacji, Adam Kaźmierczak. Decyzja była bezpośrednią konsekwencją wydarzeń z 14 listopada 2025 roku, gdy mecz kwalifikacji do mistrzostw świata Polska–Holandia został na kilka minut przerwany.
Na trybunach doszło do użycia materiałów pirotechnicznych, które – jak podkreśla PZPN – zostały wrzucone na murawę w kierunku piłkarzy, dzieci podających piłki oraz fotoreporterów. Federacja wskazuje, że zachowanie części osób stworzyło realne zagrożenie dla zdrowia i życia uczestników wydarzenia. W efekcie PZPN stanął przed ryzykiem zamknięcia stadionu na kolejne mecze barażowe, a ostatecznie został ukarany przez UEFA dotkliwą karą finansową.
Kaźmierczak: reprezentacja potrzebuje dopingu, który jednoczy
Wiceprezes PZPN nie pozostawił wątpliwości co do stanowiska federacji. Adam Kaźmierczak twierdził, że mecze reprezentacji powinny być „świętem piłki nożnej” i wydarzeniem bezpiecznym dla wszystkich – od zawodników po kibiców i obsługę medialną.
Jak zaznaczył, incydenty tego typu niosą nie tylko ryzyko fizyczne, ale również poważne straty wizerunkowe oraz realne konsekwencje sportowe i finansowe. W ocenie PZPN nie można dopuścić do sytuacji, w której zachowanie części trybun prowadzi do kar i ograniczenia możliwości kibicowania reprezentacji na żywo.
Stowarzyszenie „To My Polacy”: zostaliśmy zignorowani i zdeptani
Zupełnie inaczej wydarzenia z meczu Polska–Holandia interpretuje druga strona. Prezes stowarzyszenia „To My Polacy”, Mateusz Pilecki, w wypowiedzi dla Kanału Sportowego mówił wówczas o poczuciu niesprawiedliwości i braku dialogu. Jak relacjonował, przygotowania do oprawy trwały tygodniami i były finansowane z prywatnych środków członków stowarzyszenia.
Według Pileckiego w dniu meczu zapadła nagła decyzja służb o zakazie wniesienia oprawy i braku gniazda dopingowego, co miało uniemożliwić realizację „patriotycznej, niekontrowersyjnej” inicjatywy. Prezes stowarzyszenia twierdzi, że oprawa miała symbolizować jedność środowiska kibicowskiego i wsparcie dla piłkarzy, a nie prowokację czy zagrożenie.
Kim są „To My Polacy”?
Stowarzyszenie „To My Polacy” powstało w styczniu 2025 roku jako inicjatywa kibiców chcących zjednoczyć doping wokół reprezentacji Polski. We współpracy z PZPN grupa była obecna już podczas wiosennych meczów z Litwą i Maltą, a projekt początkowo spotkał się z pozytywnym odbiorem federacji.
Z czasem na sektorach reprezentacyjnych zaczęły pojawiać się także zorganizowane grupy kibiców klubowych. Podczas październikowego meczu wyjazdowego z Litwą doszło do kontrowersji związanych z bannerem przedstawiającym premiera Donald Tusk, a także z racowiskiem i sektorówką. Podobne środowiska pojawiły się również na meczu z Holandią, który ostatecznie przesądził o zerwaniu współpracy.
Z perspektywy PZPN granica została przekroczona w momencie, gdy doping przestał być wyłącznie oprawą kibicowską, a zaczął realnie zagrażać bezpieczeństwu i narażać federację na kary. Stowarzyszenie utrzymuje natomiast, że padło ofiarą nagłych decyzji i braku zaufania, mimo wcześniejszej współpracy związkowej.
MP
Kibice reprezentacji Polski, fot. PAP/Leszek Szymański



Komentarze
Pokaż komentarze (16)