HareM HareM
216
BLOG

T4S: Prevc nie dobije do Stocha i Rioju

HareM HareM Skoki narciarskie Obserwuj temat Obserwuj notkę 21
Za to bierze zamach na rekord Ahonena

Witam po krótkiej, niemal miesięcznej, przerwie:).

Miała być o dwa dni dłuższa, ale za to dotyczyć obiektywnie wielkiego sportowego wydarzenia, jakim byłoby doczekanie się czwartego skoczka, który w Turnieju 4 Skoczni ugrałby Wielkiego Szlema, czyli zwyciężyłby we wszystkich czterech konkursach tego turnieju w jednej jego edycji. Niestety, albo stety, okoliczności sprawiają, że w tym roku się na to nie doczekamy.

Domen Prevc, najmłodszy (o ile jego starsi bracia nie dorobili się potomstwa) męski reprezentant najbardziej usportowionego rodzeństwa jakie znam, uległ dziś na Bergisel (o pół punktu, żeby było śmieszniej), też niesamowitemu skądinąd w tym sezonie, Japończykowi Nikaido i tym samym, jak napisałem w tytule, nie dołączy do tria Stoch-Kobajaszi-Hannawald. Nazywany, z racji tego co wyprawia tej zimy, ”Domenatorem”, Słoweniec musiał uznać dziś wyższość wyglądającego w powietrzu niczym posąg Samuraja, który dobiera się do liderowania Japończykom. Mimo, że mają w składzie wicelidera PŚ i mimo, że ten wicelider nazywa się Rioju Kobajaszi.

Dzisiejsza wygrana Nikaido nie zmienia oczywiście niczego w kwestii, rozstrzygniętego już po zawodach w Oberstdorfie, zwycięstwa w całym turnieju. Prevc prowadzi z przewagą ponad czterdziestu punktów nad drugim w klasyfikacji Hoerlem (dzisiaj przed konkursem różni sensaci, np. ci dwaj śmieszni panowie, którzy prowadzą studio w TVN/Eurosport, po tym jak wygrał wczorajsze kwalifikacje, a Prevc trafił w nich na tornado w plecy, chcieli widzieć Austriaka zwycięzcą zawodów z odrobionymi stratami z dwóch pierwszych konkursów, na co zresztą tylko oni mogli wpaść) i musiałby chyba nastąpić koniec świata, żeby taką przewagę utracił. No chyba, że Austriacy szykują jakąś niespodziankę w swoim stylu i wezmą go zdyskwalifikują, tak jak to zrobiono wcześniej z niepokornym Zajcem. Notabene wczoraj, już po kwalifikacjach, zdyskwalifikowano naszego Wąska, ale akurat w tę akcję bym Austriaków nie wciągał. Bardziej mi to wygląda na jakąś wewnątrzpolską zagrywkę zmierzającą do tego by go definitywnie wyeliminować albo przynajmniej znacząco zmniejszyć jego szanse na wyjazd na igrzyska. No bo jak? Jego narty były posmarowane fluorem, a kolegów z drużyny nie? Zdaje się, że nasza kadra ma jednego serwismena.

BTW. Też jestem zdania, że na igrzyska powinni jechać aktualnie najlepsi. Ale dlaczego komuś wydaje się zależeć, żeby rywalizacja nie odbywała się w uczciwej walce?

Wróćmy do panów kontrolerów. Jedno mnie zastanawia. W zasadzie dwie rzeczy. Pierwsza. Krystaliczna, jak zwykle od wielu lat, postawa Austriaków. Ta ich niesamowita uczciwość i gra fair. Wszyscy w szpicy i wszyscy bez zarzutu. I tak od lat. I bez znaczenia jest fakt, że kontrolerzy, mimo że się zmieniają, to cały czas z Austrii. Ale nie ma się co dziwić. Jak przez jeden rok (olimpijski akurat) zamiast nich był Fin, to Kamil zamiast brązu z igrzysk mógł se przywieźć i powiesić nad łóżkiem zdjęcie uradowanego medalem Geigera w stroju-spadochronie. No więc szybko zastąpiono tego Fina Austriakiem. Ten, co prawda, był jeszcze dwa razy gorszy, co udowodnił na MŚ w Trondheim, ale „swój”. A jak „swój”, to o niepodważalnej uczciwości. Co zresztą stwierdza oficjalnie komunikat wydany przez FIS zaraz po aferze na imprezie głównej poprzedniego sezonu. Zaraz, czyli po miesiącu. Kontrolera oczywiście nie zwolniono, tylko sam się zwolnił. Z powodów osobistych. I na jego miejsce jest… Austriak. I Austriacy znów są czyści jak łza. Nie to co Włosi, Polacy, Kazachowie czy inna swołocz.

Przepraszam. Oprócz Austriaków czyści są jeszcze oczywiście Niemcy. Ale to też zrozumiałe. Ta sama, wyższa, rasa. Taki Karl Geiger, sam to niedawno podkreślił, przez całą karierę ani razu nie został zdyskwalifikowany. Co jest oczywiście dowodem, jakby kto nie wiedział, na jego krystaliczną uczciwość. A tego, że w tym sezonie, zamiast stawać jak zawsze na podium, klepią razem z Wellingerem bulę, nie należy w żaden sposób wiązać z tym że, ze względu na zeszłoroczną aferę, przymykanie przez FIS oczu na stosowane przez nich dotąd, nazwijmy je sprzętowe, zagrywki, stało się już niemożliwe do zaakceptowania. No bo jak? Norwegów piętnujemy, a Geiger z Wellingerem dalej mogą skakać w workach na ziemniaki? A że Austriacy mogą? Po pierwsze nie skaczą w workach. Znają dużo bardziej wyrafinowane metody zdobywania przewagi sprzętowej. A dwa, że musi mają jeszcze potężniejszych protektorów od Niemców.

Nic to. Ważnych jest kilka rzeczy.

1. Domen Prevc wygra 73 rozdanie T4S w cuglach.

2. Słoweniec i Japończycy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać również na igrzyskach.

3. Niemcy po raz 25-ty z rzędu na pewno nie wygrają Turnieju, co może się przełożyć na ogłoszenie we wtorek wieczór żałoby narodowej od Monachium po Hamburg.

4. Kamil Stoch, i chyba nie tylko on, odejdzie po sezonie, ale na horyzoncie pojawia się w polskich skokach ktoś, kto może w niedługim czasie nawiązać do wspaniałych wyników tak Stocha, jak i Adama Małysza. Trzeba tylko sprawić, żeby Kacper Tomasiak, bo to oczywiście o niego chodzi, pozostał sobą. I żeby różni specjaliści od niszczenia wybitnych talentów trzymali się od niego z daleka.

Tymczasem trzymam kciuki za dopełnienie w Bischofshofen formalności przez Prevca i za pierwsze podium Tomasiaka w PŚ. To drugie jest oczywiście o niebo trudniejsze do zrealizowania. I jednak, mimo fantastycznej postawy naszego 18-latka do tej pory, mało prawdopodobne. Ale pomarzyć można, nie?

PS

Aha. Ten rekord Ahonena to 13 podiów PŚ z rzędu. Prevc ma ich, na razie, 11.


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Sport