HareM HareM
90
BLOG

Roland Garros. Grała Magda, a wygrała Iga

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 0
Czy Chwalińska dołączy jutro do Świątek?

Panowie ze stacji Eurosport cieszyli się przed siostrobójczym starciem naszych dwóch najlepszych tenisistek w trzeciej rundzie, że niby w ten sposób co najmniej jedna przedstawicielka naszej nacji ma pewny udział w rundzie czwartej.

Moim zdaniem to mało mądre postawienie sprawy było. Z dwóch ewidentnych powodów. Pierwszy jest taki, że Iga to jest Iga i w Roland Garros to ona (w czwartej rundzie, znaczy) jest nieprzerwanie od siedmiu sezonów, czyli od momentu kiedy się w Paryżu pierwszy raz pojawiła. Więc dlaczego tegoroczna IV runda to miałby być jej jakiś wyjątkowy sukces? I powód drugi. Magda Linette pokazała w dwóch pierwszych rundach taki tenis, że każda potencjalna rywalka powinna być na tym etapie zadowolona, że nie trafiła na Polkę. Co zresztą udowodniło spotkanie ze Świątek. Dlatego uważam, że polska ekipa miała w tegorocznym losowaniu pecha. Gdyby nie on, ten pech znaczy, to mielibyśmy duże szanse na to, że w czwartej rundzie będziemy mieć jedną przedstawicielkę więcej niż de facto okaże się jutro. Czyli, że w 16-tce mogły być trzy, a nie dwie, Polki (myślę, że Chwalińska da radę, bo Sakkari jest w tej chwili znacząco słabszą tenisistką niż Żeng czy Mertens).

Ponieważ Magda Linette swój występ indywidualny w Paryżu ma już za sobą, to pozwolę sobie na małe tego występu podsumowanie. Był to występ niewątpliwie udany, choć bez happy endu. To, z jakim heroizmem walczyła z wyżej notowaną rywalką i kontuzją w rundzie pierwszej, to było mistrzostwo świata. Za to zwycięstwo powinna dostać jakieś od PZT specjalne wyróżnienie. Runda druga miała podwójny wymiar. Raz, że jak najbardziej zasłużenie wygrała ze znajdującą się w tamtym momencie 40 miejsc wyżej w rankingu przeciwniczką. Dwa (równie istotny aspekt sprawy), że uchroniła przez to Igę przed grą z wyjątkowo niewdzięczną rywalką. Co, patrząc jak dziś zaprezentowała się Świątek, wydaje się było zdarzeniem baaaardzo pomocnym.

Teraz zdanie o samym spotkaniu Linette-Świątek. Mogło się, moim skromnym zdaniem, zakończyć zupełnie inaczej. Magda z pewnością była dużo bardziej kreatywna. To ona, a nie Iga, w większości akcji miała pomysł na grę. Niestety dla niej realizacja nie zawsze szła w parze z pomysłowością. Iga grała bardzo zachowawczo, w niemal każdym zagraniu widać było przede wszystkim troskę o to, by grać bezpiecznie. W ten sposób można wygrać mecz trzeciej rundy, ale turnieju to się tak nie wygra. Szczególnie turnieju Wielkiego Szlema. Na nieprecyzyjną dziś w decydujących momentach Magdę starczyło. Ale z będącą ostatnio w niezłym gazie Kostiuk, nie mówiąc o kolejnym ewentualnym spotkaniu ze Switoliną, trzeba będzie zagrać zdecydowanie odważniej, szybciej i zwyczajnie lepiej. Bo jak nie, to ciężko będzie o powtórzenie wyniku choćby z zeszłego roku.

Tak jak napisałem wyżej, liczę na to, że w 1/8 finału zobaczymy dwie reprezentantki Polski. Byłby to zdecydowanie największy sukces Mai Chwalińskiej w karierze. No i trzecie z rzędu duże nazwisko na rozkładzie. Greczynka, co prawda, to już nie ta sama Sakkari co, powiedzmy, pięć lat temu, ale po długim kryzysie wraca pomału w wyższe rejony hierarchii i, na dzień dzisiejszy, jest już w top-40. Ale spokojnie jest w zasięgu będącej aktualnie w życiowej formie Polki.

O ćwierćfinałowych szansach naszych zawodniczek proponuję rozmawiać konkretniej wtedy, kiedy będzie dokładnie wiadomo ile ich mamy w rundzie czwartej.

PS

Właśnie z turnieju odpadł Djoko. Nie wykorzystał nieobecności Hiszpana i kontuzji Włocha.

Lepszej szansy na 25 wielkoszlemowy tytuł miał nie będzie.


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport