I, w zasadzie, jak to mówi w takich sytuacjach Andrzej Poniedzielski, na tym by można skończyć. Tyle, że on nigdy nie kończy.
A ja owszem. Bo jakbym chciał o tym dalej pisać, to musiałbym się dostosować do poziomu tego finału, a nie chcę.
W jednej kwestii muszę. Spodziewałem się, przynajmniej ze strony zespołu z Paryża, twórczej i pomysłowej gry. Tak nie było. Bez finezji, bez pomysłu, bezproduktywna przez długi czas gonitwa za wyrównującym golem. Gol w końcu padł, dzięki czemu w efekcie doszło do karnych.
Arsenal po raz kolejny przegrał finał, w którym grał. W Lidze Mistrzów po raz drugi, ale nie samą LM żyje przegryw. No bo jak nazwać zespół, który piąty raz podchodzi do decydującej batalii o trofeum i piąty raz odchodzi z ręką w nocniku?
Znam tylko jednego większego przegrywa. Jimmy White się nazywa. Sześć razy przegrał finał MŚ w snookerze.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)