HareM HareM
198
BLOG

Mistrzostwa Świata w piłce kopanej: kto jest dobry, ten jest dobry

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 11
Messi pod presją Mbappe, Haalanda i Kane’a? Jak dla mnie niekoniecznie

Francuz się w nocy z Argentyńczykiem, chodzi o bramki, zrównał. Od Haalanda się wczoraj pod koniec meczu piłka odbiła i wpadła do bramki dając Norwegom awans, a jednocześnie prolongując, teoretycznie raczej, szanse norweskiego snajpera na tytuł króla strzelców. Niżej wyjaśnię dlaczego teoretycznie. Harry Kane zagrał do 76 minuty słabo, po czym uratował Anglii dalszy udział w mistrzostwach, a Tuchelowi zupę.

No to po kolei. Dlaczego niekoniecznie.

Otóż, wydaje mnie się, dlatego, że Leon ma przed sobą dwa mecze, w których powinien nawtykać rywalom ile wlezie. Goli, znaczy. Przede wszystkim z Zielonym Przylądkiem. Przy całym szacunku dla tych chłopaków z okolic Afryki i wiedząc też, że koledzy nie dorastają Leonowi, to jednak powinien być mecz do jednej bramki, gdzie błyskotliwość piłkarza wszech czasów, jego genialna technika, finezja, zmysł strzelecki i to, że cały zespół będzie grać na niego oraz, że nie będzie musiał biegać w defensywie oraz Bóg wie co jeszcze, przełoży się, moim skromnym zdaniem, na stado goli i po tej kolejce Argentyńczyk będzie miał w klasyfikacji strzelców jeszcze większą przewagę niż miał po rundzie grupowej. 

W 1/8 na Argentynę czeka zwycięzca meczu Egipt-Australia. Czyli Egipt. No byłby to chyba ósmy cud świata, gdyby naprzeciwko ekipy Messiego stanęły Kangury. Egipt nie gra źle, ale mimo wszystko na to, by zatrzymać Messiego jest, uważam, grubo za cienki. I szanse Argentyńczyka na kolejne trafienia są w meczu z Faraonami spore. Musi tych goli nastrzelać dużo, aby przed najważniejszymi spotkaniami mieć jednak kilkubramkową przewagę. Argentyna, jako zespół, wielkiego wrażenia nie sprawia i jest mało prawdopodobne, żeby obroniła tytuł albo nawet zagrała w finale. Ale, dzięki takiej, a nie innej drabince, do półfinału ma spore szanse się przecisnąć. A jak się przebije, to będzie grała tyle samo spotkań co Francja. Bo tego, że trójkolorowi będą co najmniej w strefie medalowej (eufemizm oczywiście, bo oni ten Mundial w cuglach powinni wygrać) po obejrzeniu meczu ze Szwecją można być pewnym jak dwa razy dwa. Leonowi będzie bardzo trudno strzelić gola tym najlepszym zespołom. Będą go kryli po dwóch, trzech albo i czterech wiedząc, że nikt inny z Argentyny im nie zagrozi. Tymczasem Mbappe ma w ataku dwóch, a może i czterech niemal równowartościowych partnerów. I jak będzie kryty przez dwóch albo i trzech to i tak będzie 3:0 dla Francji, bo gole będą strzelali koledzy. I o ile teraz, w meczach ze słabszymi zespołami, nie ma znaczenia ilu gości kryje Leona (przykład drugiej bramki z Austrią), to w strefie medalowej to będzie miało znaczenie ogromne. Dlatego najważniejsze dla niego, żeby miał zapas. Drugi element przemawiający na korzyść Argentyńczyka to ten, że Mbappe niemiłosiernie pudłuje. Gdyby nie to już dawno miałby w swoim koszyku z bramkami 10 albo więcej piłek.

Haalanda i Kane’a można podziwiać za skuteczność i za to ile dają swoim zespołom, ale oni na tych mistrzostwach o tytuł króla strzelców, mimo nie najgorszych pozycji wyjściowych (jeśli za takowe przyjąć aktualną sytuację) raczej nie powalczą. Nie chcę być złym prorokiem, ale Norwegia to jednak już długo na tym Mundialu nie pociągnie. Byli znacznie słabsi od WKS-u. Wygrali psim swędem. Brazylia potrafi być strasznie denerwująca i nieodpowiedzialna, ale Norwegów łyknie niczym staruszek Viagrę. Nie mówię, że Haaland już nic nie strzeli, ale to będzie jego ostatni mecz na Mundialu. Anglicy mają Kane’a i Bellinghama, ale to za mało, żeby zawojować tegoroczne mistrzostwa. Kane, co prawda, i z howna bicz ukręci, ale nie będzie miał na to dużo czasu. Też tylko jeden mecz, jak się wydaje. Meksykanie, z tego co widziałem, zrównali Ekwador z ziemią. I dla mnie to oni są mocnym faworytem na ćwierćfinał. 

Zostają więc w grze Leon i Nowy Bufon (bo Stary Bufon to wiadomo dla kogo gra i że nic nie zrobi). Ewentualnie, w głębokiej rezerwie, i tylko jak Killian wpadnie w depresję, Dembele, choć on już raz, że swój Dzień Konia na tym Mundialu miał, a dwa, że jest na tych mistrzostwach głównie, żeby podawać, a nie strzelać. 

Ten wyścig o koronę króla strzelców jest, moim zdaniem, dużo bardziej frapujący niż wyścig o tytuł mistrzowski. Dlatego, że przewaga Francji nad resztą jest, przynajmniej na dzisiejszy dzień, STRASZNA. Co powoduje, że to, kto wzniesie Puchar Rimeta wydaje się przesądzone, a przez to nudne. Natomiast wyścig dwóch goleadorów, wzbogacony jeszcze o wątki poboczne, czyli pozostałych wymienionych wyżej snajperów, nie.

A tak w ogóle, w nawiązaniu do tytułu, to faktycznie. Kto jest dobry, to jest dobry. I nie przeszkadza tym dobrym to, kto gra obok nich. Wszystko jedno czy, tak jak w wypadku Francuza, równie wielcy czy, jak w wypadku znakomitej większości pozostałych, znacznie mniejsi. Jak masz klasę, to umiesz się nią wykazać. A nie, jak niektórzy z przerośniętym ego, ciągniesz drużynę w dół i oddalasz od celu. Byleś tylko Ty pobił jeszcze jeden zafajdany rekord i strzelił jeszcze jednego gola. Najlepiej z karnego, którego wypracują inni. I jeszcze wrzeszczysz, żeś najlepszy. Nie w gminie czy w powiecie, ale na świecie. A lemingi (niektóre) w to wierzą.

Więc reasumując. Kibicuję Messiemu i stawiam na Messiego. Natomiast jeśli tytuł przypadnie Mbappe? Uchylę kapelusza.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Sport