W zasadzie to powinienem napisać, że siedem medali polskich lekkoatletek z przybraniem. Takie kwiatki.
Od dość długiego czasu polski sport kobietami stoi. Gdyby nie skoczkowie narciarscy i siatkarze (chyba powinienem zastosować odwrotną kolejność ale, nie jest żadną tajemnicą, mam sentyment do tych pierwszych), to o polskim męskim sporcie w ogóle byłoby lepiej milczeć. Chyba, że ktoś uważa darts za sport. Wtedy niech sobie krzyczy. Na zdrowie.
Więc skoro najważniejsze ustaliliśmy, to nie ma się czemu dziwić. Nasze panie pokazały, że należą do europejskiej czołówki. A nasi panowie, że nie (choć akurat u lekkoatletów jeszcze nie tak dawno było całkiem nieźle). I to, myślę, jest najważniejszy wniosek z tych mistrzostw.
Dodatkowo bardzo smutnym jawi się fakt, że w dużej części lekkoatletycznych zmagań Europejczycy, jako tacy, nie należą do światowej czołówki. Co powoduje, że można być po tych zawodach, po głębszym zastanowieniu, jeszcze większym pesymistą niż w pierwszej chwili. Jak chodzi o panów to w ogóle (bylibyśmy bez żadnego medalu, bo przecież Amerykanie, Kubańczyk, Chińczyk jakiś, etc., etc.), a u pań tych medali też byłoby na pewno dużo mniej. Ale, przynajmniej na skalę europejską, dziewczyny plamy na pewno nie dały.
Wymieńmy polskich bohaterów, przepraszam: polskie bohaterki, imprezy w Birmingham. Zdobyliśmy sześć sreber: na 100m Ewa Swoboda, na 100m płotki Pia Skrzyszowska, w skoku wzwyż Maria Żodzik, Katarzyna Ździebło w chodzie, Natalia Kaczmarek na 400m płaskie i Klaudia Kazimierska w biegu na 1500m. Nasza sztafeta pań 4x100m dołożyła brąz. Fuksowaty, ale jest. Był, owszem, nie zapominam, jeden męski rodzynek. Jakub Szymański na 110m płotki zajął najniższy stopień podium. Też z pewnością należą się brawa.
Przy okazji. Jak ktoś mi tu zaraz wypali, że z Żodzik taka Polka jak z Rybakiny Kazaszka, to odpowiem mu tak. NIE-PRAW-DA. Żodzik miała polskich dziadków. Obu! I, nie licząc akcentu, bardzo ładnie (i coraz lepiej!) mówi po polsku. Zresztą. Mówi lepiej niż Pawlak z Kargulem razem wzięci. Nie słyszałem o kazachskich przodkach moskwianki. To już prędzej Sabalenka wygląda na takową, ale ona akurat woli grać pod skrzydłami bat’ki. Nie pisząc już o tym, że medale dla Niemiec zdobywali głównie sportowcy o karnacji nieco ciemniejszej niż pompowane niegdyś anabolikami reprezentantki rasy ultra białej. Notabene. Ciekawe co by na to powiedział Hitler? Chyba byłoby drugie seppuku. A może dopiero pierwsze, bo z tym „bunkrowym” to do końca nie wiadomo.
Wracając do tematu. Osiem medali to dorobek nie najgorszy. Niemniej oprócz ilości medali liczy się też ich jakość, czyli kolor. A jakość to oczywiście zwycięstwa. Nie odnieśliśmy w Birmingham żadnego. Swoboda przegrała złoto o dwie setne, Skrzyszowska o jedną, Żodzik uzyskała ten sam wynik co mistrzyni Europy. Ale złota nie zdobył nikt. I w tabeli medalowej jesteśmy na miejscu … osiemnastym. Przed nami nawet Grecja, Węgry, Słowenia czy Słowacja. Nawet azjatycki Izrael (ciekawe jakim prawem brał w tych mistrzostwach udział?). Państwa, które zdobyły w sumie tyle medali co my, ale mają po jednym złocie.
Może ta przysłowiowa wisienka na torcie w postaci choćby jednego złota jakoś by nam ten występ osłodziła. Ale jej nie było. I smak tego występu jest jednak bardziej gorzki niż słodki. Z drugiej strony może to dobrze. Bo jak byśmy tak, zamiast tych dwóch brązów, zdobyli dwa złota, to zajęlibyśmy w klasyfikacji końcowej siódme i by tym wszystkim dziennikarzom-wazeliniarzom wyszło, że polska w lekkiej znów wielką potęgą jest.
A przecież nie jest.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)