Cztery godziny temu zmarł mój kolega. Tak naprawdę szwagier mojego kumpla.
Do trzech lat wstecz znaliśmy się o tyle o ile. Byłem w kościele na jego ślubie. Później już jako dorośli byliśmy razem na paru imprezach u wspólnych znajomych. Również z dziećmi. Pamiętam kilkanaście lat temu spotkaliśmy się przypadkowo nad morzem i spędziliśmy parę wspólnych godzin na plaży. Później jeszcze złożyliśmy sobie chyba jakieś wzajemne kurtuazyjne wizyty domowe i kontakt się urwał. Na lat dziesięć.
Trzy i pół roku temu straciłem pracę. Był to czas kiedy na prowincji nie było o nią łatwo. Sześć miesięcy dobijałem się o robotę. I okazało się, że w całym powiecie nie ma dla mnie pracy. Wtedy przypomniałem sobie o Irku. Był w końcu kimś ważnym w znanej firmie....
Wyciągnął do mnie rękę. Na zdrowych zasadach. Żadnych kumpli, daję Ci pracę bo potrzebuję człowieka, radź sobie. To mi pasowało.
Wydaje mi się, że słowo przyjaciel nie musi oznaczać kogoś, komu bezgranicznie ufasz, komu się zwierzasz, z kim łączą Cię wspólne wypady w góry, jednakowe zainteresowania, podobny sposób myślenia, twórcze dyskusje czy co tam jeszcze. To pojęcie wg mnie obejmuje tez tych, którzy bezinteresownie potrafią Ci w życiu pomóc. Pomóc w momencie kiedy jesteś na ostrym zakręcie. Dlatego nie waham się tego napisać. Żegnaj, przyjacielu.
31
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)