Akurat mija 80 lat od utworzenia, najpierw nieformalnie, a potem oficjalnie Koalicji Zachodu, czyli najpotężniejszego sojuszu militarnego, politycznego i gospodarczego w dziejach Ludzkości. Założyły ją państwa anglosaskie, do których dołączyły potem praktycznie wszystkie Demokracje, w tym byli pokonani przeciwnicy w II w.św. i była skierowana przeciw zagrożeniu ze strony Imperium Sowieckiego. Gdy w tytanicznej "Zimnej Wojnie" Koalicja ostatecznie pokonała Imperium, niektórzy uznali to za "koniec historii", nawet się nie domyślając, jakiego psikusa im wytnie ta sama historia :-). Wystarczyło bowiem 30 lat, aby hegemonii Zachodu rzucono kolejne wyzwanie, równie groźne, co za czasów Stalina.
Naprzeciw demokratycznemu Zachodowi stanął Sojusz Dyktatorów składający się z Cesarza Chin, Cara Wszechrusi, wodza Korei Płn. i Ajatollahów Iranu wraz ze swoimi wasalami. Wątły globalny pokój zakończyła ostatecznie otwarta agresja Rosji przeciw zbuntowanej Prowincji, czyli Ukrainie, przekształcona w proxy wojnę z Europą, wspieraną przez Amerykę, która toczy się już prawie 5 lat. W tej wojnie dwa lata temu nastąpił zasadniczy przełom, który zmienił nie tylko jej uwarunkowania, ale też postawił na ostrzu noża samo istnienie Koalicji Zachodu. Tym przełomem okazał się wybór nowego Prezydenta USA, Donalda Trumpa, który zakwestionował zasadniczy paradygmat Koalicji, czyli niezachwianą jedność Hegemona Zachodu, a przez to całego globu z Sojusznikami. Trzeba przy tym pamiętać, że do tych Sojuszników należy około 50 państw, które wspólnie mają nie tylko znacznie więcej ludności od USA, ale również znacznie większe PKB, liczniejsze siły zbrojne, większe wpływy polityczne i gospodarcze na świecie od Ameryki. Właściwie ma ona znaczną przewagę nad Sojusznikami tylko w najnowszych technologiach militarnych i cywilnych. Dlatego rozłam spowodowany polityką Trumpa paradoksalnie najbardziej uderza w same USA, które zmierzają prostą drogą do utraty Hegemonii na rzecz potęgi Chin.
Obecnie, po dwóch latach rządów Trumpa można jasno określić zasadnicze kierunki jego polityki zagranicznej, w której zakwestionowanie potrzeby sojuszy jest tylko pierwszym krokiem. Dotyczy to nie tylko sojuszu z Zachodem, oprócz porzucenia Kurdów na łup Erdogana najnowszym przykładem jest odmowa pomocy Arabii Saudyjskiej w jej fatalnej wojnie z Huti. Właściwie ostatnim sojusznikiem Trumpa pozostaje Izrael. Przypomnę, że za poprzedniego Prezydenta pomoc Ameryki dla Ukrainy w jej walce ze zbrodniczą agresją Rosji była równa europejskiej, aby teraz spaść do zera. Co więcej, to demokratyczne państwa Europy, tworzące Unię Europejską uznał za główną przeszkodę dla swoich interesów. Najważniejszym następstwem tego radykalnego złamania podstawowych zasad rządzących amerykańską polityką od 8 dekad jest PRZEKRĘCENIE SOJUSZY w wojnie Zachodu z Rosją popieraną przez Koalicję Dyktatorów na terenie Ukrainy.
Dopiero po upływie ponad roku zaczynamy poznawać sedno tajnego porozumienia zawartego przez Trumpa z Putinem na słynnym spotkaniu na Alasce. Pod wpływem argumentów Putina Trump zobowiązał się do zakończenia wojny na warunkach rosyjskich i odtąd konsekwentnie to realizuje, traktując wszelki sprzeciw jako osobiste uderzenie w jego interesy, a samych sprzeciwiających jako wrogów nie tylko swoich, ale i Ameryki. Stąd zresztą wszelkie starania innych państw nakłonienia Putina do choćby rozejmu w tej wyjątkowo krwawej i niszczycielskiej wojnie nie mają żadnego sensu, skoro ma pewność, że dzięki Trumpowi i tak tę wojnę WYGRA, po co więc zawracać ma sobie głowę jakimś rozejmem? Przez długi czas na świecie starano się nie wierzyć w tak oczywistą ZDRADĘ Ukrainy, sojuszników i oczywiście podstawowych interesów samej Ameryki, jednak ostatnio najwyraźniej pod naciskiem Putina Trump zrzucił maskę i przeszedł do radykalnych działań. Można do nich zaliczyć blokadę sprzedaży uzbrojenia Europie, która przekazuje go walczącej Ukrainie, zakończenie dostaw efektorów do "Patriotów", jedynej obrony przed rosyjskimi rakietami balistycznymi (a nawet wręcz zabronienie innym krajom posiadającym je dostarczać Ukraińcom). Następnie wycofywanie amerykańskich wojsk z Europy, żądanie zdymisjonowania Zełeńskiego, zbyt twardo broniącego interesów Ukrainy, a ostatnio afera z blokadą Starlinków, aby zmusić Ukraińców do zaprzestania niszczenia rosyjskich rafinerii, nawiasem mówiąc udana. Jednak prawdziwe działania Prezydenta Ameryki najwyraźniej dopiero przed nami.
Istnieją powszechnie dwie wersje przyczyn spolegliwości Trumpa wobec Putina, jedną z nich jest szantaż rosyjskim kompromatem, najprawdopodobniej jego współpracą z KGB podczas geszeftów w Rosji wiele lat temu. Wariantem tej wersji jest jego aktualna zdrada jako agenta "Krasnowa", wówczas zwerbowanego, który nigdy tak naprawdę nie zakończył swej działalności. Drugą stanowi PRZEKUPIENIE Prezydenta przez Putina, który zaoferował mu ogromną łapówkę w zamian za zdradę. O częściach tej łapówki dowiadujemy się coraz więcej - Trumpowi poprzez jego kamarylę zaoferowano dużą część akcji Łukoilu po "okazyjnej" cenie, również zaczynają się prace nad wspólnym wydobyciem gazu na Alasce, jednak najwiękzy kawałek sera leży gdzie indziej. Rosja zaoferowała wspólnikom Trumpa sprzedaż ropy i gazu po bardzo kuszącej cenie, natomiast te smakołyki wspólnicy Trumpa mają odsprzedawać Europie jako legalne amerykańskie dostawy w ramach umów wieloletnich, oczywiście po amerykańskich cenach! A górką, liczacą wiele mld$ podzielą się wedle zasług i starań :-) Co najciekawsze, Europa nie bardzo będzie mogła zablokować ten geszeft bez zerwania umów z odpowiednimi za to karami! Osobiście obstawiam połączenie obu wersji jako najbardziej prawdopodobne.
Już w listopadzie możemy być świadkami ostatecznej weryfikacji przedstawionej powyżej narracji i to w dwóch osobnych zdarzeniach. Pierwsze z nich polega na zaproszeniu Trumpa przez Putina i Cesarza Xi na wspólne spotkanie, poświęcone omówieniu podziału globu na STREFY WPŁYWÓW, nazwane przez Putina z zaskakującą szczerością Jałta 2.0. W ramach tego porozumienia Rosja odzyska swoje zdobycze z okresu Czerwonego Imperium, obejmujące również centralną Europę z Polską jako "klejnotem w koronie". Oczywiście los Ukrainy zostanie ostatecznie załatwiony, a zdania samych Europejczyków nikt nie będzie się pytał. Drugim będzie wybranie przez zgrany Trumwirat Orbana, głównego agenta wpływu Putina w Europie na stanowisko Sekretarza Generalnego ONZ. Przypomnę, że kandydata na ten fotel wybiera Rada Bezpieczeństwa ONZ większością głosów, wystarczy więc przkonać 8 państw obecnych w tej Radzie, co dla Triumwiratu nie powinno być trudnym zadaniem. Uwaga - o obu tych wydarzeniach , a szczególnie o obecności w nich Trumpa krążą dotąd NIEFORMALNE wieści, dlatego przekonamy się o ich prawdziwości dopiero za parę tygodni, jednak chyba nie muszę udowadniać wagi przekazu politycznego w razie ich potwierdzenia!
Sądzę, że czytelnicy zgodzą się ze mną, że człowiek, który w pojedynkę, tylko przy poparciu swoich zwolenników z MAGA potrafił przewrócić do góry nogami istniejący od 80 lat światowy porządek słusznie może zostać nazwany "najważniejszym politykiem XXI w." Zasadniczy problem jego radosnej twórczości polega na tym, że największe straty na niej ponoszą same Stany Zjednoczone! Utrata sojuszników, pracowicie zbieranych przez poprzednich Prezydentów, katastrofalny upadek reputacji Hegemona, wzmocnienie pozycji i wpływów obiektywnych PRZECIWNIKÓW USA stanowią strategiczną klęskę Ameryki, z której będzie się zbierać przez długie lata i to w najlepszym wariancie. Obywatele USA w swojej niezgłębionej mądrości wybrali na Lidera człowieka, dla którego liczy się wyłącznie interes własny, rodziny i wspólników, a reszta świata, z Ameryką na czele może spadać na drzewo. Po dwóch latach jego rządów naprawdę więc powinni zrozumieć ogrom pomyłki, dlatego nadchodzące za kilka dni będą wyjątkowo ważnym egzaminem, egzaminem, w którym udowodnią, że mają prawo nadal pozostać Hegemonem.
Ps. Bez paniki, Polska wraz ze zjednoczoną Europą i tak sobie poradzą, na szczęście już odzyskujemy dawne możliwości, a wewnętrzna Agentura Nam w tym nie przeszkodzi, ale o tym w nastepnym tekście.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)