75 obserwujących
540 notek
769k odsłon
913 odsłon

Historia załogowych lotów kosmicznych - czas na wnioski cz. II

Wykop Skomentuj15

Już w czasie programu Apollo Amerykanom zaczął przeszkadzać jeden wielki minus techniki rakietowej. Otóż budowano wielką, skomplikowaną machinę za ogromne pieniądze, po czym wystrzeliwano ją w niebo i trzeba było budować nową, równie drogą do następnego lotu. Ich zmysł praktyczny aż się wzdrygał od takiej niegospodarności . Trzeba było wymyślić coś lepszego...

Nawiasem mówiąc Rosjanom ten problem specjalnie nie przeszkadzał, na zasadzie - u Nas rakiet mnogo :-) a jakim kosztem, to mniej ważne. Oczywiście przez te dekady lotów i oni projektowali wielorazowe rakiety, ale niewiele z tego wynikło. 

 

W NASA zapadła więc decyzja rezygnacji z jednorazowych rakiet, przynajmniej w lotach załogowych i  zbudowaniu prawdziwego "samolotu kosmicznego" wielokrotnego użytku który obiecywał znaczną obniżkę kosztów pojedynczego lotu.  Nazywał się Space Shuttle i stanowił ogromny skok technologiczny wobec jednorazowych rakiet. Dobrze pamiętam fascynację, z jaką oglądałem pierwsze starty i lądowania Wahadłowca ( polska nazwa ), to była prawdziwa rewolucja kosmiczna, która powinna zepchnąć zwykłe rakiety, a przy okazji i Rosjan do lamusa historii. Niestety, wtedy pierwszy raz w historii NASA wyszczerzyły kły "prawa Parkinsona" opisujące działalność każdego systemu biurokratycznego.

Chyba najważniejsze z nich opisuje działania kadry kierowniczej, dla której liczy się głównie ochrona swojej drogocennej skóry, stąd unikanie jakichkolwiek decyzji i zmian, ponieważ system karze inicjatywę, natomiast nagradza bierność i posłuszeństwo.

Biurokratyczne systemy zarządzania pozostały takie same przez całą historię Ludzkości, od kiedy wynaleziono pismo i człowiek, który by potrafił wynaleźć sprawniejszy działający sposób kierowania urzędami, stałby się chyba największym rewolucjonistą w dziejach ! 

 

Jak zwykle przy rewolucyjnych zmianach technologicznych inżynierowie musieli pójść na kompromisy. Ponieważ nie potrafiono stworzyć jednej całej żaroodpornej powłoki ochronnej, zastąpiły je słynne płytki ceramiczne w ilości wielu tysięcy szt, które trzeba było pracowicie naklejać i potem poprawiać przed każdym lotem. Także teoretycznie najbardziej wydajny system napędu , czyli spalanie wodoru w tlenie w praktyce okazał się bardzo skomplikowany i drogi w eksploatacji. W sumie w trakcie eksploatacji Wahadłowca okazało się, że  na skutek problemów technicznych oraz organizacyjnych koszt poszczególnego lotu sięgał ok. 1 mld. $, czyli był porównywalny z kosztem startu Saturna V !  Tylko, że Saturn mógł wynieść na orbitę do 120 ton, gdy Wahadłowiec raptem 25 t ... 

Jeśli dodamy dwie wielkie katastrofy, jasne się stało, że program nie działa i potrzebne są radykalne zmiany, tyle, że w biurokratycznej strukturze NASA nie znalazł się nikt, kto by potrafił czy miał odwagę cokolwiek uczynić, inaczej mówiąc zabrakło Lidera.  W efekcie w ciągu 30 lat lotów sama konstrukcja Wahadłowca praktycznie się nie zmieniła,  mimo powszechnej świadomości jego ułomności i w końcu został odesłany do lamusa.  W sumie wielki, rewolucyjny projekt samolotu kosmicznego okazał się całkowitą klapą,  która pochłonęła niezliczone mld. $, kilkanaście ofiar wśród astronautów no i 30 lat zmarnowanego czasu.

 

Po porażce Wahadłowca jedna z dwóch największych firm lotniczo-kosmicznych Lockheed postanowiła samodzielnie zbudować znacznie lepszą wersję samolotu kosmicznego, zwaną Venture Star.  Miał to być jednostopniowy statek,z umieszczonymi zbiornikami wodoru i tlenu w kadłubie o zarysie trójkąta, który by startował pionowo i lądował poziomo na lotnisku.  Niestety, poziom technologii potrzebnych do jego zbudowania daleko przekraczał możliwości inżynierów koncernu i projekt z trzaskiem upadł. Zresztą samo pomieszczenie wewnątrz kadłuba ogromnego zbiornika wodoru potrzebnego do startu na orbitę jest przy obecnym poziomie techniki zupełnie niemożliwe, pozostaje więc tylko się dziwić, że czołowi światowi fachowcy od rakiet o tym nie wiedzieli.  

 

Po upadku obu programów samolotu kosmicznego kierownictwu NASA nie wypadało wrócić do jednorazowych rakiet dla transportu kapsuł załogowych, choćby na wymianę astronautów pracujących w MKS, a nic lepszego nie potrafili wymyślić. Nic więc dziwnego, że woleli zwrócić się do Rosjan z ich przedpotopowymi Sojuzami, niż oficjalnie przyznać się do totalnej porażki. Zresztą Rosjanie sprytnie zawołali na początek 20 mln. $ za transport jednego astronauty, aby stopniowo podnosić cenę do 80 mln. $, na co bezradna NASA musiała się godzić. 

 

Zresztą sama MKS, czyli stacja orbitalna jest przykładem wyjątkowego skandalu o kosmicznych wymiarach,  tylko dość zręcznie zamilczanego przez kierownictwo lotów kosmicznych ( no, chociaż to im się udało ( :-))

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie