Na początku XX w. Europa była u szczytu potęgi po dwóch wiekach nieustannego rozwoju i ekspansji na resztę globu. Główną przyczyną tego, iż dawniej mało znaczący przylądek ogromnej Azji stał się Hegemonem planety, stało się przejście państw Europy na następny, znacznie wyższy i sprawniejszy poziom Cywilizacji, co spowodowało Rewolucję Naukową i Przemysłową. Dało to Europejczykom ogromną przewagę, która umożliwiła podbój większości pozostałych krajów, przy czym ekspansja państw Zachodniej Europy była prowadzona dzięki całkowitemu opanowaniu tras oceanicznych. Natomiast Rosja, która mimo pewnej obcości również należała do Europy dzięki ścisłej osmozie swoich Elit z politycznym, kulturalnym, naukowym i gospodarczym dziedzictwem Europejczyków, wchłaniała konsekwentnie niezmierzone obszary Syberii i Azji Centralnej drogą lądową, docierając do Pacyfiku. Jednak już wtedy Europie i jej panowaniu nad światem zagroziły dwa śmiertelnie niebezpieczne zjawiska.
Po pierwsze, okazało się, że właśnie zaniknął MONOPOL na technologiczny rozwój i pojawiły się obce, nie europejskie państwa, które osiągnęły podobny poziom Cywilizacji, czyli sprawności w gospodarce i wojnie, zresztą wiernie naśladując samą Europę. Pierwszym dzwonem alarmowym była wojna rosyjsko-japońska, podczas której po raz pierwszy potężna flota wojenna europejskiego mocarstwa została unicestwiona w jednej bitwie pod Cuszimą przez "żółtych barbarzyńców". Następne, jeszcze głośniejsze, zabiły w 1917 r. gdy USA przystąpiły do wojny państw europejskich i faktycznie ją rozstrzygnęły, demonstrując potęgę i sprawność, o jakiej nie śniło się Europie. Jednocześnie Rosja wpadła w łapy Bolszewików, którzy wyrżnęli lub wygonili proeuropejskie Elity, tworząc nową, wrogą Europie potęgę, będącą faktycznie obcą Cywilizacją.
Jeszcze groźniejsze okazało się zapóźnienie mentalne Elit Europy, gdy za gwałtownym rozwojem środków zniszczenia nie nadążał rozwój społeczny. Nadal prowadzenie wojen było traktowane wedle odwiecznych obyczajów jako całkowicie normalną i oczywistą część polityki międzynarodowej, chociaż wynaleziono wielokrotnie bardziej śmiercionośne bronie. Efektem tego były dwie straszliwe wojny światowe, wywołane wewnątrz Europy, które ją totalnie zniszczyły i wykrwawiły, ostatecznie kończąc jej globalną dominację. W rezultacie nie minęło nawet pół wieku, gdy Europa została podzielona między dwie obce potęgi, które już samodzielnie toczyły walkę o globalną dominację, czyli Amerykę i Bolszewickie Imperium.
Dla mądrych europejskich Elit stało się jasne, że jedynym rozwiązaniem chroniącym Europejczyków przed ich własną agresją stanie się proces "betryzacji", czyli maksymalnego zminimalizowania instynktu agresji, odziedziczonego po przodkach, tylko nie drogą farmakologiczną, jak u Lema, ale poprzez socjotechnikę. Tylko wtedy będzie możliwe połączenie dawnych śmiertelnych wrogów w jakiś rodzaj wspólnego sojuszu, ostatecznie przekształconego w Unię Europejską, czyli pierwszy w dziejach Ludzkości dobrowolny związek wielu samodzielnych państw. Gdy Sowieckie Imperium przegrało Zimną Wojnę z Zachodem i rozpadło się, a podbite państwa Europy Centralnej radośnie powróciły do Europy, powszechnie uznano, iż nastąpił "koniec historii" i można na fali pacyfizmu zmniejszyć nakłady na wojsko do 1% PKB. W końcu od troszczenia się o porządek światowy mamy Amerykanów, którym to całkiem dobrze wychodzi :-)
Tymczasem już wtedy zabrzmiał dla Europy na razie cichy dzwon- Rosja nie potrafiła powrócić do europejskiej rodziny i pod rządami KGB, czyli dawnej imperialnej policji politycznej coraz bardziej kierowała się mentalnie w stronę Azji i to tej bardziej dzikiej. Putin, jej nowy Car, postanowił odbudować dawne Imperium i zaczął od największej zbuntowanej prowincji, czyli Ukrainy. Popełnił przy tym dwa kardynalne błędy, nie doceniając siły i determinacji Ukraińców, a także Zachodu, któremu rzucił w ten sposób wyzwanie, natomiast znacznie przecenił własne możliwości. Pozornie w jednym miał rację, ponieważ większość Europy, pogrążona w słodkim letargu, nie potrafiła lub nie chciała niczego zmieniać, w końcu robiła z Rosjanami obopólne świetne biznesy. Na jej szczęście doznała dwóch potężnych wstrząsów (delikatnie mówiąc), które ją wreszcie obudziły. Pierwszym było odcięcie przez Rosję dostaw gazu i większości ropy naftowej, poprzez co Putin chciał ją szantażem zmusić do kapitulacji, a drugim nagła i kardynalna zmiana polityki USA, związana z nowym Prezydentem Trumpem, który wycofał się z pomocy Ukrainie, zwalając ten obowiązek na Europę.
Europejscy politycy wreszcie zrozumieli, że Rosja Putina stała się prawdziwym wrogiem nie tylko dla Ukrainy, ale również Europy, a gwałtowna zmiana podstawowego paradygmatu światowej polityki, czyli ścisłego sojuszu Ameryki z Europą, zmusza ich do energicznego działania, jeśli nie chcą stać się daniem podanym na stół, przy którym siedzą obce mocarstwa, czyli Rosja, Chiny i USA. Trzeba przyznać, iż w tym sensie trzeba być wdzięcznym Trumpowi, bo bez jego "zdrady" europejscy politycy nadal woleliby siedzieć spokojnie i nie wysilać się. Jednak wszyscy lekceważący Europę i traktujący ją jako "chorego człowieka Europy:-)" przeżyli potężne zaskoczenie, ponieważ widząc ogromne komplikacje polityczne przy podejmowaniu decyzji, nieodłączne od podstawowej zasady, że żadne działanie nie może być podjęte bez akceptacji samodzielnych państw wchodzących w Unię, nie docenili jej ogromnego potencjału gospodarczego oraz sprawności organizacyjnej.
Szantaż gazowy Putina zakończył się jego totalną klęską, gdy Europa potrafiła wprost błyskawicznie przestawić się na dostawy od innych producentów, zostawiając Rosję z ogromnymi zapasami gazu, których nie potrafi nigdzie sprzedać. Zdjęcie parasola ochronnego Ameryki i pozostawienie Europy samej wobec rosyjskiej agresji spowodowało niezwykle szybki wzrost produkcji wojennej, rekordowy w skali światowej. A co równie ważne, europejscy decydenci potrafili porozumieć się co do dalszego kierunku strategii wobec rosyjskiego zagrożenia i nieprzyjaznych posunięć Trumpa. Nacisk wrogich dla Europy działań nie tylko jej nie osłabił, ale wręcz przeciwnie, podjęto decyzję o powrocie do dawnej, pozornie zapomnianej ery, gdy była globalnym graczem. Jedną z najważniejszych przyczyn upadku globalnego znaczenia Europy był jej podział na wiele niezależnych ośrodków decyzyjnych, gdy jej główni rywale, jak USA, Rosja i Chiny byli zarządzani z jednego centralnego ośrodka. Dlatego jednym z czołowych celów Unii staje się reorganizacja zarządzania, skierowana na sprawniejsze podejmowanie decyzji na poziomie całej Europy.
Obecnie jesteśmy dopiero na początku drogi dla przywrócenia dawnej potęgi Europy nie tylko ekonomicznej, ale również strategicznej i politycznej i warto przyglądać się dalszej pracy europejskich Elit w tym kierunku. Od razu trzeba przy tym zdawać sobie sprawę, że będzie to długa i wyboista droga, gdzie będzie czychać masa niespodzianek, a nawet wpadek, jednak jestem przekonany, że początek został dokonany wspólnymi siłami Putina i Trumpa i nic go nie zatrzyma, jak bardzo wewnętrzna dywersja choćby pod postacią rosyjskiego agenta Orbana by się starała. A dla jasności - Polska należy do czołowych państw Europy, jest najszybciej rozwijającym się krajem, mimo największego obciążenia wydatkami zbrojeniowymi i dlatego mamy w tej nowej strategii ogromną rolę do odegrania!



Komentarze
Pokaż komentarze (9)