8 obserwujących
3140 notek
361k odsłon
  121   0

DOWODEM ISTNIENIA POTWORA SĄ JEGO OFIARY - Herbert

Gruba kreska zaszkodziła sądom. Sędzia Demendecki o "grupie Iwulskiego" i politykach w todze

- Sędzia, który nie potrafi pozostawić poza salą rozpraw swoich poglądów politycznych, ma problem z własną niezawisłością – mówi "Gazecie Polskiej" dr hab. nauk prawnych Tomasz Demendecki, sędzia Sądu Najwyższego, z którym rozmawiamy o „grupie Iwulskiego”, obstrukcji w SN, poczuciu bezkarności niektórych sędziów i skutkach grubej kreski.

Grzegorz Broński | Niezalezna.PL

PAP/Wojciech Olkuśnik

Przez długie lata politycy różnych opcji zgodnie odpowiadali: „Sądowych wyroków się nie komentuje”. A teraz w uzasadnieniach orzeczeń nie brakuje skrajnie upolitycznionych tez, część środowiska sędziowskiego recenzuje polityczne wydarzenia, a nawet bierze w nich udział. Co się wydarzyło, że doszło do tak drastycznej zmiany obyczajów?

To, co obserwujemy już od lat, a więc tworzenie sztucznych podziałów społecznych. Także wśród sędziów czy szerzej środowiska prawniczego, w tym akademickiego, widzimy okopy wykopane przez będące ze sobą w sporze strony, a bardzo często są to okopy wyimaginowane. To, co nie powinno dzielić prawników, jako profesjonalistów, tak jak nie powinno dzielić na przykład lekarzy, czyli osób, które przecież również pełnią misję w służbie państwu, nabrało walorów nie profesjonalnego, lecz stricte politycznego sporu. I nad tym boleję.

Jak to, co się obecnie dzieje w Sądzie Najwyższym, wpływa na autorytet wymiaru sprawiedliwości? Tym bardziej, że zaufanie do sądów od dłuższego czasu spada.

Niestety. Faktycznie cały czas następuje obniżanie poziomu zaufania społecznego do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, a powinno być zgoła odwrotnie. Być może to pokłosie tego, że wielu edukatorów całych wręcz tabunów współczesnych prawników okazało się fałszywymi autorytetami, a ich pielęgnowane latami pomniki są nie brązowe, lecz powleczone powłoką imitującą brąz. Jaki nauczyciel, taki uczeń, chciałoby się rzec.

Trudno sądzić, żeby wśród strażaków czy lekarzy nie było osób, którzy mają wyraziste poglądy polityczne. Pomimo to nadal cieszą się poważaniem.

A czy Pan sobie wyobraża, żeby lekarz asystujący przy wspólnej operacji obraził się na kolegę i odszedł od stołu zabiegowego, nie ratując życia ludzkiego? A myślę, że rozmawiają o polityce jak przeciętna część społeczeństwa. Tylko wiedzą, gdzie przebiega granica, której nie można przekroczyć. Niektórzy sędziowie ją zatracili.

Chyba jednak to nie może dziwić, gdy w Sądzie Najwyższym funkcjonują takie osoby jak Józef Iwulski. Nie tylko skazujący opozycjonistów w stanie wojennym na więzienie za kolportaż ulotek, ale – jak niedawno ujawnił portal Niezalezna.pl – nawet nie spełniający wymogów formalnych, gdy zaczynał orzekać w SN. Pomimo to cieszy się poparciem części środowiska, nadal wydaje wyroki.

Grzechem polityków tzw. okresu okrągłostołowego było stworzenie „linii demarkacyjnej” w postaci grubej kreski. Wszystkie państwa środkowowschodniej Europy, poza Polską, poradziły sobie z rozliczeniem swych funkcjonariuszy publicznych, chociażby za współpracę z aparatem bezpieczeństwa czy za aktywne wspieranie poprzedniego ustroju niedemokratycznego. Była możliwość, tak naprawdę, nie rewolucyjna, lecz ewolucyjna, ale tego nie zrobiono. Słynne są słowa profesora Adama Strzembosza o tym, że wymiar sprawiedliwości sam się oczyści, bo ma taką zdolność. Jak widać, była to zupełnie nietrafiona diagnoza. A przede wszystkim znika z pola widzenia w tym sporze najistotniejsza rzecz: nie są ważne przekonania osób zasiadających za ławą sędziowską, najważniejsze są problemy tych osób, które stoją z drugiej strony tej ławy sędziowskiej. Mówię to z pełnym przekonaniem.

Tymczasem na salach rozpraw coraz częściej dochodzi do skandalicznych sytuacji. Szczególnie bulwersujące było uchylenie wyroku skazującego sprawcę brutalnego zabójstwa. Tylko dlatego, że wyrok w pierwszej instancji wydała sędzia z nominacją obecnej KRS. Granice zostały przekroczone...

Niewątpliwie. Uważam i podnosiłem to już wielokrotnie, także publicznie, że błędem zasadniczym osób, które próbują podważać status innych sędziów, jest to, że zazwyczaj one same nie przeszły wcześniej tzw. testu własnej niezawisłości. Jak mogą więc same wskazywać palcem, że ktoś jest lub nie jest sędzią? Skoro obalają gołosłownie domniemanie, że osoba powołana w odpowiedniej procedurze konstytucyjnej do działalności orzeczniczej jest sędzią, to same najpierw powinny udowodnić własny status.

Co Pan ma na myśli?

Jeżeli w grę wchodzi polityka, to teraz pytanie, czy potrafię poza salą rozpraw pozostawić osobiste poglądy polityczne, do których mam prawo jako obywatel, ale których jako sędzia nie powinienem prezentować, a na pewno nie powinny one mieć wpływu na moje rozstrzygnięcia. Jeśli ktoś tego nie jest w stanie zrobić, to z założenia ma problem z własną niezawisłością.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale