Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
294 notki
1468k odsłon
  2327   6

Hanka Bielicka - ostatni Mohikanin monologu kreacyjnego

Foto: Attila Husejnow / MW Media
Foto: Attila Husejnow / MW Media

-- Przecież…

-- W moich monologach – które najbardziej cenię – starałam się być rzecznikiem spraw i trosk milionów zwykłych ludzi. Portretuję statystyczną Polkę, która odznacza się sprytem, tupetem, dowcipem, często determinacją. Nigdy nie wyszydzam ułomności – wyśmiewam wady i przywary ludzkie, ale ciepło, z uczuciem. Muszę być czuła jak sejsmograf dokumentując i rejestrując życie – dostrzegać, co i jak się w nim zmienia. Starałam się, aby mój monolog był zawsze dialogiem z publicznością, z widownią – z ludźmi często trudnymi do rozbawienia, zmęczonymi, przywalonymi kłopotami. Na estradzie jestem w jakiejś euforii; mówię do kogoś, ale ten ktoś jest wyimaginowany. To nie jest publiczność, tylko osobowość publiczności i ja z nią dialoguję, z nią się śmieję i przeżywam. I często sama - umieram ze śmiechu... ;)

-- Bywa…

-- Tyle lat ludzi bawię, więc mam u nich kredyt zaufania. Kiedy pojawiam się na scenie i zaczynam mówić – pękają bariery. Dla młodych ludzi wychowanych na kulturze rocka, którzy nie przyzwyczaili się do tego typu rozrywki, jestem jak piramida Cheopsa, prawie Matuzalem… Za kilka miesięcy stuknie mi dziewięćdziesiątka, a oni… te 60-65 lat mniej... Zdaję sobie sprawę, że do niedawna zastanawiali się: co ona może tutaj jeszcze zrobić, czym porwać, zadziwić…

-- A jednak…

-- Bardzo dużo zawdzięczam panu Zbyszkowi Korpolewskiemu, Danielowi Passentowi i Markowi Grońskiemu, którzy pisali dla mnie monologi, te z najwyższej półki – „z bieżącego dnia”. Dzięki nim stałam się takim satyrycznym kronikarzem dnia powszedniego.

-----------------------------------------------------------------

       „Hanka mogłaby recytować książkę telefoniczną, a sala i tak ryczałaby ze śmiechu. Podejrzewam zresztą, że czasem tak robiła… Tylko w takim tempie, że zanim ktokolwiek się zorientował, już się kłaniała, podczas gdy sala szalała z zachwytu”.

                                                                                                       Eryk Lipiński

-----------------------------------------------------------------

-- ...było to zawsze moim marzeniem: ja – osoba dojrzała, jak gdyby z tamtej epoki, ale myślenie współczesnych nam młodych ludzi. To znaczy, występuję z pozycji ciotki, która się orientuje, która tkwi w rzeczywistości, wie, co w trawie piszczy, ma młody umysł i duszę…

-- No tak…

-- Wiele trzeba umieć, aby estrada miała walor, aby to była sztuka i miała formę zdecydowaną. Jak się powie Kwiatkowska, Kobuszewski, Bielicka, Janowska, Michnikowski, a z młodszych, Łazuka - to ludzie konkretnie wiedzą, co ten człowiek sobą reprezentuje. Znaczy to, że zaistniał w wyobraźni publiczności, wypracował swój styl i charakter. Wykreował swoją osobowość sceniczną. Studiowałam i terminowałam u Zelwerowicza, partnerowałam słynnym kolegom i koleżankom, że wspomnę Sempolińskiego, Melinę, Kurnakowicza, Perzanowską, Zimińską, Muszyńskiego. Podpatrywałam, uczyłam się pragnąc osiągnąć szczyty skupienia, koncentracji, precyzji. Przede wszystkim zaś – uczyłam się i poznawałam siebie.

                   image

-- Z początku…

-- Robiłam wszystko – grywałam rzeczy dobre i złe, miałkie i bardzo wartościowe. Ale zawsze z wielką pasją i odpowiedzialnością angażując w występ cały swój warsztat. W teatrze miałam dobre recenzje. Pisali, że zdolna, że następczyni Ćwiklińskiej, że ciekawa osobowość. Na estradzie zaś przeważnie byłam krytykowana – że humor za prosty, za łatwy, za pospolity. Oczywiście, bywał i tekst słabszy, wtedy wkładałam w jego przygotowanie więcej pracy, wyobraźni, serca. Publiczność wyczuwała i doceniała te moje starania. Robiłam znakomite kreacje, wkładałam piękne kapelusze – stąd właśnie zrodziła się moja namiętność do kapeluszy… Mamusia tak mi mówiła: „Jak się pięknie ubierasz, dziecko, to pewnie tekścik szwankuje…”

-- Wielu sądzi…

-- W życiu prywatnym też jestem taka pyskata. Po części moja prywatność wychodziła na scenie. Jestem spontaniczna, pełna życia, wigoru, energii, temperamentu, w nieustannym ruchu. Pamiętam, jak Zelwer zapytał mnie: „Pani Bielicko – zawsze mówił pani Bielicko – co Pani dała szkoła?”  Kiedy się tak zastanawiałam, odpowiedział: „Jak pani do nas przyszła, to pani przyniosła ze sobą mniej więcej dziesięć kubłów wszystkiego: talentu, dynamiki, humoru, krzykliwości. Z tego odlaliśmy siedem – trzy kubły zostały… Niech pani pamięta, że te trzy kubły to jest jeszcze na co najmniej dziesięć aktorek! Wystarczy tego pani do końca życia…”

------------------------------------------------------------------------------

      „Najpiękniejsza chrypka świata” – powiedzieli o artystce Gozdawa i Stępień; „umie na pamięć tekst, zanim go jeszcze autor zdążył napisać” – dodał Ludwik Sempoliński. Pierwszy z tych komentarzy w jakimś stopniu określa sceniczną osobowość artystki, drugi mówi coś o stylu jej pracy. Bo też jest Hanka Bielicka kobiecym szatanem, który dwoi się i troi na wszystkich frontach, jakie zdołała wymyślić współczesna kultura masowa”.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura