Niektórzy ludzie mają taki dar, że są obecni „we właściwym miejscu i czasie”. Pośród nich – część we właściwym kontekście oraz we właściwej roli. Ten dar miał Karol Wojtyła, urodzony w środowisku bezkrytycznych czcicieli austriackich Habsburgów (może dlatego, że uczynił Wadowice siedzibą cyrkułu…?). Ucz się i pracuj – a osiągniesz więcej, tak może mówiono w domu.
Ta dewiza uczyniła jego brata lekarzem, a jego samego inteligentem-omnibusem. Mimo, iż pochodził z niezamożnej rodziny naznaczonej przedwczesnymi zgonami, mimo wojny – zdołał zostać autorem, teologiem, znawcą języków europejskich, duchownym. Nadaktywnym pod każdym względem: sport, turystyka z jednej strony, kultura i duchowość z drugiej.
Cieszył się zaufaniem hierarchii kościelnej, czego dowodzi między innymi tytularne biskupstwo Ombi (nieistniejącej diecezji w Egipcie): na takie biskupstwa (jest takich episcopus titularis około 200) powoływano osoby zaufane, choć rozpoczynające dopiero pracę dla Kościoła-Państwa, którym poruczano specjalne zadania, nie związane z utrzymywaniem hierarchii tylko z ważnymi celami bieżącymi do realizacji. Można powiedzieć: misja specjalna. Zadanie odpowiednie dla kogoś, kto jest „niewymiarowy” z punktu widzenia struktur, ale ma w sobie kreatywny potencjał i jest „oddany służbie”. Można się na takim zadaniu „przejechać”, a można też „zapunktować”. Ksiądz Karol Wojtyła „punktował”. Stał dość blisko „oka cyklonu” Soboru Watykańskiego II, a za swoje hasło przewodnie przyjął „Totus Tuus”.
Jako 44-latek objął arcybiskupstwo krakowskie, a trzy lata później został kardynałem, czyli jednym z około 200 bezpośrednich plenipotentów papieża. Stał się hierarchą. Zauważmy, że Kraków – nie tylko dla Watykanu – jest jednym z kilkudziesięciu najważniejszych miast europejskich, a liczba rozmaitych instytucji kościelnych w tej archidiecezji czyni ją mocarstwem kościelnym.
Schyłkowy Gomułka, przepoczwarzający się w dogmatyka – a potem Gierek, zupełnie niezorientowany w roli Kościoła „za żelazną kurtyną” – nie stanowili przeszkody dla krakowskiego hierarchy, który pod opieką doświadczonego kardynała Wyszyńskiego, nieco „brykając” – zdobył sobie w Polsce pozycję Pasterza: ciepły, otwarty, sprawny misyjnie, uzewnętrzniający w bogatej twórczości swoje duchowe poszukiwania. Bez obrazy dla innych wielkich ośrodków: kiedy się funkcjonuje między Krakowem i Lublinem, to otrzymuje się więcej.
Za Pedią: „Zyskał dojrzałość jako myśliciel, sięgając do rozległej tradycji filozoficznej (grecka etyka klasyczna, św. Tomasz z Akwinu, fenomenologia), lecz też do Biblii i do mistyki (zawsze mu bliski święty Jan od Krzyża) i budując harmonijnie koncepcję zarówno z filozofii, jak i teologii: człowieka jako integralnej osoby. Człowiek jest zadomowiony pośród świata jako byt cielesno-duchowy, otwarty na transcendencję, a godność i wolność dał mu Bóg. Tym sposobem Wojtyła stał się wybitnym przedstawicielem personalizmu. W filozofii reprezentował neotomizm fenomenologizujący. Swoje poglądy stosował też i przedstawiał w pracy duszpasterskiej.
Stał się znanym poza Polską autorytetem. Był obok prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, najważniejszą postacią Episkopatu Polski. Z „prymasem Tysiąclecia” (bo tak nazywał kard. Wyszyńskiego) ściśle współpracował, okazując szacunek dla jego doświadczenia i mądrości. Jako kardynał odbywał podróże zagraniczne, zapraszany też przez środowiska uniwersyteckie. Wiosną 1976 papież Paweł VI zaprosił go do Watykanu, by w dniach 7-13 marca głosił tam rekolekcje wielkopostne (wydane później w publikacji książkowej)”.
Kiedy został wybrany do roli najważniejszej w Kościele – odkurzono Słowackiego liryk genezyjski „Słowiański papież”. Nie mnie sądzić, czy Jan Paweł II przebudował Kościół, na pewno jego pielgrzymkowo-misyjny pontyfikat miał zewnętrzną formę „ludowego”. Idąc tropem Słowackiego: Karol Wojtyła niewątpliwie uwolnił pierwotną moc Ducha wyzwoloną ze Słowa (niech Duch zstąpi i odnowi oblicze TEJ ziemi). Nie ma co się łudzić: ręka w rękę z doczesnymi mocarzami świata ogrywał Gorbaczowa jak debiutanta, więc wiedział co mówi 2 czerwca 1979 na Placu Zamkowym w Warszawie. Wydarzenie, które miało miejsce 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 – świadczy tylko o tym, że „za żelazną kurtyną” zorientowano się, o co chodzi temu wiecznie uśmiechniętemu, ale stanowczemu Polakowi z Pogórza Wielickiego.
Trochę zajmuje moją uwagę fakt, że połączono w jedno kanonizację dwóch papieży, z których jeden na pewno nie cierpiał za wiarę. Bo to by oznaczało, że obaj są wyświęcani za II Sobór i za to, że byli papieżami. Przechodzą takim „przejściem dla VIP-ów”. Chyba że coś mi umknęło. Niby nie moja sprawa, tylko Kościoła, ale dziwi ślepota brylujących po mediach fachowców, śpiewających niedorobione peany, a nie sięgających istoty. W moim przekonaniu wysyłany jest nam i światu jakiś sygnał…
Karol Wojtyła dołączył do Panteonu Polaków, w którym zasiadło wielu: Miłosz, Wałęsa, Wyszyński, Piłsudski, Penderecki, Konopnicka, Orzeszkowa… Każdemu można „przypiąć łatkę”. Ich wielkość jednak polega na tym, co wspominam na początku, powyżej: niektórzy ludzie mają taki dar, że są obecni „we właściwym miejscu i czasie” – część we właściwym kontekście oraz we właściwej roli. I nie zaprzepaszczają szansy, otrzymanej od Losu. Wykorzystują ją dla siebie, dla Sprawy, dla Ojczyzny. Szacun. Więcej takich trzeba.
...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo