Jan Herman Jan Herman
691
BLOG

Casus Arłukowicza

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 7

Resko to taka miejscowość, od której jest 25 km do Świdwina, 24 km do Łobza, 24 km do Nowogardu, 23 km do Gryfic. No, zadupie, takie samo jak moje podlęborskie Drętowo, dziś już wchłonięte przez miasteczko. Ale Resko ma tradycję sięgającą początków II Tysiąclecia.

Darłowo, równie sędziwe, choć nieco większe miasteczko pomorskie dało Bartoszowi maturę. Dlaczego aż tam pojechał za wiedzą? Bliżej jest kilka większych miast z ogólniakami, w tym Szczecin. Nie ma sensu dopytywać, może internat zadecydował.

Dorosłe życie rozpoczął już w transformacyjnej Polsce, najpierw zostając szczecińskim lekarzem, potem aktywizując się w środowiskach lewicowych. Nie wiadomo nic o jego aktywności w organizacjach młodzieżowych, co oznaczałoby jego karierę polityczną w stylu „postaw na milion”, bez doświadczenia kotwiczącego w jakimś środowisku. Może dlatego hasał sobie po szczecińskich ugrupowaniach, traktując politykę jak grę pozycjonującą, a nie misję społeczną. Podobnie myszkował w parlamencie.

Parcie na szkło. Zamiłowanie do bycia w centrum zainteresowania. Ani to wada, ani zaleta. Tyle że lekarz, a zwłaszcza pediatra, lepiej żeby miał optykę na pacjenta, a nie na siebie.

Największy numer wyciął „lewej” stronie, kiedy – będąc głośnym krytykiem PO-wskiej minister zdrowia – nagle przystąpił do „wrażego obozu”. Jeszcze poprzedniego dnia ustalał z szefem „Ordynackiej” zasady współpracy przy formułowaniu programu.

Teraz jest ministrem, czyli trzyma gorący kartofel w ręku, i nim żongluje.

W dobie powszechnej digitalizacji i równie powszechnego opodatkowania zdrowotnego opieka medyczna w niemal 40-milionowym kraju nie powinna być problemem. Moja podpowiedź brzmi (rzecz dotyczy również edukacji czy zabezpieczenia socjalnego oraz emerytalnego):

  1. Na każde 50 tys. ludzi niekomercyjne centrum medyczne wyposażone we wszystkie współczesne wynalazki (diagnostyka, operacje, terapie), oraz w statystycznie oszacowaną liczbę łóżek;
  2. Na każdy milion ludzi – niekomercyjne centra wyspecjalizowane w przypadkach nadzwyczajnych i „cywilizacyjnych” (oparzenia, hipotermia, onkologia, zakaźne);
  3. Na każde 5 tysięcy ludzi przychodnia „wielobranżowa”, z możliwością elementarnej diagnostyki: z prawem do działań komercyjnych (odpłatność  bezpośrednia lub poprzez fundusze);
  4. Każdy obywatel dysponuje (podkreślam: podmiotowo dysponuje) odpisami od wynagrodzenia (etatowego, dorywczego, okresowego), które są dzielone między zabezpieczenie medyczne, emerytalne, edukacyjne i socjalne;
  5. Obywatel może w jakimś jasno zdefiniowanym zakresie zwiększać jedną pulę kosztem innych, jeśli np. pojawi się życiowa konieczność (np. wypadek wymagający długotrwałej rehabilitacji, dość trwała utrata zatrudnienia-dochodów);
  6. Tzw. fundusze – socjalny, zdrowotny, emerytalny – to rewizyjne podmioty konstytucyjne, zatrudniające nie więcej jak setkę ekspertów;
  7. Lekarz, nauczyciel lub naukowiec opuszczający uspołeczniony korpus medyczny (wyjazd zagraniczny, praca w „czystej” komercji) – zwraca państwu koszty kształcenia (studia, specjalizacje, badania naukowe);

Minister (zdrowia, edukacji, spraw socjalnych, pracy, nauki), który nie podejmuje inicjatyw w powyższym duchu (niekoniecznie literalnie identycznych) – zawsze będzie zmuszony do żonglowania gorącym ziemniactwem.

Arłukowicz ma to w nosie. Jego wrażliwość społeczna – okazuje ją również dziś, kiedy „lewicowość” go nie obowiązuje – kończy się zapewne (nie wiem, przypuszczam), kiedy kamery i mikrofony zmykają do innych ważnych zadań.

 

*             *             *

Przypadek Arłukowicza obrazuje istotę systemu-ustroju, narzucanego Polsce od ćwierćwiecza, niekonsekwentnie i wahliwie zresztą.

Ustrój miłościwie nam panujący nastawiony jest na Budżet, a nie na Kraj i Ludność: Budżet ma się zgadzać i rosnąć, a Kraj i Ludność mają go zasilać, nie oczekując rewanżu. Oczywiście, Budżetem zarządza Rząd, a Rządem zarządzają rozmaite interesy i instrukcje międzynarodowe, a do tego kampanie wyborcze. Taki ustrój nie jest zdrowy.

Strażnikiem tego ustroju jest Nomenklatura, czyli korpus zarządców różnych szczebli, czujących respekt wyłącznie wobec hierarchii politycznych. Te zaś hierarchie specjalizują się w wygarnianiu z całości zasobów Kraju i dochodów Ludności jak najlepszych kąsków, używając do tego rozmaitych narzędzi administracyjnych i propagandowych.

Arłukowicz Bartosz, chłopak do matury buszujący po zadupiach, znakomicie rozumie, a właściwie wyczuwa ten system i radzi w nim sobie ponadprzeciętnie dobrze.

Może warto, by Bartek wylądował na kilka lat w przychodni w Resku? Albo jako burmistrz?

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka