Może ze mnie nie taki „nostradamus”, ale parę rzeczy już mi się udało uzasadnić, zanim się one w ogóle „stały”. Za swój tryumf futurystyczny uważam koncept, który wychodząc od pojęcia dominującej treści pracy (pozyskanie bierne, pozyskanie intensywne, rolnictwo, przemysł, usługi), która generuje odpowiednie zakresy terytorialne niezbędne do autarkicznej reprodukcji – opisałem już w latach 80-tych pogłębienie integracji Europy i rozpad ZSRR (w ogóle sformułowałem tzw. tabelę ustrojów, z dwoma wymiarami: ścieżka cywilizacyjna i dominująca treść pracy – do dziś jest mi ona dobrym narzędziem analiz gospodarczych i politycznych).
Dziś (od ładnych paru lat) opisuję „białą Północ” jako bractwo trojga bankrutów (USA, Europa, Rosja), nie więcej jak stuletnią przyszłą hegemonię Chin, zakończoną ich kolapsem i bipolarnym światem łacińsko-hinduskim: pomaga mi w tym narzędzie w postaci konceptu (P)WEC: (Potential) World Economic Center. Piszę też o Azji Centralnej jako oczku w głowie globalnej polityki (Kazachstan, Turkmenia, Tadżykistan, Uzbekistan, Kirgizja, Obwód Irkucki, Buriacja, Mongolia, Ałtajski Kraj i inne małe republiki, Ujguria, Afganistan, Jammu&Kashmir, Wschodni Iran), ryglowanej przez Chiny, Indie, Rosję i Arabię: stąd wywodzę ustawiczną niestabilność Arabii i aktualne niepokoje środkowo-europejskie, w tym najgorętszy temat Ukrainy, posądzam bowiem USA o ambicje zastąpienia sobą rygla arabskiego i-lub rosyjskiego.
Jeśli wojną światową nazwać przetasowywanie globalnych wpływów dotyczących granic terytorialnych, afiliowania ludności-narodów, zasobów surowcowo-energetycznych, gniazd „obserwacyjnych” spolaryzowanych militarnie – to od około 40 lat trwa wojna, która dwu-i-pół-biegunowe Globalia (ZSRR-USA-Trzeci Świat) przeprowadza Ziemię przez „morze czerwone” ku światu hindusko-latynoskiemu, ale objawia się coraz jawniejszymi napięciami w łonie trojga bankrutów.
Czujnym Czytelnikom zwracam też uwagę na mój koncept formacji polityczno-ideologicznych, rozbudowywany od co najmniej 20 lat: wieszczę bowiem, że intelektualno-ideowa konwencja Konserwatyzm-Prawicowość-Lewicowość (to narracja anglo-saska narzucana światu od 200 lat) ustępuje konwencji Alterglobalizm-Wolontaryzm-Terroryzm: to pod tę sztancę coraz konkretniej przepoczwarzają się zarówno „odgórne” Państwa, jak też ruchy „oddolne”.
Rozmaite instytuty posługują się dziś ukradzionym mi konceptem Europy Środkowej jako miejsca rozpostartego symbolicznie między środkami mórz Czarnego, Bałtyckiego i Adriatyckiego. Na zdrowie: cieszy, że to zauważyły, a kiedyś dodadzą to tej definicji moje spostrzeżenie, że Europa Środkowa pozostaje „po równo” pod wpływem żywiołu rosyjskiego, europejskiego i orientalnego. Zauważą też, że w tym regionie najludniejsze, największe, najzasobniejsze i najciężej doświadczone (etos mesjański) są Polska i Ukraina, na ich synergicznej cohabitacji opierać się ma projekt ratowania regionu z pożogi bankructwa „białej Północy”.
W swojej pysze i pryncypialności zakładam, że właśnie dlatego, że typuję jak powyżej – nie ma na mnie „zapotrzebowania”, bo który minister czy partia zapłaci mi, jeśli zacznę od nazwania po imieniu konkretnego rządu, ustroju, formacji politycznej? Dzisiejsi odkrywcy polskiej niedemokratyczności, różnej maści, albo nie czytali, albo udają, że nie słyszeli moich 25-letnich wywodów o kolonizacji Polski i przepoczwarzaniu jej w prowincję poddaną uzurpatorskim rządom sprzyjającym „bankrutom”.
* * *
Alterglobalizm – to żywioł, który zmiata z powierzchni stosunków politycznych związki zawodowe. Związki przeżywały apogeum polityczne, kiedy bezrobocie było stosunkowo niewielkie, a nędzarze byli wyłącznie obecni na rynku pracy lub w przytułkach i rynsztokach. Dziś nędzarzami jest wielu „przedsiębiorców-samozatrudnionych”, bezrobocie sięga kilkudziesięciu procent, a ster przywództwa warstwom uciśnionym przejmują ruchy animowane przez egzaltowaną inteligencję, aktywne w formule „indignados”. Stéphane Hessel w końcu to pojął i puścił w świat broszurkę „Indignez-vous !”, bijącą rekordy popularności.
Wolontaryzm – to najbardziej pro-systemowy, zachowawczy z wyobrażalnych sposobów na życie: trzeci sektor – czyli ani prywatny, ani państwowy – mylnie kojarzony wyłącznie z organizacjami pozarządowymi, a przecież obejmuje parafie (nie mylić z kościołami), spółdzielczość, wzajemnictwo, mikrobankowość, samopomoc formuły „kasa chorych”, niezależny ruch naukowy, media społeczne (społecznościowe), squaty, itd., itp. – jest otwarcie to wspierany, to przechwytywany (prozelityzm) przez mega-biznes i top-administrację oraz mega-politykę.
Terroryzm – zrodzony z bezsiły wobec niesprawiedliwości płynącej „z góry” – rozwinął skrzydła wszędzie, gdzie jawna niesprawiedliwość została usankcjonowana przez zmowy państw jako „mniejsze zło”. W odpowiedzi na niechęć oddolnego żywiołu terrorystycznego do samounicestwienia – terroryzm został twórczo rozwinięty przez państwa całego świata (stał się narzędziem żandarmeryjnym i ekspedycyjno-karnym) – zaś mistrzostwo świata osiąga w tej dziedzinie państwo o nazwie USA, szerząc je w jakościowo nowych formułach.
Wolontaryzm swoje szlachetne pobudki nakierowuje na humanitarne zapobieganie skutkom bezduszności i „zamaszystości” (nie-drobiazgowości) Systemów.
Alterglobalizm poszukuje poza-mainstreamowych rozwiązań dla rozwoju, bardziej przyjaznych dla tego, co ostateczne (dla Natury, Człowieka, Kosmosu, Żywiołów).
Terroryzm w swój specyficzny sposób próbuje dla Ludzkości odzyskać Demokrację rozumianą jako równouprawnienie rozmaitych „widzeń świata”.
Podział na Lewicę, Prawicę i Konserwatyzm powtarzajmy to jak mantrę, aż usłyszą to debile polityczni i mediaści – przestaje już podniecać intelektualnie i koncepcyjnie. W tym sensie mówi się o Postpolityce. Podział ludzkiego żywiołu na Wolontariuszy (w ciszy wspomagajmy przegrywających), Alterglobalistów (grajmy o warianty przeciw „jedynemu słusznemu”) oraz Terrorystów (kiedy nas zagłuszają i krzywdzą – zróbmy wszystko, by nas usłyszano) – wydaje się współcześnie bardziej atrakcyjny.
* * *
Ojczyzna. Nie mogę powstrzymać się przed natrętną myślą, że Polska 2015 – to będzie „enduro do kwadratu”, bowiem zbiegają się liczne „odcinki specjalne”:
1. Krach budżetowy (w tym ograniczenia dotacji pomocowych);
2. Załamią się parabudżety i fundusze, te ustawowe i te poza kontrolą;
3. Pęknie postępująca dychotomia społeczna, jad się wyleje;
4. Tąpnie Państwo Ażurowe, kotwice cywilizacyjne znikną;
5. Nasili się Mega-Neo-Totalitaryzm (preteksty: budżet, terroryzm, „ruska wojna”);
6. Nastąpi silna jak nigdy (może 10% ludności) fala emigracji za normalnością i chlebem;
7. Strajk generalny – niekoniecznie najbliższy – rozniesie Państwo w pył;
Szukasz, Czytelniku, konkretów? Oto one: http://publications.webnode.com
* * *
„W temacie” najbardziej jaskrawych konfliktów – ja „stoję z boku”, ale nie z powodu wrodzonego dekownictwa (silker, dodger, прогульщик) – ale żeby lepiej widzieć. Bo kiedy ziemia zostanie usłana trupami – będzie pewnie zapotrzebowanie na rozumiejących, którzy są przy tym bezinteresowni, dalecy od geszeftów.
Nie dam się wciągnąć w egzaltowane albo toksyczne boje w sprawie akcji terrorystycznych, w sprawie, Ukrainy, w sprawie Chodorkowskiego, w sprawie rządu post-tuskowego i licznych problemów tej formacji: czasem zabieram głos, ale na temat samego problemu, a nie racji takich czy innych. Kto tego nie rozumie – ten łatwo mnie nadziewa na widelec i kładzie na jakieś półki nie widząc, że nie pasuję.
Kuszenie mnie w stylu „udowodnij” – to strzał „poza sylwetkę”. Zbyt wiele razy, po latach, „wychodziło na moje”, bym dostarczał karmy kusicielom, którzy nie mają ochoty pojąć i uwierzyć, tylko wyskalowani są na przyłapywanie na drobiazgach.
I jeszcze o moim „hejterstwie”.
Hejter (ang. "hater"): to zazdrosny koleś który nie potrafi cieszyć się sukcesem kogoś innego, dlatego próbuje wytknąć w nim wszystkie możliwe wady. Albo anonimowy lamus, który ukrywa się pod nickiem, dogryzając wszystkim, najczęściej ludziom popularnym. Swoimi postami zaśmiecają sieć. I człowiek, który obraża kogoś lub coś nie podając argumentów lub jego argumenty są trefne. Wiecznie niezadowolony osobnik czerpiący przyjemność z nienawidzenia wszystkich i wszystkiego. Takie definicje znajduję w internetowym „Słowniku slangu i mowy potocznej”.
Nie spełniam tych kryteriów, a jednak nierzadko jestem zaliczany do hejterów. Chcę i chyba powinienem pochwalić się kilkoma swoimi „przewagami”:
1. Będąc „od dziecka” przez lat kilkadziesiąt społecznikiem, niemal z wolontarystycznym ADHD – mam setki znajomych „ze świecznika”, znam osobiście, z doświadczeń życiowych, wielu ludzi, których inni znają wyłącznie poprzez media;
2. W odróżnieniu od znakomitej większości tych „znajomych”, niekiedy z powodów znanych wyłącznie owym znajomym, ale generalnie z powodu mojej niechęci do czerpania korzyści ze społecznikowstwa – nie należę i nie należałem do ONY-ch;
3. Byłem i bywam naocznym świadkiem niejednego „geszeftu” moich znajomych i „ich znajomych”, a także rozmaitych paskudztw i plugastw przez nich czynionych: sam dalece nie jestem kryształowy, ale tam gdzie szło o dobro publiczne – stałem im „w poprzek”;
4. Wielokrotnie przegrywałem swoje małe i duże projekty i przedsięwzięcia, zawdzięczając to wyłącznie „polityce”, rozumianej jako nieprzyzwoita gra wszystkich ze wszystkimi o wszystko, w której niektórzy z tych „moich” znajomych brali czynny udział;
5. I mimo wszystko nie dałem się zmenelić, a uwierzcie, że wykonałem ciężką, żmudną pracę nad sobą, by ocaleć. Trafiłem też na dobrych ludzi i dobre wiatry. Wyjątkowo;
Za najcięższe ze swoich doświadczeń, które uczyniły mnie zgorzkniałym, uważam: upolitycznienie harcerstwa (Harcerskie Drużyny Obrony Wybrzeża ostatecznie przeistoczono w HDOW-SPS – Służba Pracy Socjalistycznej), obserwacja z bliska, jak Owsiak owija sobie wokół finansowego palca burmistrza Lęborka, obserwacja tego, co kryje się za retoryczną fasadą Piotra Ikonowicza, l'enfant terrible polskich środowisk lewicowych, obserwacja naoczna, wielomiesięczna, z bliska tego, co nazywam fiksownictwem politycznym, na przykładzie środowiska Ordynackiej, fatalne doświadczenie z SGPiS-SGH, uchodzącej za uczelnię prestiżową, obserwacja KPiORP i tego, jak z nadziei zrobiono bezczelny żart, obserwacja „zakulis” absolutnie nieprzyzwoitego procederu wdrażania reformy emerytalnej, autorstwa moich „kolegów”, Michała Rutkowskiego i Marka Góry, nieco zdalne, ale nie zawsze, obserwowanie rozkwitu i żenującego upadku konceptu Polskich Inwestycji Rozwojowych.. Fajne, wzniosłe, seksowne idee i racje były w tych przypadkach podle grillowane dla niskich, plugawych interesideł. No, i moje przygody biznesowe, z finałem komorniczo-sądowym. Przy całym szacunku dla talentów i kwalifikacji oraz dobrej roboty wymienionych z nazwiska.
Kiedy redaguję swoje Pajacyki (Poczet Pajaców Polskich: http://publications.webnode.com/pajacyki-polskie/ ) – to raczej wiem, co piszę.
Na swoją obronę przytoczę choćby szkic mojej biografii (http://publications.webnode.com/news/szkic-mojej-biografii/ ). Tam można obejrzeć Hermana-pozytywistę. Konstruktywnego społecznika i modelarza rzeczywistości.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)