Jan Herman Jan Herman
114
BLOG

Bezstronne Państwo i dlaczego

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

Od Państwa, obecnego w życiu publicznym poprzez prawa-przepisy, poprzez urzędy, organy i służby oraz poprzez Nomenklaturę – oczekuje się trzech elementów ustrojowo-systemowych:

  1. Deontologia – zestaw kompetencji i etosów składający się na kulturę ustrojową;
  2. Utylitarność – trzymanie ustawicznie w pogotowiu gotowości do służenia i pożyteczności;
  3. Charytonika – uruchamianie mechanizmów (nie alertów) wspierających tych, którzy nie radzą sobie w ustroju-systemie odruchowo, „od ręki”;

Propaganda wszelkich państw uprawiana skutecznie od tysiącleci zdołała wpoić w nas i przekonanie, i zarazem oczekiwanie od Państwa przede wszystkim fachowej bezstronności, swoistej wyższości wynikającej z kompetencji i poczucie dobrze pełnionej służby społecznej i dziejowej. Odzwierciedla to łacińska maksyma „dura lex sed lex”.

Tak się niestety nie dzieje. Polskie Państwo – jak każde inne – zaludnione jest przez konkretne rzesze urzędników, funkcjonariuszy i plenipotentów. Ich zaś dobór pozostawia wiele do życzenia: zarówno selekcja (wyławianie ich z szarej rzeszy), jak też szkolenie merytoryczne i etyczne czy uwrażliwienie na sprawy – bądź co bądź suwerena – obywateli rzeczywistych i rejestrowych. Ostatecznie zamiast korpusu bezstronnych fachowców – mamy w Państwie hufce generowane politycznie i służebne wobec ugrupowań politycznych. Wplatające w tę polityczność dodatkowe elementy, osobiste i prywatne, legalne i pozaprawne.

Zgoła czego innego oczekujemy. Zgoła co innego nam wmówiono. I nie da się tego skwitować infantylnym „tacy politycy jaki naród”.

Lista przestępstw sądowych, komorniczych, urzędniczych już dawno stała się podstawą pojęcia „państwa w państwie”. Wymieńmy kilka najczęstszych:

  1. Swobodne traktowanie materiału dowodowego na korzyść jednych i korzyść innych uczestników procesów przed wymiarem sprawiedliwości (inspekcje, kontrole, policja, służby sekretne, prokuratury, sądy, trybunały);
  2. Areszty wydobywcze, w wyniku których ludzie nie mający niczego wspólnego z przedmiotem postępowań, ale rodzinnie lub towarzysko powiązani z uczestnikami procesów – poddawani są nieludzkim procedurom: proceder kwitnie nadal;
  3. Nawałnice kontrolne, paraliżujące działalność przedsiębiorców i gospodarzy oraz społeczników, generowane absolutnie nieprofesjonalnymi, osobistymi i prywatnymi emocjami nomenklaturszczyków;
  4. Zajęcia komornicze i windykatorskie orz w wykonaniu „kanarów” nie mające nic wspólnego z formalnie wskazanym dłużnikiem i jego majątkiem, a same długi nierzadko są preparowane serią „oczywistych pomyłek”: po czym drogą licznych lipnych transakcji zaciera się możliwość przywrócenia stanu pierwotnego;
  5. Sobiepaństwo skarbówek, urzędów celnych i kontrolerów ZUS oraz wielu innych urzędów, organów i służb, które zamiast Konstytucji wywieszają sobie na masztach prawo powielaczowe, złożone z okólników, interpretacji, instrukcji, niepisanych kampanii;
  6. Więcierze Mętne: pułapki z przepisów, algorytmów, „niewidocznych” zapisów, obliczone na dezorientację i gapiostwo jednej ze stron umowy, kontraktu, na jej szkodę: oczywiste malwersacje są następnie legalizowane przez wymiar sprawiedliwości;
  7. Oskarżanie i karanie osób, które nie powinny w ogóle być sądzone (np. 5 dni aresztu za kradzież batonika 99-groszy, w dodatku podsądny jest niepełnosprawny umysłowo);
  8. Nadużywanie instytucji „konwalidacji”: powołano ją dla legalizowania oczywistych niedoróbek osób nieprzygotowanych prawniczo, ale działających w dobrej wierze, a wykorzystuje się dla legalizowania przestępstw urzędniczych i służbowych;
  9. Łapanki prawne, spośród których najbardziej znana jest „komercja budżetowa” urzędów gminnych ustawiających pułapki radarowe na kierowców, ale sprawa ma wymiar wręcz bandycki w przypadku spraw stadionowych, manifestacji, itd.;
  10. Absolutnie patologicznie wykorzystywana instytucja świadka koronnego, polityka faktów dokonanych owocująca  - wraz z tym co powyżej – rzeszą „zmielonych”, „poturbowanych”, „oburzonych”, „niepokonanych” – czyli „indignados”;;
  11. Twierdza Konstytucyjna: specjalnie i celowo generowane pakiety uprawnień, przepisów, immunitetów, certyfikatów, dopuszczeń, wtajemniczeń – zza których nomenklaturszczycy, a już na pewno politycy spokojnie i bezkarnie rażą Ludność i łupią Kraj;
  12. Parabudżety: nie dość, że Kraj i Ludność nie są „oczkiem w głowie” Nomenklatury i polityków (są nim Budżety różnych szczebli i autoramentu) – to jeszcze w glorii prawa i autorytetu Państwa uruchamia się budżetową „kreatywną księgowość”, legalizującą liczne patologie;
  13. Uczestnictwo Państwa w podejrzanych moralnie i prawnie awanturach wojennych, któremu towarzyszą „ściemy” w rodzaju „misja stabilizacyjna” albo „siły pokojowe”, a także zbrodnie kryminalne w rodzaju więzień dla osób wytypowanych do tortur, niegodnych praktyk, łamania praw człowieka;
  14. Krańcowa arogancja wszystkich, którzy z racji funkcji społecznych mają upoważnienia do kierowania i nauczania Ludu: arogancja wobec Ludu i łakomstwo wobec Kraju, nie dające perspektyw na to, że ewentualną nową Polskę – zbudują właściwie;

Wychodzi na to, ulubionym zajęciem małych i dużych nomenklaturszczyków jest namierzanie jednych obywateli do ról podlejszych (po czym ich grillowanie, poniewieranie), a z drugiej strony hołubienie innych dalece ponad potrzebę i ich zasługi.

Państwo, o którym większość szarej masy narodowej (w połowie już wyzuta z obywatelstwa świadomego) sądzi, że przy udziale państwa ich sprawy mają się gorzej niż miałyby się bez udziału państwa – takie państwo jest nielegalne, choć paradoksalnie to ono uzurpuje sobie ocenę legalności wszystkiego.

 

*             *             *

Pogadajmy chwilę o „dziadowskim” wezwaniu Mickiewicza:

  • Nasz naród jak lawa,
  • Z wie­rzchu zim­na i twar­da, sucha i plugawa
  • Lecz wewnętrzne­go og­nia sto lat nie wyziębi
  • Plwaj­my na tę sko­rupę i zstąpmy do głębi

Polska – bardziej nawet niż cała Europa – jest dziś niczym rozpalone torfowisko: żarzy się ogniem wewnętrznym, przenikającym wszystko do głębi, i grozi wybuchem w każdej chwili, o byle co. Aby nie dać się wpuścić w maliny, jak to uczyniono po 1989 roku – a wiem co mówię, bom uczestniczył – trzeba jeszcze chwilę wytrzymać, i to właśnie wtedy, kiedy totalna rozpierducha jest niemal gotowa: obalić jest łatwo, ale przecież w miejsce próchna trzeba wstawić gotowe rozwiązania, a nie przyjmować zewsząd rozmaite ciekawostki, z których połowa to globalny podstęp.

Ponadczasowe słowa wieszcza, przypisane (cóż za proroctwo!) Wysockiemu w części Dziadów zatytułowanej „Salon warszawski”, trzeba zaopatrzyć w dojrzały umiar i przyozdobić w harmonię pragnień z rozwiązaniami. Chwalebna jest solidarność, dana nam w roku 80-tym i potem. Ale głupota, która ją obsiadła w końcówce 1981, a po raz wtóry po zwycięstwie wyborów czerwca 1989, prowadząc Kraj i Ludność ku spustoszeniom – nie ma prawa się powtórzyć, nie wolno dać obwiesiom marnującym Polskę szansy jej naprawiania, przy tym też nie wolno pozwolić obalaczom na dowolne rozporządzanie upoważnieniem Narodu-Społeczeństwa, jak to miało miejsce u podstaw Transformacji. To wymaga samorządnej, obywatelskiej dojrzałości zdobywanej nie kosztownym doświadczeniem działań zwanych rewolucyjnymi i takimi widzianych fałszywie – tylko edukacyjnej narodowej debaty o tym, jaka Polska ma być po nawałnicy, która z rozżarzonego torfowiska pożre wszystko, do czegośmy – słabi duchem – przywykli.

Dzisiejszy entuzjazm, jeszcze nie dojrzały do płodnej ejakulacji, za to nabrzmiały do salw i paroksyzmów, przez to niepoważny – jeszcze chwilę powstrzymajmy. Dziś ku ekscesom prą napaleni niezdrowo przywódcy, judząc przeciw staremu, nie podając nowego, ale swoje przyszłe miejsce już moszcząc. Chrzest wodą – choćby jutro, bo zmyć z siebie paskudztwa Transformacji chce się jak niczego innego. Ale potrzebny jest chrzest ogniem, przyjęcie na siebie ducha, który przeniknie wszystkie trzewia społeczne, poustawia nas psycho-mentalnie – oto ważniejsze zadanie, do któregośmy nie gotowi.

By nie żałować.

Bo są błędy, które wolno narodom raz tylko popełniać…

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka