Jesteśmy – kupiwszy bilet na „walkę kadencji” – w sytuacji widza, który wie, kto powinien wygrać i w imię czego, ale nie wie, kiedy dokładnie rozpocznie się najważniejsza runda i o co w niej pójdzie rywalom.
Rywalami są zagończycy dwóch formacji, na których głosowano plebiscytowo (ostatnie wybory miały dwie warstwy: plebiscytową PiS versus PO i programową z kilkoma harcownikami), a którzy przed decydującym starciem dokonują przegrupowań.
Formacja ustępująca akurat poszukuje wodza i zapewne odda przywództwo opozycji w ręce wychowanków z zaprzyjaźnionej ideowo(?) grupy „technokratów skalnych” (πετρος-petros – "kamień, głaz"), w nadziei, że to chwilowa będzie usługa, a nie „replacing”.
Formacja wchodząca nie zajmuje się drobiazgami: około setki drużynników ma role rozpisane w szczegółach, z podkreśleniem, że to są role, a nie funkcje. Pozostali muszą się jeszcze doskonalić, formować, zanim dostaną swoje epizody.
Jarosław Kaczyński buduje sobie piramidę – i ma do tego potrójne prawo:
- Spośród tych, którzy zaczynali milion lat temu – okazał się najskuteczniejszy, a przynajmniej najbardziej konsekwentny;
- Pokonał w niezłej formie pasmo osobistych porażek i traum, począwszy od Katastrofy, skończywszy na secesjach nadambitnych podskakiewiczów;
- Wszyscy, którzy go pokonywali w kolejnych rundach – dziś okazują się swoimi własnymi farsami, że wymienię choćby Millera czy Tuska;
Mam być szczery – wysłuchałem pierwszego w swoim życiu exposé, które nic dla mnie nie znaczy, choć jest przecież umową zawartą przez Premiera z Narodem za pośrednictwem Parlamentu (TUTAJ). Te słowa – to nie jest próba deprecjacji redaktorów najnowszego exposé, tylko dojmująca świadomość, że jeśli w tym dokumencie-kontrakcie cokolwiek jest – to między wierszami. Fakty są takie, że ta – szacunkowo –setka drużynników umocowywana teraz w strukturach Państwa dostaje do jednej ręki magiczne miecze i różdżki, do drugiej zaś fiolki z cyjankiem. To na wypadek, gdyby z piramidą coś się nie powiodło.
Może to nie jest dobre porównanie, ale pamiętamy – (mówię o „złogach” wychowanych w PRL), jak po siermiędze gomułkowskiej nastał Dobrypan (TUTAJ), który pozostawił po sobie nowoczesną (jak na czasy) sieć dróg, polskiego „VW” (pomarańczowa strzała polskich dróg o kryptonimie 126), fabryki domów i poczucie powszechne, że oddychamy szeroką piersią (Gierek tak samo jak Kopacz dziwił się strasznie, że ludzie się bieszą w Radomiu, Ursusie a potem w Lubelskiem i na Wybrzeżu). Gierek zatem zbudował piramidy, których pamięć jest słodsza niż opresja wobec nielicznej garstki „opozycji demokratycznej”.
I tego się doszukujmy, a nie …


Komentarze
Pokaż komentarze