Dziś jest 1 grudnia, znany mi jako dzień odlewnika: nie hutnika, tylko odlewnika. Dzień ten przeniesiono, nie wiedzieć czemu, na 10 grudnia. Odlewnictwo polega na wprawie w kilku następujących po sobie procesach:
- Rozgrzewaniu surowego metalu do temperatury właściwej: niedogrzany metal źle się odlewa, pozostawia „bąble”. Rozgrzewaniem metali zajmują się „piecowi”;
- Przeniesieniem metalu z dużego pieca to pieców roboczych, by tam, podgrzewany elektrycznie, metal „przyzwyczajał się” do właściwej temperatury;
- Wlewaniem metalu do form : formy metalowe (kokile) obsługują „kokilarze”, a formy piaskowe obsługują „formierze”, arystokracja odlewnicza;
- Studzeniu odlewów (to się robi samo, choć niekiedy celowo chłodzi się gwałtownie), ich „kosmetyce” oraz konfekcjonowaniu;
Pracowałem kilka miesięcy w odlewni metali nieżelaznych (brązy, inne stopy oraz aluminium). W Lęborku jest „żeliwiak”, zwany ładniej „SPOMEL”, od kiedy w 1978 roku wygrałem konkurs na nazwę (SPOMEL to nazwa mojego autorstwa, akronim od Spółdzielnia Odlewu Metali w Lęborku). Byłem najpierw kokilarzem, potem piecowym, miałem zostać mistrzem, ale kierownik nie dopuścił mnie (po złości) do egzaminu. To dobrze, bo ostatecznie zostałem ekonomistą, a to bardziej wymagające rzemiosło, choć też wymaga rozgrzewania, przenoszenia, formowania i studzenia. Odszedłem ze spółdzielni (i aż do egzaminów na SGPiS zostałem drzewiarzem w LZPD), kiedy jej prezes (w innym wymiarze ojciec jednej z harcerek „mojej” drużyny) – odmówił poprawek w BHP, a ja jako piecowy – mimo przestrzegania norm – parzyłem sobie boleśnie ciało kroplami lepkiego płynnego metalu.
* * *
Polskę rozgrzewano kilka razy. „Piecowi” nie zawsze okazywali się fachowcami: bywało, że niedogrzano, bywało, że przegrzano.
W temperaturze właściwej Polski nie umiano podtrzymać: na każde „ciało” źle działa pulsowanie temperatury, zamęczanie substancji.
Kiedy wlewano Polskę do rozmaitych (re)form – nie zawsze efekt był oczekiwany, nie mówiąc o samym wykonaniu odlewu.
W konfekcjonowaniu jesteśmy mistrzami: nawet największy bubel potrafimy przedstawić jako „zieloną wyspę” albo jakoś tak.
* * *
Nawet jeśli data się nie zgadza (ale ja pamiętam, kiedy wręczano mi nagrodę za zwycięstwo w konkursie) – to nauki, jaki pobierają odlewnicy podczas pracy – warto zapamiętać.



Komentarze
Pokaż komentarze