5 obserwujących
48 notek
15k odsłon
  162   2

Kulisy zawodu historyka

Ale co to takiego ta historia? Czy to tylko mieszanina faktów i mitów przepuszczona przez filtr polityki, religii, literatury i filmu? Czy to rzeczywiście nauczycielka życia? Czy możemy ufać podręcznikom historii, trylogii Sienkiewicza?

Taki tytuł wygląda bardzo poważnie więc może od razu obniżmy poprzeczkę. Tu będzie raczej chodzić o moje własne doświadczenia. Czyli należałoby zacząć Ab ovo usque ad mala, fraza ta pochodzi od Horacego i nawiązuje do rzymskiej tradycji spożywania posiłków, a mówiąc prościej, należy zaczynać od początku i doprowadzić do końca, co stanowi podstawowe przykazanie każdego historyka.

Ale co to takiego ta historia? Czy to tylko mieszanina faktów i mitów przepuszczona przez filtr polityki, religii, literatury i filmu? Czy to rzeczywiście nauczycielka życia? Czy możemy ufać podręcznikom historii, trylogii Sienkiewicza? Czego tak naprawdę nauczono nas na studiach? Historia, jak napisał Waldemar Łysiak chyba we wstępie do Huraganu, to najbardziej załgana dziedzina nauki. Profesor Samsonowicz wyjaśniał nam kiedyś jak wygraliśmy bitwę pod Grunwaldem. Otóż chyba w latach 50-tych obradowała wspólna komisja historyków polskich i radzieckich. Rosjanie zgodzili się wtedy na pisanie w podręcznikach, że to Polacy wygrali bitwę pod Grunwaldem, ale postawili warunek, że strona polska uzna, że Rosjanie skolonizowali Syberię w XVI wieku. Dlaczego były wątpliwości w stosunku do Grunwaldu? Otóż Rosjanie uważali, że w oddziałach polsko-litewskich przeważający udział mieli Rusini i to oni odpowiadają za zwycięstwo. Brzmiało to jak anegdota, ale podobno to prawda. Oczywiście prawdę historyczną powinniśmy znaleźć w archiwach, ale sposób wykorzystania ich zasobów też może być tendencyjny.

Inna już, teraz naprawdę anegdota tłumaczy czym się różni socjolog od historyka – otóż socjolog to historyk, który nie potrafi wykorzystywać źródeł, a historyk to socjolog, który nie potrafi myśleć. Dodam do tego własne doświadczenie, otóż na ćwiczeniach z historii średniowiecznej postawiłem tezę, że papiestwo dążyło do objęcia swoim wpływem terytoriów należących wcześniej do imperium rzymskiego. Prowadzący ćwiczenia dr. Edward Potkowski oburzył się wtedy i zapytał – a gdzie Pan to znalazł w źródłach? Odpowiedziałem, że taki wniosek wyciągnąłem po prostu patrząc na mapę

No dobrze, zatem od początku…, czyli od studiów, jak w moim wypadku, w Instytucie Historii UW. Na pierwszy rok przyjmowano podwójną liczbę studentów. Po pierwsze nie ufano systemowi rekrutacji, który w latach 70-tch obejmował punkty za pochodzenie, po drugie chodziło o wyeliminowanie przypadkowych i protegowanych kandydatów. Był to zatem rok jak filmie Hitchcocka. Najpierw trzęsienie ziemi na lektoracie łaciny, potem atmosfera grozy stopniowo narastała, aby znaleźć swoją kumulację na egzaminie z historii starożytnej, gdzie wyroki ferowała prof. Iza Bieżuńska-Małowist… Cóż, oszczędzę szczegółów. W każdym razie na drugim roku było już ciut luźniej! Tu była jeszcze do pokonania przeszkoda w formie paleografii średniowiecznej, ale kiedy po kilku podejściach udało się wreszcie otrzymać zaliczenie ćwiczeń, to człowiek wypływał na spokojne morze. Dodam jeszcze, o ile student potrafił odpowiedzieć na egzaminie z historii średniowiecznej z jakich komponentów składała się średniowieczna cegła…

Po dwóch latach takich studiów część studentów, która przetrwała niemal stalinowskie czystki, była już strzępem nerwów i stawiała sobie pytanie, po jaką cholerę wybrała studia historyczne, które z taką wytrwałością usiłowali obrzydzić pracownicy Instytutu Historii o różnych stopniach naukowych i różnych stopniach zaawansowania psychopatii. Jeżeli ktoś jeszcze interesował się naprawdę historią, to teraz już marzył tylko aby dotrwać do końca studiów... Amatorzy zajmujący się historią zupełnie nie zdają sobie sprawy, jak wyglądało i na czym polegało wtedy wykształcenie zawodowego historyka. Czytają powieści historyczne, tworzą grupy rekonstrukcyjne i wydaje im się, jak to jest pięknie być "historykiem"i że historia to nauka życia…

Od trzeciego roku było już znacznie lepiej. Doceniano w studentach to, że przetrwali te dwa lata nie nadużywając zbyt dużej ilości środków uspokajających. Znaczy, zaczynają pasować do systemu, aby niebawem stać się jego częścią. Dbała o to pewna ilość pracowników o podwójnej przynależności instytucjonalnej… Też oszczędźmy szczegółów!

Seminaria magisterskie to odrębny rozdział. Powiedziałbym, że zaczynało być normalnie. Tu można już było wybrać swoją ulubioną epokę i zgłębiać ją pod opieką wybranego profesora. Potem tylko praca magisterska i człowiek wychodził na wolność. Nie wszyscy jednak z tego korzystali. Bowiem niektórzy tak się uzależnili od specyficznej, sadomasochistycznej atmosfery wydziału, że pozostawali na studiach doktoranckich.

Po studiach historycy zaczynali się dzielić na tych, którzy pójdą drogą naukową, pójdą do szkół uczyć innych albo potraktują studia jako ogólne wykształcenie humanistyczne i trafią do innych sektorów – najczęściej do polityki, bankowości, dziennikarstwa itp., albo tak jak mój kolega z roku, zostaną... Prezydentem RP. Zresztą, zobaczcie ilu historyków poszło do polityki i zajmuje dziś eksponowane stanowiska - premiera, szefa opozycji...

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura