6 obserwujących
78 notek
23k odsłony
  146   2

Podatki w Szwecji

Podatki w Szwecji należą do najwyższych na świecie. Teraz dochodzi do tego wysoka inflacja i podwyższenie stóp procentowych. Czy w tym kraju da się jeszcze żyć?

Szwedzki model funkcjonował dobrze przez wiele lat dzięki wysokim podatkom i powojennemu wysokiemu wzrostowi gospodarczemu. W roku 1954 socjaldemokraci nakręcili film reklamowy przeznaczony na kampanię wyborczą. Nosił on tytuł "Skattefria Andersson", czyli mniej więcej "Kowalski w kraju bez podatków". Kiedy Andersson w marzeniach nie musiał zapłacić ani jednej korony w formie podatku i mógł stać "na własnych nogach", jak domagały się tego partie prawicowe, okazało się m.in., że w kraju nie ma dróg, którymi Andersson mógłby pojechać do pracy i zarobić swoje wolne od podatku pieniądze. Jego Volvo ugrzęzło w polu , wywołując salwy śmiechu kinowej publiczności. Drogi budowane są oczywiście z pieniędzy podatników.

W tym duchu agitowano szwedzka opinię publiczna za podatkami, pytając się: "czy chcecie mieć szkoły dla swoich dzieci", wszyscy chcieli, "czy chcecie mieć służbę zdrowia", też wszyscy chcieli.

- No dobrze, a w jaki sposób mamy to sfinansować? Ponieważ jednak już "wszyscy" zgodzili się wcześniej, że chcą mięć i to i tamto, klamka jakby zapadła i pozostawało tylko zapłacenie podatku.

Podatki w Szwecji należały w tym okresie niewątpliwie do jednych z najwyższych na świecie. (I w sumie tak jest nadal). Przedsiębiorstwa płaciły do kasy państwowej 55% zysku netto, choć jednocześnie miały znaczne ulgi związane z inwestycjami. Do roku 1989 podatek od dochodów obywateli charakteryzował się wysoką progresją, co powodowało, że w pewnym momencie nie opłacało się już pracować dodatkowo. Znany ekonomista szwedzki Assar Lindbeck zwracał uwagę na negatywne aspekty takiego systemu podatkowego. Jego zdaniem drastycznie odbijał się on na sytuacji rodzin, które część swoich funkcji przekazywały instytucjom publicznym. Jednostka miała ograniczoną możliwość wpływu na swoją sytuację życiową.

Lindbeck nazywał to "wyuczoną bezradnością". Uczciwość kosztuje w takiej sytuacji bardzo drogo. Jednocześnie politycy próbowali zwalczać malejącą uczciwość społeczeństwa, rozbudowując coraz bardziej system kontrolny. Lindbeck zarzucał także socjaldemokratom ciągłe zmiany reguł gry ekonomicznej, co powodowało, że człowiek nie wiedział nigdy czy warto w danym momencie pracować, czy brać zasiłek, czy oszczędzać w banku, czy też wręcz przeciwnie - brać wysoką pożyczkę z banku na czterdzieści lat na zakup domu ponieważ są właśnie dobre możliwości potrąceń podatkowych z tytułu oprocentowania pożyczki. Zanikała motywacja do racjonalnych działań, takich jak pójście do pracy w celu zarobienia pieniędzy.

Reforma podatkowa z roku 1990 miała spowodować, że związek pomiędzy pracą a płacą pozostanie zachowany i że wszyscy będą bardziej równouprawnieni płacąc do pewnego pułapu zarobków mniej więcej jednakowy procent dochodów w formie podatku. Wynosi on dziś około 30% i jest to tzw. podatek komunalny. Powyżej pewnej granicy dochodów płaci się jeszcze
podatek na rzecz państwa. W Szwecji 85% podatników płaci tylko komunalny podatek, tzn., że ich dochody nie przekraczają pułapu, w ktorym wymierza się dodatkowo podatek państwowy. (Do tego dochodzi jeszcze niewielki podatek na rzecz Kościoła Szwedzkiego.)

Wymiar podstawy opodatkowania można oczywiście zmniejszyć, szczególnie jeżeli ktoś prowadzi własną działalność gospodarczą, za pomocą rozmaitych potrąceń uwzględniających np. dojazdy do pracy, rachunki telefonicznych w sprawach służbowych czy potrącenia 30% kosztów oprocentowania długu bankowego. Możliwości w tym zakresie jest dosyć spora, co z jednej strony znacznie komplikuje wypełnienie deklaracji, ale z drugiej daje nadzieję zwrotu nadpłaconego podatku.

Obowiązują generalnie dwa rodzaje blankietów - jeden uproszczony dla osób, w wypadku których nie ma wątpliwości jaki mają dochód i jaki zapłacą podatek. Na takim blankiecie należy tylko potwierdzić zgodność danych. Drugi blankiet przeznaczony jest dla osób o bardziej skomplikowanych dochodach i potrąceniach. (Inne blankiety obowiązują w wypadku
prowadzenia działalności gospodarczej.)

- Socjaldemokraci wprowadzając nowy system najbardziej martwili się, czy reforma rzeczywiście była sprawiedliwa i czy tym samym stanowiła "wyraz" socjaldemokratycznej polityki podziału, wspomina w swoich pamiętnikach "ojciec" reformy, ówczesny minister finansów Kjell-Olof Feldt. Wątpliwości te wynikały z faktu, że socjaldemokraci przeprowadzając reformę chcieli "przelicytować" prawicę, od lat domagającą się obniżenia podatków.

Krytycy reformy mówili, że zatracono jednak związek pomiędzy tym, co trzeba sfinansować, a tym jak to można sfinansować, uznając, trochę w duchu neoliberalnym, że jak podatki będą niższe, to ludzie będą więcej pracować i tym samym różnica w kasie państwowej się wyrówna. Liczono więc na tzw. "dynamiczny efekt", zwracając uwagę, że szczególnie ludzie z niskimi zarobkami i zatrudnieni na pół etatu będą teraz pracować więcej, bo jest to bardziej opłacalne. Inni uważali, że reforma nie sprzyja kobietom ponieważ zostaną one w pośredni sposób zmuszone do pracy w pełnym wymiarze godzin, aby sprostać wymaganiom nowego systemu podatkowego.

- Reforma podatkowa przede wszystkim nie powinna zagrozić podstaw finansowania sektora publicznego, ostrzegano. "Dynamiczny efekt" nie był jednak tak dynamiczny jak się spodziewano i w budżecie pojawiła się wkrótce "czarna dziura". Oficjalne dane mówią, że gdyby reformy nie przeprowadzono w roku 1990, to budżet w roku 1991 byłby silniejszy o 7,5 miliarda koron, w roku 1992 o 9,6 miliardów, a w roku 1993 o 10.4 miliarda. Mniej oficjalne dane mówią o stratach około 40 miliardów koron rocznie. Okazało się, że system wymaga "drobnych poprawek", co w praktyce oznaczało rezygnację z niektórych możliwości potrąceń w deklaracji oraz... nowe podatki pośrednie.

W Szwecji opodatkowano już właściwie wszystko, co można było opodatkować i to niekiedy nawet kilka razy. Benzyna tak naprawdę kosztuje około kilku koron za litr... Ściąganie pieniędzy na sfinansowanie rozmaitych projektów polega tutaj na tym, że podwyższa się tzw. punktowy podatek np. na benzynę, samochody, alkohol czy papierosy, w rezultacie czego do kasy państwowej wpływa parę miliardów.

W dniach poprzedzających ostateczny termin złożenia deklaracji spada liczba sprzedanych biletów do kin, maleje ruch na ulicach, za to apteki sprzedają większe ilości środków od bólu głowy. Księgarnie oferują informatory o aktualnych "odciągach" podatkowych, a gazety pełne są rad ekspertów, którzy kiedyś byli pracownikami ministerstwa finansów i uczestniczyli w wymyślaniu systemu podatkowego, a teraz poszli na swoje i doradzają jak go ominąć.

Wypełnianie deklaracji niekiedy odbierane jest trochę jak gra na loterii - albo wygrasz, albo przegrasz. List z urzędu podatkowego, informujący o konieczności dopłaty podatku, jest jedną z największych przykrości jakie mogę spotkać Szweda, który odczuwa to tak, jakby w tej grze zgrał się do ostatniej korony.


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale