„Statki są jak ludzie, wiecie przecież. Każdy ma własne życie i każdy inaczej umiera. Tak, przykro mi oglądać, jak toną”.
Kmdr Bernhard Rogge
R. Kochanowski, Niemieckie działania krążownicze w latach 1939 – 1942, Zabrze 2015.
„Bitwa, przerwana o godzinie 14.00, rozgorzała na nowo! Cztery bojowe ciężkie okręty spowite były znowu dymami salw i rozbłyskały raz po raz jaskrawopomarańczowymi ogniami wystrzałów. Po obu stronach poczęto notować liczne trafienia i do dymów artyleryjskich salw dołączać poczęły dymy wybuchających pocisków.
I nagle obserwatorzy obu walczących stron dostrzegli równocześnie wręcz niezwykłe w tej sytuacji zjawisko! Otóż zza horyzontu wyłonił się… duży żaglowiec idący półwiatrem pod pełnymi żaglami kursem przecinającym generalnie kursy obu walczących na śmierć i życie wrogich zespołów okrętów wojennych.
Widok ten był tak niezwykły, ozdobiona piramidą białych żagli trójmasztowa fregata tak drastycznie odstawała od stalowo-szarych kadłubów wojennych okrętów, skrytych teraz kłębami dymu i ogarniętych płomieniami raz po raz następujących po sobie salw, jak też i szalejących już pożarów, że wszyscy znajdujący się w tej chwili na odkrytych pokładach oficerowie i marynarze obu walczących stron na moment zapomnieli o toczącym się boju. Młodziutki porucznik Heinrich von Spee na pokładzie „Gneisenaua” patrzył jak urzeczony na zjawę w obłoku żagli, kontrastujących bielą z ciemnym granatem wody i błękitem bezchmurnego, rozsłonecznionego nieba”.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)