Po pierwsze, z linkowanego tu artykułu wynika, że w większości krajów europejskich nadmiarowe w strosunku do średnich wieloletnich zgony nastąpiły równocześnie z wystąpieniem maksimum notowanych nowych zakażeń i zgonów z powodu covid. Jeżeli te dane zestawi się z danymi o zgonach z Wordometers to wychodzi, że w okresach szczytów umieralności czyli póki co wiosną na zachodzie Europy a jesienią w Polsce (i Czechach) tylko około połowa zgonów została przypisana covid. Druga połowa zmarła w tym samym czasie bez wykrycia u nich zakażenia czyli albo były to były to osoby zmarłe na covid bez jego zdiagnozowana albo zmarłe na inne choroby bo zabrakło dla nich opieki. W Polsce liczba osób nadwyżkowo zmarłych w czasie jesiennej fali zakazeń, u których nie wykryto covid znacznie przewyższa liczbę mieszkańców Zakopanego, Wisły i Karpacza razem wziętych.

Stosunkowo rzadko posługuję się wykresami z Polski ponieważ z dotychczasowych wydarzeń wynika, że w dużym stopniu powtórzy się u nas to co stało się u sąsiadów więc najwiarygodniejsze ostrzeżenia nadchodzą zza granic.
Widać to kiedy przeanalizuję się udział zgonów spowodowanych przez wiosenną i jesienną falę. Na wschodzie Europy dominują zgony jesienne. Aktualnie liczby zgonów dziennie też są po naszej stronie wyższe niż na zachodzie więc na razie nic nie wskazuje aby kolejność została odwrócona.
To obala mit o "dobrym poradzeniu sobie wiosną" przez polski rząd i sąsiadów. Poradziliśmy sobie z problemem, który zaledwie nas musnął zanim przyszło lato, które mogliśmy poświęcić na wzmocnienie służby zdrowia zamiast ogłaszać zwycięstwa. Szczególnym przypadkiem są Niemcy wiosną dotknięte głównie w zachodnich landach a w Polsce na przyklad Śląsk liderujący skalą zakażeń wiosną a niewidoczny w czołówce jesienią.
Znowu spadliśmy z 86 na 87 pozycję w świecie w liczbie testów na milion.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)