Można by wysnuć superspiskową teorię, że komendant dla odwrócenia uwagi od bezczynności prezydenta i premiera w sprawie Smoleńska poświęcił się i walnął z granatnika, ale przecież ryzykowałby życie podwładnych - to przy optymistycznym założeniu, że nie walnął przez okno, aby nie trafić w ambasadę USA.
Pozostańmy więc przy faktach, ograniczając się do faktów pisowskich. "Prokuratura uznała komendanta Szymczyka za osobę pokrzywdzoną w tej sprawie”. a Mario Kamiński - ten sam, który obronił cnoty polskich krów - twierdzi, że komendant otrzymał "oficjalny prezent, który nie okazał się tym, co gospodarze powiedzieli".
Strach pomyśleć co by było gdyby gospodarze powiedzieli, że to piwo a komendant miałby prawdziwie męski zwyczaj otwierania kapsli zębami.
W każdym razie macek spisku na komendanta należy szukać na Wschodzie a do ustalenia pozostaje, jak agenci Putina byli w to zamieszani i to nie będzie łatwe. Nie jestem pierwszym, który podpowiada, że ze względu na wieloaspektowość zagadnienia powinna się tym zająć podkomisja Macierewicza.





Komentarze
Pokaż komentarze (23)