W Europie prawie nikt nie rozumie postawy pisowskiego rządu wobec reelekcji Tuska. Po rozmowie z PANEM Kaczyńskim zrozumiała to kanclerz Merkel ale wnioski do jakich musiała dojść są z katalogu psychologii i psychiatrii a nie polityki. Pisowski rząd traktuje Europę jak swój elektorat, któremu jednego dnia można mówić, że za Tuskiem będzie wysłany list gończy bo ma krew ofiar katastrofy smoleńskiej na rękach a drugiego, że tylko nie okazał się bezstronny. Kiedy politycy europejscy mają na głowie inne sprawy, nikt na to nie zwraca uwagi ale kiedy reelekcja Tuska stała się tematem dnia polityki europejskiej, to wszystko zostało pieczołowicie przeanalizowane. Obraz wyłonił się jednoznaczny - Kaczyński nie chce Tuska bo nie chce, a rząd wymyśla do tego pseudoargumentacje.
Na list PANI Szydło kanclerz Merkel odpowiedziała po raz pierwszy przez nią wyrażoną akceptacją projektu dwóch prędkości. Niemcy - niewątpliwy lider grupy pierwszej prędkości były jedynym jej przeciwnikiem. Dobrze przez Niemców oceniany Tusk wywodzi się z kraju, którego miejsce upatrywane jest w grupie drugiej prędkości. Tusk, co bardzo ważne, jest popierany przez Czechów i Słowaków a nawet Węgrów - kraje które razem z Polską weszły do UE a teraz z dużo mniej znaczących powodów niż Polska mogłyby być do drugiej prędkości wypychane partykularnymi interesami innych krajów. Powody, dla których Polska miałaby się w grupie drugiej prędkości są bardzo ważne - po pierwsze jest to zdanie Komisji Weneckiej - zresztą tylko przez Tuska powtórzone i to co w liście Szydło jest zarzutem, w oczach polityków europejskich może stać się atutem Tuska. Z tym łączy się aroganckie wystąpienie Szydło w Brukseli na temat TK i lekceważące wypowiedzi Waszczykowskiego o wizytach przedstawicieli UE w Polsce. Inny powód do tej pory związany bardziej z NATO, ale po spotkaniu w Wersalu również z UE to temat obronności. W Polsce obronnością zawiadują Macierewicz i Misiewicz znani z Caracali i Mistrali oraz Kownacki znany ze sztućców i krwi na rękach PO. Co więcej pozostają oni poza jakąkolwiek kontrolą rządu, prezydenta i samego Kaczyńskiego.
Tak więc Polska zapewniła sobie miejsce lidera w gronie kandydatów do grupy drugiej prędkości, czego najwyraźniej PANOM pisowcom mało. Dzisiaj Polska zaczęła grozić zerwaniem szczytu. Gdyby chodziło o istotny interes gospodarczy albo polityczny, takie stanowisko, nawet wbrew wszystkim pozostałym krajom byłoby jakoś zrozumiane, ponieważ unia jest związkiem opartym na wartościach, z których najważniejszą jest solidarność, choć ta w praktyce realizowana jest bardzo różnie - z reguły solidarność za solidarność. Jednakże stało się nader widoczne, że postawa pisowskiego rządu wobec Tuska nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia ani dla Polski ani dla krajów mających zbieżne z polskimi interesy. W tej sytuacji prędzej czy później rząd pisowski usłyszy w UE, że dla was jest trzecia prędkość - zerowa, ale niestety dotknie to nas wszystkich.
Bardzo ważne post scriptum.
PiS nakręca antytuskowy hejt osnuty na poparciu go przez Niemcy. No to przypomnijcie sobie - pisowscy "katolicy" - dzięki czyjemu poparciu Karol Wojtyła został Papieżem.
Drugie post scriptum.
Żadnego rządu wybranego w wyniku wyborów, w których brałem udział, nie nazwałbym nieswoim, póki ten nie złamałby konstytucji. Ten złamał, dlatego nie używam nazwy rząd polski.
Komentarze
Pokaż komentarze (4)