Co może łączyć spór sprzed sześćdziesięciu lat pomiędzy natolińczykami a puławianami z dzisiejszym sporem salonowym propisowskich blogerów o to, czy prezydent ma zainicjować dyskusję na temat sądownictwa w Polsce czy też należy wziąć społeczeństwo krótko za mordę. Bohaterowie tamtych wydarzeń odeszli, w niepamięć odeszły też nazwiska większości z nich. Ale w umysłach niektórych pozostała wizja "silnego państwa". Tych trzech panów to pieszczochy komuny.
Jarosław Kaczyński wyznał, że jako kilkunastoletni chłopiec chciał zostać premierem. Jego rówieśnicy marzyli, żeby zostać lotnikami, marynarzami, lekarzami, strażakami, inżynierami, sportowcami, aktorami a Jarek marzył, żeby zostać drugim Cyrankiewiczem.
Macierewicz pewnie wiedział, że Kaczyńskiemu potrzebna jest wiara w zamach i Kaczyński stał się zakładnikiem żądzy odwetu. Wszystkie działania PiS da się tym wytłumaczyć nawet beż szczerego wyznania Kaczyńskiego w pamiętną sejmową noc, że jego brat został zamordowany a jego celem jest zamkniecie wszystkich winnych. Kaczyński cofnąć się nie może. Nie może poprzestać na opanowaniu wymiaru sprawiedliwości, bo kiedy się zatrzyma to po pierwsze nie wyeliminuje z życia publicznego myślozbrodni, iż jego brat nie poległ w zamachu, po drugie - tak rozkręcił emocje swojego elektoratu, iż zwolnienie marszu zostanie mu poczytane jako cofanie się.
W historii cywilizacji nie zdarzyło się tak aby jakiś naród lub społeczność rozwijała się mając idiotycznie zorganizowane liczne obszary aktywności.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)