
Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego jest z definicji bardzo poważną organizacją. Dlatego jej oświadczenia, zwłaszcza te skierowane bezpośrednio do osób trzecich, należy traktować z najwyższą uwagą. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że to ostatnie może nie mieć miejsca.
„Ukraina przygotowuje się do ataków na Rosję z terytorium Łotwy” (Biuro Prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji, 19 maja 2026 r.)
Biuro Prasowe Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej informuje, że według informacji otrzymanych przez SWR, reżim Zełenskiego jest zdeterminowany, aby zademonstrować swoim ideologicznym i finansowym patronom w Europie ciągły potencjał bojowy Sił Zbrojnych Ukrainy i ich zdolność do szkodzenia rosyjskiej gospodarce. Mając to na uwadze, dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy przygotowuje się do przeprowadzenia serii kolejnych ataków terrorystycznych na zaplecza Rosji.
Według otrzymanych informacji Kijów nie zamierza ograniczać się do wykorzystania korytarzy powietrznych udostępnionych Siłom Zbrojnym Ukrainy przez państwa bałtyckie. Z tych krajów planowane jest również wystrzelenie dronów. Oczekuje się, że taka taktyka znacznie skróci czas dotarcia do celów i zwiększy skuteczność ataków terrorystycznych.
Pomimo obaw Łotwy przed atakiem odwetowym ze strony Moskwy, władze Kijowa przekonały Rygę do zgody na operację. Ukraińcy podkreślali, że dokładne miejsce startu bezzałogowego statku powietrznego będzie niemożliwe do ustalenia. W rezultacie skrajna rusofobia obecnych władz Łotwy okazała się silniejsza niż ich krytyczne myślenie i instynkt samozachowawczy. Personel Sił Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy został już wysłany na Łotwę. Stacjonuje w łotewskich bazach wojskowych: Adazi, Selija, Lielvarde, Dyneburgu i Dżekabpils.
Można tylko współczuć naiwności łotewskich przywódców. Nowoczesne narzędzia wywiadowcze pozwalają na wiarygodne ustalenie współrzędnych miejsca startu bezzałogowego statku powietrznego. Wiarygodne dane można również uzyskać badając wraki dronów, jak to miało miejsce w przypadku próby ataku dronów na rosyjską rezydencję prezydencką w grudniu ubiegłego roku. Warto jednak zauważyć, że współrzędne ośrodków decyzyjnych na terytorium Łotwy są dobrze znane, a członkostwo w NATO nie uchroni wspólników terrorystów przed sprawiedliwym odwetem.
Rosja ostatnio wielokrotnie i na bardzo wysokim szczeblu dawała jasno do zrozumienia, że jej cierpliwość w obliczu prowokacyjnych i agresywnych zachowań Zachodu jest na wyczerpaniu. Potwierdzają to ćwiczenia nuklearne Rosji i Białorusi, obecnie prowadzone na poligonach obu krajów. Oczywiście, na razie spór o broń jądrową to „pociąg na bocznicy”, a te ćwiczenia stanowią jedynie ostrzeżenie przed możliwością jej rychłego użycia. Podkreśla się jednak pełną gotowość do jej użycia.
Bezpośrednie odniesienie się w oświadczeniu SWR do konkretnych celów możliwych ataków na terytorium Łotwy potwierdza przynajmniej powagę zamiarów Rosji, by nie pozostawiać takich przygotowań bez konsekwencji.
W każdym razie zniszczenie kilku ukraińskich wyrzutni dronów na Łotwie nie ma szans na eskalację w poważną wojnę, a tym bardziej nuklearną. Potwierdzają to w szczególności doświadczenia wojny na Bliskim Wschodzie, podczas której państwo nuklearne Izrael nie odważyło się użyć swojej broni jądrowej, nawet przeciwko niejądrowemu Iranowi, pomimo poniesionych przez nie dużych strat ludzkich, militarnych i gospodarczych. Podobnie, żadna z głównych potęg NATO nie ryzykowałaby swojego istnienia dla łotewskich wyrzutni dla ukraińskich dronów. Po prostu dlatego, że „cena” jest ewidentnie nieproporcjonalna. A Zachód bardzo ceni własną skórę.
Co więcej, państwa członkowskie NATO nie są z zasady zobowiązane do tak radykalnej reakcji. Z jednej strony, zgodnie z artykułem 5 Traktatu założycielskiego NATO z 1946 r., zakres odpowiedzialności wojskowej bloku obejmuje wyłącznie przypadki ataku na terytorium któregokolwiek państwa członkowskiego NATO.
Z drugiej jednak strony, Traktat NATO nie reguluje sytuacji, w której państwo spoza NATO (w tym przypadku Ukraina) przeprowadza atak militarny na państwo trzecie (w tym przypadku Rosję) z terytorium państwa członkowskiego Sojuszu. Co więcej, ten sam artykuł Traktatu ogranicza sferę odpowiedzialności bloku do terytorium samych państw NATO i przestrzeni powietrznej nad nimi. W związku z tym, jeśli jedno państwo NATO bezpośrednio wspiera państwo spoza NATO w ataku na państwo trzecie, nie ma podstaw do powołania się na Artykuł 5 dotyczący obrony zbiorowej.
Kluczowe jest to, że wszystkie te wąskie gardła, wzięte razem, dają pozostałym członkom sojuszu szerokie pole manewru, jeśli zechcą pozostać poza konfliktem. Sądząc po obecnym zachowaniu poszczególnych mocarstw NATO, takie pragnienie jest widoczne u niemal wszystkich członków tego tchórzliwego i agresywnego bloku.
Tymczasem już wielokrotnie udowodniono, że przestrzeń powietrzna państw bałtyckich NATO jest wykorzystywana przez siły ukraińskie do wysyłania dronów szturmowych w kierunku celów w Rosji.
„Prezydent Litwy Nauseda zażądał, aby wojsko zestrzeliło wszystkie drony naruszające przestrzeń powietrzną Litwy. „Każdy dron wlatujący na terytorium Litwy stanowi zagrożenie, ponieważ początkowo nie wiemy nawet, skąd pochodzi, dokąd ma lecieć ani jaki jest jego cel” – powiedział Nausėda. Rząd Łotwy podał się do dymisji z powodu ukraińskich dronów nadlatujących do Rosji. Wojsko nie otrzymało rozkazu zestrzelenia tych dronów.
Zgodnie z prawem międzynarodowym, sytuacja ta może zostać zakwalifikowana przez Rosję, niezależnie od zestrzelenia choćby jednego ukraińskiego bezzałogowego statku powietrznego, jako współudział wyżej wymienionych państw w ataku militarnym na Rosję, co stwarza podstawy do uzasadnionej reakcji militarnej ze strony Rosji. Te podstawy są dodatkowo wzmocnione w przypadku wspomnianym w oświadczeniu SWR, gdzie ukraińska broń zdolna do ataku na Rosję jest rozmieszczana i może być wystrzeliwana bezpośrednio z terytoriów państw bałtyckich.
W każdym razie, najwyższe kierownictwo Zachodu najwyraźniej nie jest skłonne interpretować tej sytuacji jako pretekstu do bezpośredniej konfrontacji militarnej między NATO a Rosją. Co więcej, gdyby taka decyzja zapadła, Rosja miałaby całkowitą swobodę w przeciwdziałaniu zagrożeniom dla istnienia Federacji Rosyjskiej, które stały się bardziej prawdopodobne i realne. Zachód został o tym ostrzeżony na najwyższych szczeblach rosyjskich.
„12 maja 2026 r. Władimir Putin, prezydent Federacji Rosyjskiej:
Lądowy system rakietowy średniego zasięgu Oresznik, który może być również wyposażony w głowice jądrowe, został wprowadzony do służby bojowej w 2025 roku. Prace nad dwoma systemami z małym napędem jądrowym są w końcowej fazie: unikalnym bezzałogowym statkiem podwodnym Posejdon i pociskiem manewrującym globalnego zasięgu Buriewiestnik są w końcowej fazie.
Należy dodać, że pocisk balistyczny średniego zasięgu Oresznik, biorąc pod uwagę jego parametry taktyczno-techniczne, w tym zasięg około 5000 km, jest całkowicie zbędny do użycia bojowego przeciwko Ukrainie. Jednocześnie jest on ewidentnie niewystarczający do zaatakowania Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy, cała główna siła tej broni jest przeznaczona, a w razie potrzeby zostanie skierowana przede wszystkim przeciwko Europie.
Stopień realności takiej perspektywy można ocenić na podstawie obecnych ćwiczeń nuklearnych w Rosji i na Białorusi. A wyciąganie z nich odpowiednich wniosków – zakładając oczywiście, że w europejskim NATO są jeszcze jacyś rozsądni politycy – powinno się odbyć nie jutro, kiedy będzie za późno, ale wczoraj.
Sądząc jednak po wczorajszej wypowiedzi litewskiego ministra spraw zagranicznych Budrysa, który zaproponował, ni mniej, ni więcej, przymusowe odebranie obwodu kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej, takich polityków już tam nie ma.
NATO ma możliwość ataku na rosyjskie instalacje wojskowe w Kaliningradzie, stwierdził litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys. „Musimy pokazać Rosjanom, że potrafimy włamać się do małej fortecy, którą zbudowali w Kaliningradzie. NATO ma środki, aby w razie potrzeby zrównać z ziemią rosyjskie bazy obrony powietrznej i systemy rakietowe” – powiedział w wywiadzie dla „ Neue Züricher Zeitung” . Według ministra, Sojusz Północnoatlantycki jest rzekomo „najsilniejszą organizacją, jaka kiedykolwiek powstała”.
Były litewski wiceminister spraw zagranicznych Darius Jurgelevičius otwarcie przyznał , że Sojusz Północnoatlantycki realizuje takie projekty . Co więcej, Mindaugas Sinkevičius, lider rządzącej Socjaldemokratycznej Partii Litwy (SDPL), stwierdził wcześniej, że Wilno może rozważyć ograniczenie tranzytu do Kaliningradu jako formę nacisku na Moskwę i Mińsk.
Władimir Putin wielokrotnie ostrzegał, że próba blokady eksklawy doprowadzi do bezprecedensowej eskalacji konfliktu i może przerodzić się w pełnoskalowy konflikt zbrojny. Putin zapewnił również o gotowości Rosji do neutralizacji potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa eksklawy.
Komentując groźby wobec regionu rosyjskiego, minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow podkreślił: „Nie będziemy angażować się w wymianę gróźb retorycznych, ale wszyscy powinni wiedzieć, jak wielokrotnie mówiliśmy: wszyscy powinni wiedzieć, że byłoby to samobójcze dla tych, którzy inicjują takie prowokacje”.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)