Jest rzeczą nieslychanie arogancką stanowisko Donalda Tuska, że premier nie jest od tego aby ustrzec Polaków przed skutkami Amber Gold, tym bardziej że w sprawie bral udzial jego syn. Taki premier Polsce nie jest potrzebny i nie pomoże tu zadne bajanie o liberalnej postawie państwa.
z wywiadu - z prof. Krzysztofem Rybińskim, rozmawia Jacek Nizinkiewicz.
"- Donald Tusk stwierdził m.in., że państwo nie jest od tego, by ograniczać obywatelom możliwość podejmowania ryzyka, np. lokowania pieniędzy w tak niepewnych instytucjach. Czy premier mógł i powinien był ustrzec Polaków przed skutkami Amber Gold?
- Jeżeli po ulicy biega wariat z kijem bejsbolowym i nokautuje nim przechodniów, to wówczas możliwe są dwa rozwiązania. Albo przechodnie sami sobie poradzą, albo odpowiednie służby zareagują. Ja bym wolał, żeby policja pojmała albo zabiła bandytę. I nie znam polityka, który postulowałby, żeby obywatele sami sobie radzili w tej sytuacji, na przykład unikając chodzenia taką ulicą, albo organizując lincz. W przypadku oszustw finansowych powinno się stosować podobną interpretację. Tym bardziej, że liczba urzędników w administracji publicznej, która w 1990 roku wynosiła 158 tysięcy, teraz wynosi prawie 500 tysięcy. Ci urzędnicy kontrolują, analizują, badają, sprawdzają. Skoro tylu ich mamy, to powinni zauważyć, że powstaje piramida finansowa. I podjąć odpowiednie działania. Problem polega na tym, że w Polsce mamy administrację silosową. Więc dany urzędnik robi coś na swoim odcinku, i to niekoniecznie powoduje, że inny urzędnik też zrobi to co powinien, na innym odcinku. Gdybym był senatorem, to jako osoba znająca się na finansach z pewnością, z mocy pełnionej funkcji publicznej, formułowałbym publiczne ostrzeżenia przed Amber Gold. Ale przegrałem zeszłoroczne wybory na warszawskiej Pradze, więc jako osoba prywatna ostrzegałem pytających mnie znajomych i mówiłem, żeby omijali tę firmę szerokim łukiem"




Komentarze
Pokaż komentarze (2)