Niedawno Janusz Palikot jeszcze w PO i w komisji Przyjazne Państwo wnioskował początkowo, aby b. prezydenci otrzymywali taką samą pensję jak urzędujący prezydent, Lech Kaczyński. Był to oczywiście jeden z przyjaznych gestów błazeństwa i kpin wobec Lecha Kaczyńskiego.
"Zadbajmy o naszych byłych prezydentów. Mamy trzech b. prezydentów, którym się należą te świadczenia. Na litość boską, powinniśmy się szanować. I tak wynagrodzenie podstawowe, jakie otrzymuje urzędujący prezydent, jest skandalicznie niskie, jest jednym z najniższych wynagrodzeń w UE - przekonywał Palikot w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie."
"Lech Wałęsa, w programie WSTAJESZ I WIESZ wyznał, że otrzymuje jako były prezydent około 4 tysięcy złotych. Samo utrzymanie domu kosztuje go blisko 6 tysięcy!" Nie wliczam w to ubrań czy wyjazdów. "To wszystko naprawdę kosztuje - mówił były prezydent."
W roku 2010 kiedy Palikot zabiegał o podwyżkę dla Lecha, Lech oczywiście musiał dorabiać aby się utrzymać.
Kilka dni temu dowiedzieliśmy z " Faktu", że biedny b.prezydent ma swój cennik. Skromne stawki, które zapewne stosuje od lat i jak to w kapitalizmie popyt kształtuje cenę, na takie stawki musi znajdować kupców.
Cennik Lecha Wałęsy według "Faktu":
Rejs po zatoce Gdańskiej - 48 tys. zł
Śniadanie z prezydentem - 60 tys. zł
Prawa do filmu o sobie - 3,2 mln zł
Cykl miniwykładów - 100 tys. zł
Wykład zagraniczny - 82 tys. zł
Cóż znaczy taka marna pensja prezydenta /Lech Kaczyński, otrzymywał on wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 12 365,22 zł brutto oraz dodatek funkcyjny w wysokości 5 299,38 zł i dodatek za wysługę lat, w sumie 20 137,64zł brutto/ wobec jednego wykładu Wałęsy za 82 tys zł.
Szkoda, że my bogaci podatnicy zielonej wyspy nie wykreowaliśmy na wniosek Palikota podwyżki dla Wałęsy, miałby te 20 tys zł, na napiwki na Florydzie dla basenowego.
Tacy to Polacy są skąpi?




Komentarze
Pokaż komentarze