Od czasów Soboru Watykańskiego II minęło już ponad 50 lat. Wydarzenie to diametralnie zmieniło oblicze Kościoła Katolickiego. Począwszy od zmian w liturgii, praktycznego wycofania łaciny i tzw. Mszy Trydenckiej, przebudowie prezbiteriów i kościołów, wprowadzenia języków narodowych i otwarcia na popkulturę (gitary, katolicki rock, rap, .etc) poprzez szeroko promowany ekumenizm wobec wspólnot prawosławnych i protestanckich, szukanie punktów wspólnych. Do tego dialog z innymi religiami, ze szczególnymi wyrazami czułości wobec Żydów i muzułmanów (cóż bez wzajemności) nabierający czasem komicznych, a czasem wręcz bluźnierczych form. Gdy dodamy do tego zamieszanie w kwestiach doktrynalnych jak choćby ostatnie Synody i encyklikę Amoris Laetitia, w której papież Franciszek dopuszcza możliwość przyjmowania Ciała Chrystusa przez będących w permanentnym grzechu ciężkim, mamy obraz totalnego wręcz zamieszania, kryzysu i niepewności.
Co najciekawsze, cały ten proces firmowany był nie przez jakichś bezimiennych modernistów czy progresistów, tylko przez takich gigantów intelektu jak choćby papież Jan Paweł II. Jego następca Benedykt XVI nieśmiało zauważał potrzebę powrotu do Tradycji, co wyraził w Motu Proprio Summorum Pontificum uwalniającym Mszę Trydencką, ale generalnie nie odszedł od posoborowej „hermeneutyki ciągłości”. Jeśli przyjrzymy się papieżowi Franciszkowi i jego działaniom to wydaje się, że to człowiek całkowicie bezkrytyczny i zachwycony zmianami w Kościele jakie zaszły w czasie ostatnich 5 dekad. O jego stylu, dokonaniach i osiągnięciach nie będę pisał bo powstają całe księgi na ten temat, a i istotą tego artykułu nie jest osoba papieża z Argentyny rodem.
Wracając do Kościoła to wydaje się, że wszystkie te sprawy o których wspomniałem, jak i cała masa innych, dodając do tego spotkania międzyreligijne, konferencje, wykłady, dyskusje, itd. przysłoniły jakoś Pana Boga i fakt, że głównym zadaniem Kościoła jest troska o dusze i zbawienie jego wiernych. Oczywiście, można rzec, że w Polsce jest inaczej bo mamy pełne kościoły (oby jak najdłużej), wielkie kolejki do spowiedzi, różaniec w październiku, litanie w maju i w czerwcu; generalnie z frekwencją i uczestnictwem w nabożeństwach nie jest źle. Tyle, że zawdzięczamy to głównie prymasowi kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, hamulcowemu posoborowych zmian dzięki któremu na szczęście w Polsce jest relatywnie dobrze jeśli chodzi o wiarę.
Efekty Soboru widać choćby w Niemczech; trudno tam trafić na kościół w którym można się wyspowiadać, prawie zawsze trzeba prosić o to księdza. Nie ma mowy o tradycyjnych modlitwach jak litanie, procesje czy modlitwa przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Czasem odmawiany jest różaniec. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale można odnieść wrażenie że choćby w Niemczech Kościół zajmuje się wieloma sprawami jak choćby islamskimi imigrantami i dialogiem, a troska o dusze wiernych jest na szarym końcu jego zadań.
W całej Europie radykalnie spadła liczba wiernych, seminaria świecą pustkami, nie mówiąc o zakonach. W rzeczonych Niemczech Msza Święta przypomina kiepski kabaret, tak że człowiek przestaje się dziwić czemu ludzie nie przychodzą do kościoła skoro ma się wrażenie uczestnictwa w jawnej profanacji. Widać na każdym kroku, że za kilka, kilkanaście lat chyba nikt nie będzie chodził na Msze Święte, a kościoły przerobią na dyskoteki.
Tutaj powoli zbliżam się do konkluzji. Dlaczego nikt z szacownych biskupów, teologów czy innych wpływowych person nie porusza tego problemu? Problemu całościowego, problemu katastrofalnych skutków zmian po Soborze Watykańskim II. W Polsce wygląda na to, że wszyscy hierarchowie udają, a może szczerze w to wierzą, że nie ma innej drogi dla Kościoła niż dalsze wcielanie w życie rzeczonych zmian. Tyle, że widząc skutki jakie to przyniosło na Zachodzie? Refleksja na ten temat musi przyjść każdemu kto ma choć trochę oleju w głowie. Czyżby biskupi byli niezdolni do myślenia i rozumowania? Owszem, można podejrzewać że część wpływowych osób jest agenturą masonerii, lewicy czy innych homolobby, ale czy mieliby już takie wpływy? Może po prostu wygodnie jest milczeć? W każdym razie widząc skutki posoborowej „Wiosny Kościoła” nie mogę przestać się dziwić, że polscy biskupi nie dostrzegają problemu i nie dyskutują o nim głośno i otwarcie.
Źródła:
TVP
Doświadczenia i wiedza własna
Amoris Laetitia Papież Franciszek
Summorum Pontificum Papież Benedykt XVI




Komentarze
Pokaż komentarze (16)