Po ostatnim występie księdza Jacka Międlara w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” powróciła dyskusja na temat niepokornego kapłana i jego nieposłuszeństwa wobec przełożonych. Warto przypomnieć, że ks. Międlar wystąpił z macierzystego zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, a wcześniej wielokrotnie nie stosował się do zakazu wystąpień publicznych. Jego praca miała być ograniczona tylko do sprawowania Mszy Świętej i posługi w konfesjonale w tarnowskim kościele Świętej Rodziny, w którym pracują księża misjonarze. Ks. Jacek nie zgodził się na takie ograniczenie i zdecydował się na dramatyczny krok opuszczenia zgromadzenia i dalszych występów w mediach czego pokłosiem jest jego udział w ostatnim programie red. Pospieszalskiego.
Abstrahując od braku jakichkolwiek elementów stroju kapłańskiego (koloratka, sutanna) i dość mało wyważonych wypowiedzi na antenie takich jak stwierdzenia o lobby homoseksualnym rządzącym diecezją sosnowiecką czy nadużywania zaimków osobowych (ja, mnie, mój, moje, etc.) warto zastanowić się nad przyczynami takiego zachowania młodego i gorliwego duszpasterza. Jako kapelan środowiska kibicowsko-narodowego we Wrocławiu wykazywał się dużymi sukcesami duszpasterskimi i bezkompromisowym głoszeniem Ewangelii i prawdy będąc atakowanym przez media z antypolską i antykościelną „Gazetą Wyborczą” na czele. Apogeum ataku nastąpiło po kazaniu w białostockiej katedrze na Mszy Świętej z udziałem Obozu Narodowo-Radykalnego, z którym ksiądz mocno sympatyzuje. Padły, słowa o dominacji Żydów w globalnej finansjerze i wpływie masonerii na obecne społeczeństwo. Została zawiadomiona prokuratura, która przed paroma dniami nie dopatrzyła się żadnych elementów nawoływania do nienawiści czy antysemityzmu.
Wydaje się, że przełożeni księdza Międlara podjęli decyzję o zamknięciu młodemu kapłanowi ust pod naciskiem liberalno-lewicowych mediów. To chyba najbardziej sfrustrowało gorliwego księdza i sprawiło, że nie stosował się do zakazów przełożonych. Jak cały czas twierdzi, przełożeni nie pozwalają mu głosić prawdy i jeśli przysłuchać się uważnie jego kazaniom to ma dużo racji w tym stwierdzeniu. Osobną kwestią jest powszechna uległość polskiego Kościoła wobec nacisków mediów i unikanie drażliwych tematów. Warto wspomnieć zakaz wypowiedzi i publikacji dla księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który w 2007 roku postulował temat lustracji i ujawnienia tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa wśród duchowieństwa. Od lat zakaz głoszenia kazań na terenie diecezji warszawskiej ma ksiądz Stanisław Małkowski, przyjaciel bestialsko zamordowanego bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Dodatkowo, po wsparciu ludzi modlących się pod krzyżem ustawionym na Krakowskim Przedmieściu kardynał Kazimierz Nycz odebrał mu posługę w warszawskim hospicjum Res Sacra Miser. Kapłan ten nie boi się poruszać tematów drażliwych, takich jak piętnowanie przyjmowania Komunii Świętej przez polityków PO w tym byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego popierającego chociażby zapłodnienie in-vitro czy dążenie do odkrycia prawdy o zabójstwie swojego przyjaciela bł. Księdza Jerzego na co z agresją reagują inni duchowni jak choćby postulator procesu beatyfikacyjnego ojciec Gabriel Bartoszewski.
Oczywiście można usłyszeć głosy, że księdzu Jackowi uderzyła woda sodowa do głowy i stał się kimś w rodzaju księdza Wojciecha Lemańskiego usuniętego z parafii przez arcybiskupa Henryka Hosera. Tyle, że ksiądz Lemański publicznie negował nauczanie Kościoła na temat na przykład zapłodnienia in-vitro i hołubiony był przez wspomnianą wcześniej „Gazetę Wyborczą” za medialne przepychanki z własnym biskupem i jawny filosemityzm. Inny bywalec mediów ksiądz Kazimierz Sowa był całe lata niemal politykiem Platformy Obywatelskiej popierającej wspomniane wcześniej in-vitro, wprowadzającej ideologię gender do szkół czy mordercze tabletki wczesnoporonne „dzień po”. Nikt nie zakazał księdzu Sowie brylowania w mediach i wizyt choćby w TVN 24.
Wielu komentatorów związanych z Kościołem w czambuł potępiło już ks. Jacka poprzez jego nieposłuszeństwo przełożonym. Od razu padają przykłady świętego Ojca Pio i św. Faustyny, którzy posłuszni swoim przełożonym podporządkowali się ich decyzjom bez dyskusji. Tyle, że kontekst obojga postaci jest zgoła inny. Mamy do czynienia z sytuacją, w której przełożeni ewidentnie ulegli naciskom mediów, polski Kościół nigdy nie był oczyszczony z agentury SB czy WSI, poza tym zabranianie głoszenia prawdy w zamian za poprawnie polityczną papkę jest działaniem niezgodnym z Ewangelią i nauką Kościoła. Według mnie nie można bezgranicznie stwierdzać „ksiądz zawsze musi zachowywać posłuszeństwo”. Posłuszeństwo nie jest żadnym bożkiem, a jedynie regułą która nie zawsze działa. Ksiądz i każdy katolik ma obowiązek nieposłuszeństwa jeśli prawo, przełożeni czy ktokolwiek nakazują bądź naciskają na popełnienie grzechu czy działań przeciw nauce Kościoła. Tak pewnie rozumuje ksiądz Jacek Międlar i w takiej sytuacji można zrozumieć jego obecną postawę.
Źródła:
TVP 1
TVP INFO
http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ks-zaleski-ma-zakaz-wypowiedzi-dla-mediow
https://www.youtube.com/watch?v=w38FuTiAtT0




Komentarze
Pokaż komentarze (2)