W tom bezpticzu i żopy nietu.
Łabendź nie wielbłąd, ale niech pije za swoje.
11 obserwujących
288 notek
82k odsłony
178 odsłon

Daj mi obrazki, ja ci dam wojnę; czyli ciągle ktoś napastuje senioritę Cisneros.

Wykop Skomentuj1

Seria nieszczęśliwych zdarzeń, jakie dotykają od kilku tygodni reporterów Gazety Wyborczej (nie wywołując jednak u żadnego z nich rozstroju zdrowia powyżej dni siedmiu) nasunęła mi na myśl historię z lat, kiedy zaangażowane społecznie dziennikarstwo dopiero raczkowało. Nie mając jednak odpowiedniej wiedzy o dziejach tego szlachetnego fachu musiałem sięgnąć do cudzego artykułu, którego fragmenty, zgodnie z prawem cytatu, zamieszczam poniżej.

Enjoy, folks!


Hearst miał jednak ambicje daleko wykraczające poza sprzedawanie ludziom tanich, często wyssanych z palca kiczowatych opowieści, chciał kształtować rzeczywistość. Świetną okazją ku temu był zaostrzający się konflikt z Hiszpanią dotyczący powstania na Kubie. Amerykańska opinia publiczna od początku była po stronie rebeliantów. Szczególne emocje budziły represyjne metody Hiszpanów, w tym powstałe w 1896 roku obozy koncentracyjne. Coraz większa część opinii publicznej uważała, że Stany Zjednoczone powinny wypowiedzieć wojnę Hiszpanii i wyzwolić Kubę.

Hearst zwietrzył swoją szansę, pisał: Podoba mi się idea wojny, nie wojny wielkiej, ale takiej, dzięki której można podtrzymać zainteresowanie czytelników. Nie wahał się ostro zaatakować prezydenta McKinleya, który forsował pokojowe załatwienie sprawy. W "Journalu" ukazał się artykuł o krzykliwym tytule: McKinley i rząd Wall Street gotowi są wyprzedać resztę honoru narodowego!

Hearst sam objął kierownictwo redakcji. Kazał przedstawiać sobie wszystkie, nawet najmniejsze informacje związane z Kubom i decydował o tym w jaki sposób należy je podawać. Do Hawany wysłał reportera i artystę Frederica Remingtona z poleceniem relacjonowania i rysowania okropieństw wojny. Gdy ten przysłał telegram, że nie było żadnych okrucieństw ani wojny i że wraca do domu, Hearst kazał mu zostać na miejscu i napisał: Ty dostarczysz rysunków, a ja dostarczę wojnę. Uważał, że uda mu się pokonać Pulitzera tylko wtedy, gdy wybuchnie wojna.

W styczniu 1898 roku prezydent William McKinley skierował na Kubę krążownik USS Maine. Przez kilka tygodni nic się nie działo, aż w końcu 15 lutego okręt wyleciał w powietrze, a 266 członków załogi zginęło. Najprawdopodobniej był to wypadek ale dla Hearsta stanowił idealny pretekst do otwartego nawoływania do wojny na łamach swojej gazety. Ukazywały się wielkie nagłówki typu: Czy Hiszpańscy podludzie są mordercami?!, a gdy w kwietniu wybuchła wojna Hearst napisał: Potęga gazety jest największą siłą cywilizacji! Gazety decydują o ustawodawstwie i czuwają nad nim! Wypowiadają wojny! Gazety kontrolują naród, gdyż reprezentują lud! Hearst chciał nawet wystawić pułk wojska ale McKinley nie przyjął oferty. 

Żeby być bliżej wydarzeń udał się na swoim jachcie z armią pisarzy, artystów i fotografów na front. W okresie wojny "Journal" osiągnął 1,5 miliona egzemplarzy. Jednak zyski wcale nie były duże. Nastąpił spadek liczby ogłoszeń, a koszty korespondencji wojennej były ogromne. Koszty reportaży w ciągu 6 miesięcy wojny wynosiły 3 tyś. dolarów dziennie. Do tego liczba wydań jednego dnia dochodziła nieraz do czterdziestu . Mimo częściowych niepowodzeń w postaci aresztowania trzech korespondentów Hearsta za próbę zorganizowania rzezi jeńców amerykańskich poprzez podjudzanie Hiszpanów to Hearstowi udało się zakończyć epizod wojny z Hiszpanią prawdziwą sensacją. Jako jedyny dziennik zamieścił pełny tekst układu pokojowego z Hiszpanią z 10 grudnia 1898 roku za sprawą jednego ze swoich agentów, który zdołał wykraść jego tekst w Paryżu gdzie toczyły się rozmowy pokojowe. 

Jeszcze nie przycichły echa wojny, a już wybuchł następny skandal. Prezydent McKinley został zamordowany w zamachu przez anarchistę Czołkosza. W kieszeni zamachowca znaleziono wycinki z gazet Hearsta podburzających przeciw prezydentowi. Konflikt na linii Hearst- McKinley prócz polityki względem Kuby narastał w związku ze sprawą stosunku do imperium brytyjskiego. Hearst prowadził politykę antybrytyjską ponieważ rywalizował z Anglikami na rynku górnictwa miedziowego w Ameryce Południowej. Miał także inne niż McKinley zdanie w sprawie planowanego Kanału Panamskiego. Na łamach swoich gazet prowadził brutalną kampanię przeciwko prezydentowi. W jednym z tekstów pojawiło się nawet zdanie: Jeśli złych ludzi można się pozbyć tylko zabijając ich, to trzeba to uczynić.

Śmiertelna kula dosięgła prezydenta 6 marca 1901 roku gdy zwiedzał wystawę panamerykańską w Bufflo. Hearsta uznano za moralnie odpowiedzialnego za zamach ale on i tak triumfował. W trzy dni po zamachu w redakcji "Journal" pojawił się nieznajomy, który "przypadkowo" sfotografował scenę zamachu. Ponieważ było nieostre zapłacono mu za nie tylko 5 dolarów, ale zostało opublikowane w nakładzie 1 miliona egzemplarzy.

źródło: https://reporterzy.info/349,william-randolph-hearst---tworca-czwartej-wladzy.html

Pisownia, gramatyka oraz interpunkcja oryginalne, pozwoliłem sobie jedynie nanieść wytłuszczenie na niektóre partie tekstu.

A kim jest wciąż i wciąż napastowana seniorta Cisneros? Doczytacie sobie.


# na ten sznurek Burek skacze: podże gacze, podże gacze


Za zmiany w tytule i treści tekstu dokonane przez administrację nie biorę odpowiedzialności.






Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale