Jak pamiętamy, kastraci głównego ścieku związków zawodowych, w zamian za iluzoryczną wizję jakichś tam socjalnych korzyści dla Funkcjonariuszy, uroczyście wyrzekli się prawa do protestów na przyszłość. Kuźwa, upodlenie większe, niż dla elektora w czasie Hołdu Pruskiego.
Obietnic rząd nie spełnił i nie zanosi się na to, aby kiedykolwiek miał łaskawy kaprys w ogóle sobie o nich przypomnieć. Lub PRZYPOMNĄĆ, jak mawia pewien boss.
Rząd ma w dupie, a związki w dupie się znalazły, odarte z jedynego skutecznego instrumentu nacisku. No bo co komu po flagach na budynkach i proporczykach na dyliżansach? Ładna oprawa w randze atrapy.
Jest jednak mała szczelina w murze niemożności. W tym imposybilizmie. Niechlubną deklarację złożyli określeni sygnatariusze. Jeśli oni spadną z rowerka, ich następcy będą mieli wolną rękę. Istnieje także wariant alternatywny, w wypadku, gdyby dupska wielmożów okazały się przytwierdzone zbyt solidnym spawem. Otóż są inne, nowe organizacje związkowe, których dotąd nikt do żadnych uzgodnień w kwestii praw i należności socjalnych Funkcjonariuszy nie zapraszał. Dla ówczesnego wiceministra Wąsika one były powietrzem.
Te organizacje mają czystą kartę, nic im rąk nie wiąże.
Problem jak zawsze dotyczy frekwencji. Decydującym czynnikiem przesądzającym o skuteczności mundurowych protestów jest ich masowość. Jeśli związek zawodowy liczy 5000 zrzeszonych, a liczebność podjętego protestu ograniczy się wyłącznie do tej liczby, z zadymą nie ma co startować.
Jednak jeśli z hasłami protestu, tego zainicjowanego przez mniejszy związek, utożsamią się masy mundurowego proletariatu, które olały macherów i analfabetów z central własnych związków i które ponad organizacyjnymi podziałami wspólnie wywrócą stolik, to wrota w murze niemożności otworzą się na oścież.
Myślcie, Ludzie, myślcie. Przypomnijcie sobie Psią Grypę 2018. Wespnijcie się znowu nad pułap syfu w swoich jednostkach. Dostrzeżcie innych, którzy tak jak Wy, mają już tego dość!
I dajcie znać do MDR, podziałamy.


Komentarze
Pokaż komentarze