Obce, czyli nie moje. Nie moje, czyli domyślnie złe. Obce powinno tu znaczyć więc złe, a 'dobre' wtedy byłyby tylko 'moje' media. Redukując to dalej, moglibyśmy uznać, że taki apostoł - będący oczywiście też medium - obwieszczający światu prawdę o "obcych mediach" za jedyne dobre medium uznaje samego siebie.
I praktyka uznać to pozwala, bowiem terminem tym posługują się najczęściej ci, którzy do "swoich" mediów przyznają się bardzo niechętnie. Albo jest to więc wstyd, albo przeogromna duma z bycia tak niezależnym, niekoniunkturalnym i mądrym, że obywającym się bez opinii innych.
Kto chce, ten oczywiście wie, że termin ten jest ze słownika demagogów i populistów. Tak jak i wie, że demagog nie po to jest demagogiem, by coś wiedzieć, ale wyłącznie po to, by inni wiedzieli to, co on im z autorytetu "swoich mediów" obwieszcza.
Podobnie jest z "łżeelitami". Elitą wtedy jest tylko ten, który wypowiada tę magiczną formułkę. Ci, co aktualnie za nim idą, elitą już niestety być nie mogą...
Dlaczego piszę rzeczy tak proste i oczywiste? Chyba tylko dlatego, żeby sobie z mocy własnego autorytetu napisać, że człowiek, który wymyślił termin"łżeelity" jest zwykłym cymbałem. I oszustem.
Czy jestem w tym co napisałem demagogiem?
https://wyborcza.pl/1,75968,20104602,pis-trybunal-i-paradoks-klamcy.html




Komentarze
Pokaż komentarze (26)