Kompletnie nie rozumiem, dlaczego dobroczyńcy od "Antonowa" mieliby przedstawiać jakiekolwiek certyfikaty. Przecież skoro rząd zarządził, że w narodowej walce z koronawirusem można używać szalików i samoróbek, to co zmienią jakiekolwiek certyfikaty na niewielki ułamek sprzętu ochrony osobistej.
W związku z tym nie rozumiem też brnięcia dobroczyńców w udowadnianie certyfikacji sprzętu. Nie mamy żadnych certyfikatów i na drzewo, formaliści. My tu z poświęceniem robimy wielogodzinne sesje fotograficzne na tle ruskiego samolotu, a wy metr wgłąb kopiecie. Po co? W czyim interesie?
Fot. Adam Guz/KPRM
Rząd PiS zapowiada jeszcze co najmniej pięć Antonowów towaru z włoskimi certyfikatami. I ze środkami ochrony osobistej. Czy trzeba koniecznie jedno z drugim łączyć? Są maseczki i są certyfikaty. Reszta to tajemnica handlowa.
Możliwe, że mogłoby to być ważne w przypadku ewentualnego sądzenia się zarażonego personelu. Ale jak taki jeden z drugim udowodni, że zaraził się z powodu niecertyfikowanego sprzętu, którego i tak jest zaledwie ułamek potrzebnego?




Komentarze
Pokaż komentarze (11)