Ani się obejrzeliśmy, a niezapraszani katoliccy afilianci na tyle zagnieździli się w naszych łóżkach, że teraz pieprzą coś o jakimś rzekomo cennym aborcyjnym kompromisie. Przestraszyła ich wysmażona specjalnie dla pana Jarka przez mgr Przyłębską potrawka z polskich macic.
Ale co ich w ogóle aborcja obchodzi? Tym bardziej cudza. Co oni w ogóle robią w naszych łóżkach? Jakim prawem brandzlują się w naszych łóżkach swoimi urojeniami?
Uporządkujmy więc sprawę od początku. Rzekomy kompromis, którego teraz w przypływie obawy przed nieuchronnym wahadłem ci nieco mniej radykalni obrońcy cudzych plemników bronią, jest tylko i wyłącznie kompromisem polityków.
A jeszcze ściślej, kompromisem prawicowych fanatyków, że onegdaj dozwolili masie rozrodczej na małe co nieco. A dozwolili przecież tylko dlatego, że więcej zakazać wtedy po prostu nie mogli. Liberalna lewica utrudniała. Tylko tyle w tym kościelnym kraju mogła. Gdzie tu więc jakikolwiek aborcyjny kompromis? Polityczny owszem. Ale to dwa kompletnie różne porządki.
Obecnie ci sami politycy, z naszych łóżek przepełzli do naszych kobiet macic. Wysłuchałem właśnie prezydenckiego Muchy, który w doskonale krytym sadystycznym pląsie łże, że to nie politycy skazali polskie kobiety na niewyobrażalne cierpienia i niejednokrotnie po prostu śmierć.
Śmierć w wyniku zepchnięcia do podziemia aborcyjnego, śmierć w wyniku obowiązku donoszenia bezmózgiego płodu. Bez wątpienia i samobójstwa.
Do polityczno religijnego regulowania rozmnażania od momentu stosunku, PiS dokłada polityczno religijne mordowanie kobiet o innym niż panowie Kaczyński i Rydzyk światopoglądzie. Przypadkowo także katoliczek, bo światopogląd Kaczyńskiego i Rydzyka jest bardziej katolicki niż innych.
Czas, by się zwyczajnie odpierdolili. Żadnego kompromisu. Kompromisy polityków niech dotyczą wyłącznie ich.






Komentarze
Pokaż komentarze (12)