Pedofilia kościelna i jej krycie jest tylko konsekwencją. Konsekwencją panującej w naszym społeczeństwie obyczajowości, ustroju politycznego, kultury przyzwolenia na przemoc i nietolerancję. System nie stawiający najwyżej w hierarchii świętości zwykłego człowieka, zawsze będzie tego człowieka na dowolną ilość sposobów gwałcił. Religia już ze swej istoty czyni człowieka mniej ważnym. W imię Boga można zarówno człowieka zabić, jak i zmusić do rodzenia. Zlepek komórek nazwać człowiekiem, a człowieka jego człowieczeństwa pozbawić i w duchu obrony własnych przekonań (wartości) zamordować. Taki system etyczny.
W zindoktrynowanym społeczeństwie człowiek ma być ciemnym ludem z wdrukowanym zestawem quasi-etycznych odruchów. Stąd np. na tutejszym Salonie krzywda gwałconych dzieci zwyczajnie przegra zarówno z "dobrem Kościoła", jak i "dobrem PiS", który na sojuszu z Kościołem buduje polityczny kapitał.
Chrystianizacja świata trwa już kilkanaście wieków. Pochłonęła setki milionów istnień i wyniosła do władzy tysiące zbawców. Dlatego wiarygodny w swym katolicyzmie jest dyr. Rydzyk, mówiąc, że gwałcenie dzieci to taka tylko katolicka pokusa. Niewiarygodny jest natomiast doklejający się do okrętu "walki z pedofilią" red. Terlikowski, ściemniający, że w polskim Kościele jakoby trwa jakaś walka z pedofilią. Trwa co najwyżej spóźnione ratowanie Kościoła. Gdy Isakowicz z Terlikowskim z tą swoją wiedzą złożą papiery na biskupów, prymasów i papieży do prokuratury, może im uwierzę.
Walka z pedofilią odbywa się wyłącznie w sferze humanistycznej wrażliwości, a nie jak usiłuje to przedstawiać ewangelizator Terlikowski, w ramach instytucji pedofilów systemowo chroniącej. A obecnie i chroniącym kościelnych pedofilów państwie (patrz Państwowa Komisja do spraw Pedofilii).
Na koniec więc krótko i prosto - bez religijnej indoktrynacji problemu pedofilii w Kościele po prostu by nie było. Bez zbawców i ewangelizatorów została sama wiara. A wierzący rodzic (czy to polityk, prokurator, katecheta) nie pozwalałby gwałcić swojego dziecka. Otumaniony religią bowiem nie równa się wierzący. Dlatego też wierzących jest w Polsce jeszcze mniej niż ateistów. Poznać ich zaś można po tym, że nawet swoich dzieci nie indoktrynują.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)