Szczerze się przyznam, że do końca nie wierzyłem, iż Kaczyński będzie aż tak głupi, że zaledwie kilkadziesiąt lat po obaleniu komuny naprawdę zamachnie się na wolność mediów. I dalej jakoś nie potrafię uwierzyć, choć jakikolwiek sensowny odwrót prezes PiS w zasadzie też sobie schrzanił. Bo jedno, co już w tej sprawie na pewno uzyskał, to wyrazista, jednowymiarowa gęba. I z tej gęby, to on już ekstraklasa.
I dlatego się z tego ruchu PiS niezmiernie jednak cieszę. Bo jeszcze bardziej nie wierzę, że matołkowate pachołki żoliborskiego baszy potrafią pokonać wolne media. No przepraszam, są jednak jakieś granice. Można być oczywista w ekstraklasie, ale też oczywistość, że można wiecznie w grupie spadkowej.
Dlatego wyłuskajmy pisowskie atuty w tej powoli rozkręcającej się wojnie. I tu od razu poważny problem. Czyżby za atut robiła w tak ważnej przecież wojnie tylko legendarna już przecież przebiegłość posła Suskiego?
Rozumiem, że są totalnie zdesperowani i nie liczący już na nic innego. Ale żeby i na samych siebie już nie liczyć?
I paradoksalnie, jedynie przegranie tej bitwy w Sejmie pozwoli uratować polityczną klikę Jarosława Kaczyńskiego. Bo udany zamach Kaczyńskiego na wolne media, to jednak jego ostateczne i spektakularne polityczne samobójstwo...





Komentarze
Pokaż komentarze (9)