Co tym razem popuścił? Ano RZECZ. Rzecz jego zdaniem przesądzającą o wszystkim. Rzeczą pana Kaczyńskiego jest osobisty ciąg przyczynowo skutkowy, który pozwala mu ten wzięty w niewolę naród szpiclować Pegasusem. Najważniejsza w tym ciągu jest oczywiście konkluzja pana Kaczyńskiego: rzecz w tym, że jeśli gdzieś jest jakieś podejrzenie, to my to sprawdzamy...
Tydzień z hakiem wstecz oświecił Polaków, że państwo musi posiadać te wszystkie najlepsze cacka technologiczne zdolne nam wejść do telefonów, komputerów i sypialni, bo państwo musi nad przestępcami mieć przewagę. Teraz doprecyzował, że gdy gdzieś jest jakieś podejrzenie, to oni to sprawdzają... Przestępcy gdzieś już się mu zgubili. Sprawdzający podejrzenie też stali się jakimiś jego jakże solidarnie i obywatelsko brzmiącymi MY, jakbyśmy wszyscy - w interesie państwa oczywiście - sprawdzali.
Ano na tym właśnie polega to kolejne prezesie popuszczenie. Nie powiedział, że gdy państwo ma poparte dowodami konkretne podejrzenie, tylko jeśli gdzieś jest jakieś...
Wymsknęło mu się, czy doskonale wie, że tylko tak może mówić, bo żadnych konkretnych podejrzeń państwo w takim trybie (jeśli gdzieś jakieś...) szpiclowania zwyczajnie mieć nie może? No chyba, że mówimy o państwie rządzonym policją polityczną.
Ktoś mógłby powiedzieć, że lepiej byłoby dla PiS, żeby nic już pan Kaczyński w ogóle nie mówił. Ale rzecz też w tym, że jeszcze lepiej przecież byłoby, gdyby pan Kaczyński wpierw nie robił tego, z czego potem musi się głupkowato tłumaczyć. A po coś go tam przecież niczym Breżniewa trzymają.
Afera kwitnie, więc gdzieś za tydzień z hakiem powinien kolejny raz głos w temacie zabrać. Ale niczego wnoszącego do afery już nie powie. To co chcieliśmy żeby powiedział, grzecznie wypaplał przecież wszystko. Teraz będzie się już tylko powtarzał.
No to lecimy dalej, Jest kilkuset inwigilowanych, jest zainteresowanie Unii Europejskiej, będzie zabawa. Rzecz w tym, że skoro jest podejrzenie i podejrzany, to sprawdzamy...



Komentarze
Pokaż komentarze