...tak nasiąkniętej pamięcią, że dalej wysyłającą innych na walkę za nią...
Zaintrygowany, czegóż to nie może zapomnieć osoba o wrażliwości niestety bardziej kibolskiej niż tutejsza (S24) prawicowa średnia, zerknąłem na blog owej osoby. Niestety, prócz tytułowej deklaracji, trywialnej youtubowej śpiewanki i patriotycznego pustosłowia nic więcej w notce nie znalazłem. Za analizę czy choćby próbę analizy grudniowych wydarzeń robić ma nad wyraz leniwe ślizganie się pamiętliwej autorki po powierzchni wydarzeń, które sama prezentuje w duchu współczesnych polskich legend. Legend nie tylko dlatego kulawych, że sporo świadków od legend woli fakty. Kulawych, bo ich powstaniu towarzyszyło cyniczne fałszowanie rzeczywistości
Wszyscy wiedzą o ówczesnym dzieleniu się opozycji na radykalną – dążącą do konfrontacji z władzą – i tą konfrontującą się nie cudzą krwią, lecz rozsądkiem i odpowiedzialnością za kraj i ludzi.
Tym, co o przelewaniu krwi na Wujku wiem, dzielę się rzadko, a i wyłącznie wtedy, gdy rozmówca rokuje możliwość przyjęcia do wiadomości, że prawda raczej nigdy nie będzie miała zerojedynkowego bohaterskiego sznytu.
Z pewnego i łatwo weryfikowalnego źródła znam nastroje i słowa niektórych strajkujących w grudniu 81 roku górników. Znam słowa o tym, że łamistrajków – a konkretnie w historii którą poznałem, że przynajmniej jednego chcącego opuścić teren kopalni przerażonego prawie że dzieciaka – pierwszych dotknie gniew ludu strajkującego. A dotknie jakże dyscyplinującą metodą zatłuczenia łańcuchem. Człowiek, który mi to opowiadał próbował na prośbę matki „walczącego z entuzjazmem za Eskę” z kopalni wyciągnąć. Młody i jego kilku kolegów chcieli stamtąd zwyczajnie spie...lać bo wiedzieli jaki jest główny cel strajkujących. Oni mieli trochę inne cele. Na skutek subtelnych środków perswazji walecznych weteranów, w ładnej legendzie wszyscy już mają ten sam cel. Niektórzy mają, inni mieli.
Gdy z rzadka dzielę się niepopularną, zbyt łatwo wypieraną z powszechnej świadomości cząstkową prawdą o narodowej tragedii, wcale niemało osób bez zdziwienia przyjmuje fakt, że jednym z celów strajkujących było wrobienie władzy w przelanie krwi. Dlatego nie dla mnie bajeczki ani o wylegujących się na domowej kanapie odtrąconych ‘prominentnych opozycjonistach’, ani o pacyfistycznie czy pojednawczo usposobionych zadymiarzach, wcześniej z premedytacją przygotowywanych do krwawej rewolucji.
I o ile potrafię zrozumieć skąd szaleństwo u prostych, naładowanych gniewem i skonfrontowanych z prawdziwym strachem szeregowych rewolucjonistów, to szaleństwa podejrzanie pamiętliwych mścicieli usuwających z pola widzenia wszystko co niewygodne, zakłamujących proste fakty propagandzistów z wybiórczą pamięcią rozgrzeszać zamiaru najmniejszego nie mam. Historia sama dostatecznie zweryfikowała rację i tych dążących za wszelką cenę do przelewania nieswojej krwi, i tych którzy konfrontacji pragnęli uniknąć.
Dzisiaj cała nadzieja tych pierwszych w kibolach i tresowanych małoletnich nacjonalistach. Zwykłych ludzi już tak łatwo nie uda się wykorzystać – i to są fakty również do zapamiętania.
Warto również zapamiętać jak niepokojąco brzmi schowana w pseudopatriotycznym bełkocie fraza: Oni poszli walczyć za nas...



Komentarze
Pokaż komentarze (47)